|  | 

Stare gry za darmo

Doom 2

Doom 2
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

A jednak popełniłem błąd! Nie dopilnowałem sprzątaczy. Balowałem z pannami od Tiffany’ego miast gapić się rządowym na ręce. Kuźwa…! Nie wybiłem ich wszystkich! Jak mogłem pozostawić je przy życiu… Jak, kiedy, przecież ciąłem równo, wszystko, co się rusza, co tylko jest w stanie wejść mi w drogę. Przecież goliłem wzorcowo!!! Popełniłem błąd…
Musiałem jakieś ścierwa przeoczyć, nie usunąć ich w porę! Wiem, to moja wina, że kosmici znów zagrażają ludziom. Znów piekło zstępuje na Ziemię i nie ma nikogo poza mną, kto zgodził by się ruszyć do akcji. Tym razem jednak będę dokładniejszy. Zniszczę je wszystkie, co do jednego, nie patrząc na to, czy się bronią, czy błagają o życie!

WE ARE ALL DOOMED!
Słynne hasło „We are all doomed” odnosiło się do stanu świadomości graczy w pierwszej połowie roku 1994. Wszyscy grali w „Dooma”! Dzieło gości z ID Software po prostu nie miało sobie równych. Kolejne kluby miłośników gry wyrastały jak grzyby po deszczu, zaś kolejne dziesiątki kopii wędrowały do sklepów, a później do domów graczy. W Polsce gra deklasowała całą konkurencję. Deklasowała również i licealne lekcje informatyki, w których uczestniczyłem. Myślicie, że uczyliśmy się Taga? Nie! Cieliśmy w „Dooma” przerywając „Scorchem”!
Nic dziwnego, że ów prosty, trójwymiarowy fpp uzyskał popularność, o jakiej „Quake 3 Arena” może dziś tylko pomarzyć. Na kilku zwykłych, trzy i pół calowych dyskietkach znalazło się więcej adrenaliny niż we wszystkich polskich fpp razem wziętych. Piękna animacja, interesujący przeciwnicy, doskonała atmosfera zagrożenia i wprost kosmiczna strzelba (I luv dys gan!) tworzyły w wykastrowanych umysłach graczy melanż o podobnym do narkotyków działaniu. Cholernie uzależniający.
Panowie Carmack i Romero nie zakończyli swej przygody na „Doomie”. Gdy powiedziało się A, trzeba powiedzieć B. Gdy powiedziało się 1, trzeba powiedzieć 2. W końcu tegoż 1994 roku ukazał się zestaw dodatkowych misji do tej jakże miodnej gry, zatytułowany hucznie „Doom 2: Hell On Earth”. Nie był to jednak tylko i wyłącznie zestaw dodatkowych misji. Od tego przecież były edytory plansz, pozwalające każdemu miłośnikowi gry mieszkającemu pod prawie każdą szerokością graficzną tworzyć nowe levele i przesyłać je klubowiczom na szczelnie opatulonych papierem toaletowym dyskietkach (Internet wtedy raczkował). „Doom 2” był bowiem krokiem do przodu, kolejnym etapem rozwoju na drodze do „Quake”.

JEŚLI WCIĄŻ NIE ROZUMIECIE NIC…
To pewno nie wiecie, czym był „Doom”. Małe przeoczenie… Cóż, pewno obudziliście się te 5 lat za późno i kult was ominął. Pozwólcie więc, że wyjaśnię. „Doom” to Zagłada, to trójwymiarowy fpp z płaskimi, bitmapowymi przeciwnikami. Odważny żołnierz walczy o wolność Ziemi rozkaszaniając w proch i w pył dziesiątki różnokolorowych najeźdźców. Dziewięć rodzajów broni (pieści, piła łańcuchowa, pistolet, strzelba, „obrotówa”, miotacz rakiet, działa plazmowe), niemała galeria przeciwników ze wspaniałym „mózgolem” jako końcowym bossem, śliczne dźwięki, masa konwersji (słynne „Kler Killer” i „Porn Shooter”). O konkurencji można było zapomnieć. Żaden ówczesny shooter fpp nie był w stanie sprostać dziełu ID Software. Rozmaite konwersje „Wolfenstein”, pomysłowe przeróbki „Ken’s Labirynth”, nędzne mioty „Space Hulk” nie były w stanie odebrać „Doomowi” zakochanych w nim graczy. Tak jak dzisiaj wszyscy kopacze katują „FIFA 2000”, tak wtedy miłośnicy strzelania nie odchodzili od Zagłady…

JEŚLI JEDNAK ROZUMIECIE…
To pewno się zastanawiacie, czy „Doom 2” zasłużył się w historii gier komputerowych. Cóż – nie był on tak przełomowy jak „Doom”, nie wniósł żadnych nowych rozwiązań, żadnych nowych cudeniek, od których tętnił późniejszy nieco „Descent” (o „Duke Nukem 3D” nie wspominając). Jednak nie kto inny jak „Doom 2” udowodnił ludziom z ID, że nawet tak świetna gra, jaką była część pierwsza, może zostać ulepszona.
A zmian było niemało. Przede wszystkim usprawniony został engine gry, zaczął biegać szybciej, sprawniej, po prostu płynniej. Oczywiście w dzisiejszych czasach nie ma to znaczenia, jako że ówczesne maszyny marzeń (486) dawno zdobią muzea techniki. Wtedy jednak było to dla graczy niezwykle ważne, tym bardziej, że w „Dooma 2” grało się i po sieci (LAN). A znaleźć dwa „mocne” kompy z kartami sieciowymi na pokładzie nie było wcale łatwo.
W nowej edycji gry pojawiło się nieco nowych przeciwników. Niestety, zaprojektowano ich w pośpiechu, w związku z tym daleko im do tych z pierwszej części. Koleś strzelający z obrotówy, „kula” wypluwająca latające czaszki, dziwaczny szkielet miotający rakiety, wreszcie chudzielec „podpalający” gracza wyglądały atrakcyjnie, jednak nie zapadały w pamięć… Ot, były garstką charakterystycznego dla trójwymiarowych strzelanin mieśa. Gwiazdą „Dooma 2” stała się natomiast ulepszona dwururka, czyli potężna strzelba kładąca do pięciu gości naraz. Tak bombowych broni brakuje wielu dzisiejszym pozycjom, oj brakuje…
Poziom trudności gry podskoczył. Już nie wystarczy pruć do przodu i walić, gdzie popadnie. W „Doom 2” trzeba myśleć, trzeba się pilnować, by przeciwnik nas nie zaskoczył, trzeba pełzać po wąskich groblach ciągnących się nad morzami lawy, skakać z rozbiegu z murku na murek, wreszcie kilować wroga. Wiele spośród 30 poziomów jest tak skomplikowanych, że odnalezienie drogi do wyjścia wymaga nabiegania się nie gorzej niż David Beckham podczas meczu.
Najlepsze są etapy „miejskie”, znajdujące się mniej-więcej w połowie przygody. Gracz trafia do miasta (dużo uboższego graficznie w porównaniu z tym z „Duke Nukem 3D”) i musi przetrwać w labiryncie wind i korytarzy, od których można dostać kręćka. Na tych właśnie poziomach klucze umieszczone są najbardziej perfidnie, w zakamarkach otwieranych w zupełnie innym miejscu placu boju, tak że nie raz przyjdzie nam spędzić dobrą godzinę latając jak głupi od budynku do budynku. Zabawa jest przednia.

DZIŚ SOBOTA, IMIENINY KOTA
Jest sobota, 26 lutego 2000 roku. „Doom 2” to prehistoria. A jednak… otrzymuje ocenę trzy. Czemu tylko trzy? Przede wszystkim dlatego, że dzisiejsze shootery są grami zupełnie innego rodzaju. Dziś wszystko jest trójwymiarowe i nie razi pikselozą. Bo na nasze szczęście gry rozwinęły się niesamowicie – to, co 6 lat temu było cudem graficznym i muzycznym, dziś jest crapem, znaczy mniej niż odchody kota. Dziś przeciwnicy sami nie pchają się pod lufę, stanowią wyzwanie, nie armatnie mięso. A i design leveli jest ciekawszy… Ponadto „Doom 2” jest tylko powtórką „Doom 1” (ocenionego przez nas na 4/10), powtórką dobrą, ale powtórką. Nie można więc ocenić gry wyżej.
Z drugiej jednak strony… czemu aż 3/10, kiedy znacznie ładniejsze gry, wykorzystujące akceleratory, setki megabajtów twardziela i najnowsze techniki programistyczne osiągają gorsze oceny (vide: V-Rally)? A chociażby dlatego, że „Doom” to klasyka, którą trzeba szanować (tak jak szanuje się Słowackiego, choć czytać się go nie bardzo da). Ponadto dlatego, że w multiplayerze „Doom” wciąż jest niezwykle przyjemny. A przecież kupienie dodatkowego kompa tylko w tym celu nie wyniesie nas więcej niż 400 zł! Wreszcie dlatego, że strzelanie z dwururki wciąż sprawia olbrzymią przyjemność, a krew pozostaje krwią… i choć jest kwadratowa, to tłoczy adrenalinę do mózgu. A czy nie o to chodzi?

doom-2

ABOUT THE AUTHOR

Podobne wpisy:

  • Dracula: Zmartwychwstanie

    Dracula: Zmartwychwstanie

    Do niedawna brakowało PeCetowi naprawdę przerażających gier z hrabią Dracula w roli głównej. Na szczęście na rynku pojawił się Dracula: Zmartwychwstanie i stan rzeczy uległ niewielkiej poprawie. Szkoda tylko, że program francuskiego Wanadoo, choć dobry, do wielkich przebojów nie należy. Tak naprawdę stanowi on powtórkę z dokonań niezbyt lubianej przez recenzentów firmy Cryo, której zawdzięczamy

  • Doom

    Doom

    Czołem chłopcy! Założę się, że posiadacie coś tak bardzo sympatycznego jak dziewczyna. Wiem, wiem, każdy posiada – bez tego nie da się żyć. Niestety, z dziewczynami nie jest tak prosto, jak się wydaje. Na początku jest całkiem przyjemnie, chodzi się do parku, do kina, na kolę i hamburgery, czasem nawet i do teatru, by się