|  | 

Stare gry do pobrania

Delta Force

Delta Force
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Peru, Indonezja, Czad, Uzbekistan i Nowa Ziemia. Pustynia, dżungla, lodowe pustkowia. Wszędzie tam gdzie potrzebne są chirurgiczne ciecia, wszędzie gdzie problemu nie zażegnają działa Abramsów, lub rakiety Apaczy – posyłani są oni. Elita najpotężniejszej armii świata. Oddziały Delta.
Chcąc zarobić trochę kaski, a nam dać możliwość wcielenia się w członka takiego oddziału, firma Novalogic wysiadła z Commanche‚a i stworzyła naziemne „Delta Force” Gra ta należy do nowego gatunku na rynku komputerowym, zapoczątkowanego przez „Spec Ops”. Jak się już pewnie domyślacie, jest to połączenie klasycznego FPP z elementami strategii. „Delta Force” wielu z was zaskoczy niesamowicie. Jest to bodaj jedyna gra FPP wydana w dobie niesamowitych możliwości kart graficznych, nie mająca żadnego wsparcia ze strony akceleratorów.
To nie żart. Firma Novalogic zaproponowała nam swój sprawdzony engine zwany Voxel Space. Jego ogromną zaleta jest możliwość kreowania naprawdę wielkich lokacji. Dzięki temu stało się możliwe stworzenie wielkich otwartych przestrzeni. Na nich odbywają się poszczególne misje oddziałów Delta i ich wrogów. Góry, wąwozy i szerokie doliny i tylko gdzie niegdzie jakieś zabudowania – oto obraz pola bitew. Ten engine powoduje niesamowite wrażenia, gdy rozglądacie się po mapie to wrażenie odległości jest niesamowite, nie ma się odczucia jak w innych FPP zamkniętego pudełka. Jednak to chyba jedyna zaleta tego rozwiązania, nie będąca niestety w stanie zrekompensować innych wad.
Brak wsparcia ze strony akceleratorów oznacza, że wszystkie wybuchy, płomienie i dymy są tworzone programowo. Fakt, że wyglądają całkiem nieżle, choć trudno im konkurować z efektami wyrabianymi przez chipy. Kolejna wadą jakiej nie przeoczycie to niesamowita pixeloza, objawiająca się szczególnie przy oglądaniu dalekich lokacji. Takich fajnych kwadratów to dawno już nikt chyba nie widział. Gra będzie wam pracowała w rozdzielczościach od 320×200 do 1024×768. W obliczu kwadracizny nie polecam najniższej, bo to istna kpina, natomiast najwyższa dla wielu kart grafiki to wyzwanie. Nasi przeciwnicy również czasami wyglądają kwadratowo, a ci bardzo daleko to dwa, trzy skaczące kwadraty (ubaw po pachy). Czasem zdarzy wam się przegapić cały patrol „kwadratów” o przepraszam nieprzyjaciela, a prawdziwy koszmar zaczyna się przy używaniu broni snajperskiej. Niewielką pociechą niech będzie to, że nie musicie zbyt dobrze celować by wysłać kogoś do piachu.
Na swoją ocenę „Delta Force” przy nie najlepszej grafice, zarobiła grywalnością i różnorodnością misji. Słowem przerost treści nad formą.
Struktura każdej misji jest nielinearna. Nie musicie koniecznie każdej zakończyć sukcesem, co moim zdaniem jest rozwiązaniem rewolucyjnym. Ponadto jak już będziecie znudzeni działaniami na pustyni, to natychmiast możecie przeskoczyć w zasypany śniegiem teren Nowej Ziemi. Przed wysłaniem was na daną misję dowództwo zaprasza was na wyczerpująca odprawę. Określane są pierwszo i drugorzędne zadania, a na zamieszczonej mapce wskazywane są drogi dotarcia do celu oraz dostępne wsparcie. Różnorodność miejsc w których będziecie walczyć idzie w parze ze zróżnicowaniem poszczególnych misji. Od prostego idż i wyrżnij wszystko co się rusz i oddycha, poprzez ataki na konwoje, wysadzanie tego i tamtego, organizowanie zasadzek, aż po misje gdzie trzeba wyposażyć się w stalowe nerwy i tłumik na gnacie. Podczas wykonywania zadań jesteście wspierani przez kilku komandosów sterowanych przez AI.
Niestety nie pomyślano o planowaniu. Nie można na wzór „Rainbow 6” określić dróg i sposobów ataku, a nie wybrać wyposażenia dla członków oddziału. Komputerowi komandosi podążają według napisanych skryptów i bezmyślnie reagują na zachodzące wydarzenia. Zdarza im się wpaść w krzyżowy ogień przeciwnika i po prostu zginąć. Ogólnie rzecz biorąc poczucie przynależności do oddziału jest znikome. Ktoś tam sobie biega i do kogoś strzela, a my podążamy sobie swoją drogą.
Jeżeli już sterowanie oddziałem odpadło z waszych obowiązków, to niejako w zamian nasz komandos ma pełną gamę ruchów. Może się czołgać, skakać, biegać i kucać. Jego poczynaniami można sterować używając perspektywy klasycznej osoby pierwszej oraz systemu kamer pokazujących go z różnych ujęć. Fakt że sterowanie w trybie perspektywy osoby trzeciej jest zupełnie nieskuteczne, to jednak oglądanie leżącego i celującego z karabinka snajperskiego wojaka daje dużo frajdy.
W naszym arsenale, skoro o broni mowa mamy do wyboru: miny, pistolety, granaty, ładunki wybuchowe, karabinki snajperskie, pistolety maszynowe, jest w czym wybierać. Jedną z moich ulubionych broni był karabinek snajperski, ale najmocniejszym argumentem jakiego można użyć to AC – 130 „Zjawa”. Jest to wielkie laserowe działo orbitalne.
Teraz jeśli już wiecie z czego przyłożyć, pora poznać tych którym trzeba przyłożyć. Na tym polu sprawuje się całkiem nieżle. Wrogowie są fajnie narysowani i z bliska wyglądają nawet niezbyt pikselowato. Modele pokrywające tekstury są odpowiednio dobrane do teatru działań, w którym występują. Można rozróżnić mundury, uzbrojenie, a co najfajniejsze, na nasze działania prócz zwyczajowego strzelania reagują gadkami w ojczystym języku. Zazwyczaj grupkami patrolują wskazane miejsca albo obsadzają bunkry lub zbudowane z worków z piaskiem stanowiska ogniowe. Ich inteligencja pozostawia jednak trochę do życzenia. Na polu walki czasem znajduje się do czterdziestu przeciwników, więc mając na uwadze że eliminacja ich przypada nam samotnym wojownikom, to ma to więcej wspólnego ze zręcznościówką niż z symulatorem. Dodatkowym problem jest to, że nasz komandosik może przeżyć najwyżej dwa trafienia, więc musicie na niego uważać i dużo się czołgać i czołgać… czołgać.
W ten oto sposób doczołgaliście się prawie do końca recenzji. Czyli słów kilka o opcji multiplayer i ocena końcowa. Zakładam że w końcu znudzicie się wykonywaniem poszczególnych misji lub je po prostu wykonacie, to możecie do gry zaprosić kumpli lub wepchać się na darmowy serwer udostępniony przez Novalogic. W takiej grze może brać udział maksymalnie trzydzieści osób. Opóżnienia internetowe są niewielkie więc gra się całkiem przyjemnie. Do wyboru macie w tym trybie wiele różnorodnych trybów rozgrywki, poczynając od standardowego deathmach’u wraz z grą zespołową, aż po „króla wzgórza” i łowów „na flagę” przeciwnika. I to by było na tyle, pomimo swoich niedociągnięć graficznych „Delta Force” stanowi kawałek dobrej rozrywki który polecam wszystkim.

WYMAGANIA SPRZĘTOWE: Procesor Pentium 166MHz, 32MB Ram, CD Rom x4, WIN 95/98.

delta-force

ABOUT THE AUTHOR

Podobne wpisy:

  • DethKarz

    DethKarz

    Droga. Zwyczajna droga. Taka, jaką widziałeś setki razy. Przechodząc przez nią. Jadąc nią. Kawałek ziemi, odpowiednio utwardzonej i pokrytej asfaltem. Ale zaraz, zaraz, coś jest nie tak. Tutaj przecież nie ma ziemi – zastąpiła je metalowa konstrukcja. Konstrukcja lekka i wytrzymała. Pobocza też nie ma. Oj, coś zaczyna mi się kręcić w głowie. Ciekawe czy

  • Death Rally

    Death Rally

    Mój pierwszy kontakt z tą grą miał miejsce… cóż, było to w roku 1998 (czyli… w zeszłym wieku! ach jak ten czas leci…) i nie pamiętam szczegółów, jednak wiem, że program pokazał mi po raz pierwszy jeden z moich znajomków (pozdrawiam Piotrka B.) i od razu zachorowałem na jego punkcie (mój znajomy również). Gra urzekła