|  | 

Stare gry na komputer

Alicja w Krainie Czarów

Alicja w Krainie Czarów
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

„Alicja w Krainie Czarów” Lewisa Carrolla to dość dziwne dzieło: z jednej strony bajkowe postacie i wiek głównej bohaterki wskazywałyby, że jest to książka dla dzieci, patrząc jednak z drugiej strony psychodeliczny klimat, jak byśmy go dziś nazwali, sugeruje, że jest to utwór skierowany do ludzi starszych. Sytuacja na rynku komputerowym mówi zaś, że to historia i dla starszych i dla młodszych: nie tak dawno mogliśmy zagrywać się w krwawego TPP shootera Amercian McGee’s Alice, teraz zaś nasze pociechy mogą przeżyć interaktywną przygodę w grze o tytule zgodnym z książkowym pierwowzorem.

Ta historia jest chyba wszystkim znana – Alicja spotyka na swej drodze bardzo spieszącego się (co chwilę zerka na zegarek) gadającego królika. Dziwny zwierz znika po chwili w głębokiej dziurze a ciekawska Alicja podąża za nim wprost w otchłań…

Alicja w Krainie Czarów to gra wykonana dość dziwną techniką, mnie kojarzącą się z polską przygodówką „Reah”. Otóż większość scen i możliwych ruchów zostało wcześniej wyrenderowanych a nam przedstawiane są w postaci filmu (format QuickTime). Główna bohaterka, tytułowa Alicja, w odróżnieniu od reszty pojawiających się w grze trójwymiarowych postaci to osoba całkowicie materialna, grana przez młodą aktorkę. Dlaczego piszę o tym wszystkim? Wszak nas, graczy, powinien interesować tylko efekt końcowy. Na nieszczęście, taka technika wykonania ma na niego duży wpływ: pierwszą zauważalną wadą jest brak opcji pozwalającej na zmianę rozdzielczości – wszak nagranego w 640×480 pixeli filmu nie da się przeskalować bez widocznej utraty jakości i zwiększonego zapotrzebowania na zasoby systemowe. Niestety, nawet w trybie 640×480 px animacje nie wyglądają najciekawiej (szerzej o tym za moment). Przy okazji na jaw wyszedł jeszcze jeden buraczek – aby móc komfortowo grać na pełnym ekranie (bez widocznych po bokach czarnych pasów) trzeba ręcznie dostosować rozdzielczość naszego Windows. „Filmowy” engine gry bardzo też zawęża nasze możliwości, bowiem możemy robić tylko to, co z góry wymyślili autorzy (wiem, wiem, tak jest w większości przygodówek, ale tutaj ograniczenia są szczególnie dotkliwe). Co gorsza, raczej prosty mechanizm odpowiadający za wyświetlanie kolejnych filmików nie jest pozbawiony dość dokuczliwych buraków np. brakuje w nim mechanizmu blokowania, który zadbałby o to, aby w trakcie odgrywania mającej znaczenie dla losów bohaterki sekwencji gracz nie mógł sobie klikać – tragiczne skutki takiego niedopatrzenia widać już na początku gry, kiedy to Alicja wypija płyn powodujący jej skurczenie – jeśli w momencie, gdy dziewczynka pije/ kurczy się klikniemy na jakiś aktywny element lokacji to… bohaterka wróci do swych dawnych wymiarów. Jednak mimo moich ogólnych zastrzeżeń co do zastosowanego silnika gry (zastanawiają mnie też całkiem sporawe jak na taki prosty wizualnie program wymagania sprzętowe), trudno mieć jakieś większe zastrzeżenia co do obrazków pojawiających się na monitorze. Wszystko jest, jak na grę skierowaną do dzieci przystało, kolorowe i wykonane dość szczegółowo. Pikseloza pojawiająca się w momentach gdy do akcji wkracza filmowy engine całkowicie ustępuje na planszach bardziej statycznych. Jedyne, co mi się nie podoba, to pewnego rodzaju pustka, występująca w niektórych lokacjach w których to oprócz obiektów niezbędnych do kontynuowania gry czasami nie znajdziemy absolutnie niczego (sytuacja taka ma miejsce np. w domu królika).

Jeśli uważnie przeczytaliście poprzedni akapit, to wiecie, że Alicja… ma w sobie coś z przygodówki. Przemierzając kolejne pomieszczenia bajkowego świata w poszukiwaniu drogi na powierzchnię, bohaterka bardzo szybko zapełni swe niezwykle pojemne kieszenie rozmaitymi przedmiotami, niezbędnymi do ukończenia gry. W 90% przypadków przedmioty zdobywamy rozwiązując różnorakie zagadki, zarówno zręcznościowe jak i logiczne (aczkolwiek raczej proste, choć należy wziąć poprawkę na mój wiek ;). Niestety, co do wszystkich zadań można mieć pewne zastrzeżenia natury formalnej, bowiem nie zawsze pada dostatecznie jasne wyjaśnienie co i jak mamy zrobić. A jeśli już nawet taka instrukcja pada, to nieraz bardzo trudno ją usłyszeć, czemu winne jest nienajlepsze ustawienie poziomu dźwięków gry: muzyka i wszelkiego rodzaju odgłosy często zagłuszają wypowiadane przez bohaterów kwestie. Nie muszę chyba dodawać, że twórcy w swym dziele nie umieścili kontrolek pozwalających na regulowanie głośności poszczególnych elementów dźwięku. Większość zadań należy ocenić wysoko – mają odpowiednio wyważony poziom trudności (dla graczy od lat 8) i w większości są sensowne (o ile coś w psychodelicznym świecie gadających królików i grających w krykieta kart do brydża może być sensowne). Jednak jako że w nawet najlepszej rodzinie może trafić się czarna owca, tak i w Alicji… można znaleźć zadania odbiegające od utrzymywanego przez resztę całkiem wysokiego poziomu. Na całe szczęście jest ich niewiele.

Nie jestem miłośnikiem Lewisa Carrolla ani jego „Alicji w Krainie Czarów”, może więc stąd bierze się to, o czym za chwilę napiszę. Otóż moim zdaniem autorzy tej gry zbyt mocno oparli się na literackim pierwowzorze przyjmując chyba za pewnik, że każdy gracz zna dokładnie jego treść. Rezultat? Alicja… praktycznie pozbawiona jest fabuły, gracz może jedynie domyślać się, że głównym celem dziewczynki jest powrót do normalnego świata. Finał całej akcji (nie udało mi się gry przejść za pierwszym podejściem, jednak oceniam, że moment ten nastąpił nie później niż półtorej godziny po ekscytującej podróży w głąb Ziemi) także nie wyjaśnia wszystkiego i pozostawia niemiłe wrażenie, że wszystkie zadania i trudy będące udziałem Alicji nie przydały się do niczego. Także podczas samej gry będziemy niejednokrotnie mieli do czynienia z sytuacjami, kiedy to musimy podążyć okrężną drogą odrzucając rozwiązania najprostsze i najoczywistsze (np. aby przejść przez wyjątkowo małe drzwi musimy wpierw skosztować fioletowego grzybka o właściwościach miniaturyzacyjnych – wypicie łatwiej dostępnego płynu dającego ten sam efekt wbrew logice nie pozwoli nam na przekroczenie ich progu). Podczas grania warto też zastosować się do powiedzenia „nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki” – ponowna wizyta w zbadanych już wcześniej lokacjach zazwyczaj nie przynosi niczego nowego a tylko zmusza nas do żmudnego ponownego oglądania/ wysłuchiwania lub wykonywania wykonanych już zadań. Na szczęście, za pomocą dostępnej w każdej sytuacji z górnego menu mapce, bez problemów możemy szybko uciec z nieprzyjaznego nam terenu. Ogólnie jednak takie zachowanie gry trzeba uznać za kolejne niedopracowanie ze strony autorów.

Ostatnio ostro zjechałem firmę Techland za dołączane do gier z serii Xplosiv instrukcje. Podobnie muszę też uczynić oceniając instrukcję od Alicji… . Pierwszym minusem jest jej format – na pierwszy rzut oka nic nie można zarzucić temu, że jest ona dwa razy szersza (dłuższa) niż wyższa. Taką opinię utrzymywać można do czasu, kiedy to zechcemy z niej skorzystać – osobliwy format i dość sztywna okładka bardzo skutecznie to utrudniają. Niezwykle skromna jest też treść niesiona przez gruby na ledwie siedem stron manual, z czego większość miejsca zajmują screeny oraz momentami wręcz ogromne marginesy. Wczytując się dokładnie w umieszczone w nim zdania można też spotkać się z burakami typu „Jeśli nie masz dostępu do napędu CD-ROM, sprawdź czy płyta CD jest umieszczona w napędzie zadrukowaną stroną do góry” – może ktoś mi wyjaśni o co tu chodzi?

Kilkadziesiąt minut spędzonych z Alicją i niezwykłymi mieszkańcami równie niezwykłej krainy na pewno nie zaliczę do grona minut straconych. Do pełnej idylli nie brakowało wiele: gdyby tylko twórcy odrobinę więcej czasu poświęcili na testowanie swojego programu z pewnością zauważyliby i wyeliminowali tych kilka drobnych, lecz nie pozostających bez wpływu na ocenę, błędów, gdyby gra była dłuższa… Na tle testowanych ostatnio przeze mnie programów-gier dla dzieci francuska Alicja w Krainie Czarów wypada jednak bardzo dobrze, czego efektem jest całkiem niezła ocena: 7/10.

alicja-w-krainie-czarow

ABOUT THE AUTHOR

Podobne wpisy:

  • Alien Nations

    Alien Nations

    Tytuł ten dla większości graczy brzmi pewnie znajomo, ale na wszelki wypadek należy się informacja, iż jest to strategia czasu rzeczywistego. Fabuła ostatnio wydawanych RTS’ów jest bardzo podobna, to samo z misjami… No bo w sumie co można wymyślić nowego? Niektórym nudzą się tego typu gry uważają je za (że tak to nazwę) „przetworzone po

  • Airline Tycoon

    Airline Tycoon

    „Lataj LOT-em, będziesz potem” Witam, pasażerowie lotu „Airline Tycoon” proszeni są do wyjścia numer trzy. Proszę zapiąć pasy, zgasić papierosy, skręty i przestać zażywać i używać, stewardessy na miejsca i zapiąć bluzki. 3, 2, 1 startujemy. W grze wcielicie się w … No właśnie, nie wiadomo, w kogo. Teoretycznie jesteście kierownikiem linii lotniczej i nawet