|  | 

Darmowe stare gry

Fifa 2001

Fifa 2001
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Od pewnego czasu, okres przedświąteczny to nie tylko kupowanie prezentów i ubieranie choinki. Od kilku lat, spragnieni nowych wrażeń gracze komputerowi właśnie w tym czasie dostają w swe łapska (po wcześniejszym uiszczeniu odpowiedniej opłaty) gry sportowe od EA Sports. W Polsce największą popularnością cieszy się komputerowa wersja piłki nożnej – czyli FIFA (mówiąc w skrócie, gdyż tak naprawdę FIFA to skrót od Fédération Internationale de Football Associations [po polsku: Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej] – EA Sports wykupiła licencję i może posługiwać się tą nazwą).
Koniec wieku (tak, już za kilkanaście dni będziemy mieli wiek XXI!), to dobry moment na wprowadzenie wielu zmian i ulepszeń, do „serialowej” gry, jaką jest FIFA. FIFA 2001 miała być grą rewolucyjną i rewelacyjną – jednak tak niestety nie jest (przynajmniej z tą rewolucją). Ponieważ wszystko musi mieć swój porządek – zacznijmy od początku:)
Ojojoj… jak mogłem
puścić taką szmatę ?
Niedługo przed premierą zaczęło się mówić, że FIFA 2001 zostanie spolszczona – chodziło o przetłumaczenie na język polski wszystkich plansz z menu, a także o polski komentarz. Jednak plotka nie potwierdziła się, co wywołało niezadowolenie wśród wielbicieli tej gry oraz obietnice polskiego dystrybutora, że prawdopodobnie za rok, „polska” FIFA stanie się faktem. Kolejną interesującą wiadomością było przypuszczenie, że w FIFA 2001 będzie miała w końcu zaimplementowany protokół gry przez TCP/IP, czyli Internet. To już nie było plotką i taka możliwość rzeczywiście jest – ale o niej za chwilę (a raczej pod koniec).
Przy pierwszym kontakcie z grą możemy być lekko zdziwieni rozmiarem pudełka, w którym znajduje się płyta CD-ROM z grą – jest to tzw. DVD-BOX, czyli pudełko takie, jakie było nam dotychczas znane jako opakowanie filmów na krążkach DVD. Za takim sposobem pakowania gier stoi kilka mocnych argumentów: większa trwałość oraz lepsza jakość w porównaniu do tradycyjnych tekturowych pudełek i przede wszystkim mniejszy rozmiar. Jednak ten ostatni argument jest nieco kontrowersyjny, gdyż płyta umieszczona jest bezpośrednio w DVD-BOXie – tak więc nie możemy jej przechowywać oddzielnie – a sam DVD-BOX jest jednak wyraźnie większy od standardowego pudełka na CD. Pudełko FIFA 2000 jest wykonane bardzo solidnie (zwracam na to uwagę od czasu zakupu filmu „Miasteczko South Park”, który był zapakowany w pudełko praktycznie rozpadające się w rękach). Na okładce zobaczymy bardzo charakterystyczną postać, zawodnika Juventusu Turyn i reprezentacji Holandii, Edgara Davidsa (btw: to ulubiony piłkarz mojej mamy)… Ja bardzo lubię tego zawodnika (m.in. za jego boiskową waleczność i grę do końca), ale mam nadzieję, że za rok na okładce ujrzymy pana o bardziej swojsko brzmiącym nazwisku (np. Marek Citko:).
Brazylijczycy słyną
z efektownej gry.
Proces instalacji jest raczej standardowy, tyle tylko że przebiega w trzech etapach – w pierwszym instalujemy samą grę (możemy wybrać instalację minimalną, pełną, a także custom, gdzie sami wybieramy, które ze składników chcemy mieć na twardym dysku), w drugim „Internet Matchup” (pozwala znaleźć partnerów do gry przez Sieć), a w trzecim „Chcek For Update” (programik, który sprawdza, czy są jakieś uaktualnienia do tego produktu i jeśli wykryje coś nowego, to automatycznie to zainstaluje). Gdy przebrniemy już przez procedurę instalacyjną, czas na odpalenie gry. Jako że kompakt jest zabezpieczony przed nielegalnym kopiowaniem (piraci i tak mają swoje sposoby:( ), to jeszcze przed uruchomieniem samej gry program sprawdza, czy aby na pewno jesteśmy posiadaczami oryginalnej jej wersji – na szybkich komputerach nie ma z tym problemu (jest to proces praktycznie niezauważalny), za to na starszych maszynach potrafi to potrwać dobrą chwilę (co jest mocno denerwujące). No cóż, każdy strzeże swojego mienia tak jak może, ale jeśli z góry wiadomo, że takie zabezpieczenie jest nieskuteczne (producent powinien wyciągnąć wnioski z poprzedniej wersji – tam też było takie zabezpieczeni i złamanie go nie przysporzyło komputerowym przestępcom żadnych problemów), to po co je stosować? Niezbadane są wyroki developerów:)
Ok., CD-ROM jest oryginalny, więc nie ma przeszkód prawnych i gra się uruchamia. Na początku naszym oczom ukazuje się animowane logo EA Sports (które jeszcze dwa lata temu mogliśmy szybko „usunąć” z ekranu poprzez wciśnięcie ESCAPE… teraz to już nie działa:( ), potem jeszcze przed oczami mignie nam ekran z różnymi copyright-sami (człowiek nie jest w stanie tego przeczytać… za szybko znika – trzeba złapać screenshota i dopiero wtedy można pogrążyć się w lekturze) i już możemy rozkoszować (czy aby na pewno można nazwać to rozkoszą?) swe oczy intrem. Intro to po prostu najciekawsze scenki z gry okraszone całkiem przyjemną muzyką. Całość jest jednak średnio ciekawa i wg mnie, jest to najgorsze intro ze wszystkich, jakie mieliśmy okazję oglądać przez te kilka lat w kolejnych grach z tej serii:(. Dobrze, gdy obejrzymy już całe intro (lub wykonamy w trakcie jego trwania manewr ucieczki [Escape – ang. ucieczka]) naszym oczom ukaże się menu. Oczywiście, tutaj zaszły zmiany w porównaniu z poprzednią wersją, jednak trudno powiedzieć, czy na lepsze – już od dłuższego czasu bolączką serii FIFA jest ergonomia tegoż. Wszystko wydaje się być na swoim miejscu, jednak gdy zechcemy coś ustawić, to okazuje się, że aby dostać się do odpowiedniej pozycji menu, musimy sporo się naklikać – jeśli odpalamy grę okazyjnie, to możemy tego problemu nawet nie zauważyć, jeśli jednak jesteśmy maniakalnymi graczami i gramy 25 godzin na dobę, to ta „niedoróbka” staje się bardzo irytująca.
Odpowiednia „osoba”
na odpowiednim miejscu.
Trybów rozgrywki jest tyle, ile było poprzednio: możemy rozegrać mecz towarzyski, zagrać w jednym z pucharów (mamy możliwość stworzenia własnego pucharu), zasmakować prowadzenia (grania!) drużyny przez cały (a nawet kilka) sezon ligowy (czyli: liga + europejskie puchary + puchar danego kraju) oraz spróbować szczęścia w jakimś turnieju (Mistrzostwa Świata, europejskie puchary + możliwość stworzenia własnego). Nie zabrakło także nieśmiertelnego treningu – w porównaniu do poprzedniej wersji dodano możliwość ćwiczenia wyrzutów z autu i usunięto tryb „zadań” – strzel gola, przedrybluj X zawodników… może to i dobrze? Dodam jeszcze, że podczas treningu cały czas towarzyszy nam muzyka – nigdy więcej cisza! Bardzo fajne:)
Każdy z graczy na samym początku próbuje odnaleźć swoją ulubioną drużynę. Z zapowiedzi producenta można było wywnioskować, że wszystkie drużyny będą miały aktualne składy, zawodników, których wygląd nie różni się zbytnio od prawdziwego, i ubranych w oryginalne koszulki (z reklamami itp.). Czy zostało to zrealizowane? Nie do końca:(. Pierwszą sprawą są składy – w większości przypadków są poprawne i dość na czasie, ale zdarzają się tak zwane „kwiatki”. Spójrzmy np. na reprezentację Polski – niby wszystko ok., mamy Murzyna z polskim paszportem (Emmanuel Olisadebe) i całą resztę, jednak jeden z obrońców ma jakieś takie niezbyt dobrze znane nazwisko (to jeszcze zależy od stopnia naszego zainteresowania futbolem – podobnie [tak samo?] nazywający się piłkarz wygryzł naszego Andrzeja Woźniaka z posady pierwszego bramkarza portugalskiego FC Porto) – Hilario. No cóż, może trener Engel do spółki z prezydentem Kwaśniewskim potajemnie naturalizowali kolejnego obcokrajowca, ale jeśli ja o tym nie wiem, to skąd EA Sports ma takie informacje (czyżby jakiś szpieg w sztabie pana prezydenta?)? ;-). Następnym, niewybaczalnym burakiem jest osoba Briana Laudrupa w Ajaxie Amsterdam… może człowiek odpowiedzialny za skompletowanie składów, jest fanem Ajaxu? Brian Laudrup (tak samo jak jego brat) to piłkarz wybitny, jednak już od jakiegoś czasu nie występuje na futurystycznym stadionie ArenA w Amsterdamie.
Jaap Stam przygotowuje
się do ataku…
Tego typu błędów jest więcej, lecz nie będę ich dalej wymieniał – nie starczyło by miejsca na serwerze ;-))). Przejdźmy teraz do kwestii ubioru naszych zawodników. EA Sports obiecywało nam stroje nie odbiegające wiele od rzeczywistości – z wszelkimi dobrami typu reklamy itp. Trzeba przyznać, że wywiązali się z obietnicy, ale tylko częściowo – dokładnie odwzorowane stroje posiada tylko kilka lig. Reszta zaś została potraktowana po macoszemu (a nawet jeszcze gorzej) – kluby, oprócz tego, że na koszulkach nie mają reklam, to jeszcze nie posiadają swoich nazw!!! Zaraz, zaraz… jeśli nie mają nazw, to w jaki sposób je rozróżniamy? – no cóż EA Sports usunęła nazwy lecz zostawiła drugi (a czasami pierwszy) człon mówiący o położeniu geograficznym klubu (miasto) – czyli np. zamiast Ajaxu Amsterdam mamy Amsterdam, zamiast…. itd.
Kolejna kwestia to twarze piłkarzy. Twarzy jest rzeczywiście bardzo dużo i jeśli gramy (z) najsłynniejszymi drużynami, typu Real Madryt, Juventus, Bayern Monachium, to możemy bez większych problemów rozpoznać poszczególnych piłkarzy (nie patrząc im na plecy – tzn. na numer, bo sprawa nazwisk na koszulkach jest podobna do mojej postawy w szkole – raz jestem, a raz mnie nie ma [a na serio – w EURO 2000 nazwiska były, a w FIFA 2001 się zmyły:( ]). Mniej popularne teamy znowu zostały potraktowane gorzej (a gdzie równouprawnienie?) – większość zawodników, oprócz tych bardzo charakterystycznych (typu murzyn, długie włosy, broda) posiada „domyślną twarz” (zabrzmiało to jak w dowcipie – oto rewolucyjna maszynka do golenia – wkłada się do niej głowę i po chwili po zaroście nie ma ani śladu… / – ale przecież każda twarz jest inna… / – tylko przed pierwszym goleniem ;-)), która ma jedną, bardzo denerwującą cechę (przepraszam za wyrażenie) cholernie spiczasty nos. Widzę, że powoli przechodzimy do kwestii grafiki… moim pierwotnym założeniem było przedstawienie jej na końcu recenzji, ale wychodzi tak, że teraz jest najlepszy moment. A więc niech już będzie:). Grafiki jest po prostu zabójcza – spodziewałem się wielu usprawnień, ale to co dostałem, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Wspaniale prezentują się piłkarze (jeśli pominiemy ich nosy) – znikły już chudzielcy rodem z niemieckiego obozu koncentracyjnego (FIFA 2000)… Teraz zawodnicy są odpowiednio „napakowani” (ale nie przesadnie), widać wyraźnie ich umięśnione (mniam, mniam, szkoda tylko, że z mózgami jest pewnie gorzej ;-)) nogi. Ale zejdźmy jeszcze trochę niżej (panie pewnie bardziej interesowałaby wycieczka na środek, ale my tutaj musimy dbać o język i tematy przez nas poruszane – tylko dzięki temu nikt z redakcji nie został jeszcze zamknięty w szpitalu dla ludzi „mądrych inaczej” [chociaż po ostatnich wyczynach Kowala na rurze to kto wie… zawsze musi być „ten pierwszy raz”]) i rzućmy okiem (nie próbujcie tego robić w domu!) na super realistyczne (hmm… nie ma takiej firmy produkującej korki, która nazywała by się EA… ale pomińmy to) korki – widać nawet poszczególne wkręty (mówiąc popularnie – „korki” – czyli bolce wystające z podeszwy, które zwiększają przyczepność i czasami mogą służyć jako środek zaczepno-obronny)!!! Z koszulkami jest tak, jak już wcześniej napisałem – te z reklamami prezentują się bardzo dobrze, inne zaś sprawiają nieco mniej korzystne wrażenie, lecz ogólnie jest ok. Sprawa stadionów – w edycji 2001 postanowiono na jakość („liczy się ilość, nie jakość” – cytat z gry Pizza Syndicate).Tak więc możemy znaleźć się na stadionach takich jak:

San Siro (Włochy, Mediolan, stadion Internazionale FC i AC Milan)
Stade de France (Francja, Saint Denis, stadion narodowy)
Westfalenstadion (Niemcy, Dortmund, Borussia)
Nou Camp (Hiszpania, Barcelona, FC Barcelona)
Wembley (Anglia, Londyn, stadion narodowy)

… którego skutkiem jest
czerwona kartka
Stadiony są dość dokładnie odwzorowane i za to należy pochwalić developerów. Trybuny wypełnione są płaskimi, animowanymi kibicami (bitmapy o niskiej rozdzielczości) – wartym odnotowania faktem jest, że niektórzy z nich przytaszczyli na stadion flagi swoich ulubionych zespołów (chyba wszyscy zaopatrują się w tych samych sklepach, bo wszystkie flagi danej drużyny są identyczne). Dużym zmianom uległo same boisko, a mówiąc precyzyjniej – teren wokół niego. Nie ma tam już ziejącej grozą pustki – tak jak na prawdziwym obiekcie sportowym znajdziemy tam ławki rezerwowych, kamerzystów oraz służby porządkowe. Ci ostatni mają dosyć spokojną pracę, bowiem na trybunach przebywają bardzo zrównoważeni kibice – Ci którzy oczekiwali burd i „walki na całym stadionie, nie tylko na murawie” srogo się zawiodą (mam dla nich w zanadrzu coś ciekawego – śledźcie więc uważnie nasz dział zapowiedzi). Na ławce rezerwowych nie jest już tak spokojnie – trener, jak to trener, gestykuluje i pokrzykuje na swoich pupili (ci którzy chodzą na mecze / oglądają je w telewizji wiedzą, że słowa rzucane przez coachów podczas meczów, nie nadają się do zacytowania ;-)). Część zawodników rezerwowych z niecierpliwością obserwuje swoich kolegów walczących na murawie, część rozgrzewa się, licząc na to, że trener da im szansę gry (rozgrzewają się nawet po zakończeniu meczu ;-)). Oprócz samych zaangażowanych w mecz, za liniami bocznymi i końcowymi boiska swoje stanowiska mają kamerzyści. Za ciekawostkę możemy uznać ich przesadną tendencję (maniacy!) do śledzenie piłki – gdy ta jest hen daleko, za linią końcową, oni wciąż ją filmują (nie wygląda to zbyt realistycznie…). Przenieśmy się jednak na murawę. Na sam początek kilka słów o niej – w grze mamy murawę poprzycinaną na dwa sposoby – na niektórych stadionach (większości) tworzy ona wzór ogromnych okręgów (UFO? ;-)), na pozostałych tworzy klasyczny wzór „paskowy” (nie mylić z szachownicą). Trawka nie jest fotorealistyczna (dlaczego?) ale prezentuje się znacznie lepiej niż to, co mogliśmy oglądać w FIFA 2000 i EURO. Oczywiście nie zabrakło cieni – zarówno piłkarzy (które szczególnie efektownie prezentują się podczas gry przy sztucznym oświetleniu) jak i trybun (te widać tylko podczas gry za dnia, ale wyglądają naprawdę imponująco). Nie będę tutaj dużo pisał o „różnych pogodach” – powiem tylko, że są takowe (ale tylko dwie – „ładna pogoda” i deszcz), ale większego wpływu na grę nie wywierają.
Grafika grafiką, ale w grze najważniejsza jest przyjemność z grania! FIFA 2001 miała być grą bardziej realistyczną niż jej poprzedniczki. Pierwszym krokiem na drodze do symulacji było zwiększenie boiska. Teraz mamy więcej miejsca na rozgrywanie akcji i to należy uznać za zaletę gry – nigdy więcej klaustrofobii! Kolejnym posunięciem autorów, było usunięcie z gry kilku zwodów – wg mnie to pomyłka, zwody i tak nie były nigdy zbyt skuteczne, ale dodawały grze trochę smaczku (patrząc na finezyjne zagrania naszych bitowych graczy, mogliśmy choć na chwilę zapomnieć o rzemieślniczym stylu gry naszych ligowych kopaczy). Na początku myślałem nawet, że to ja za dostałem nagle ataku sklerozy i wyleciały mi z głowy kombinacje zmuszające piłkarzy do stosowania efektownych dryblingów – jednak dokładna lektura instrukcji (która stoi na naprawdę niezłym poziomie, zarówno merytorycznym, jak i technicznym) ujawniła, że w grze mamy już tylko 4 „zagrania techniczne”. Buuuuu. Dodano także wskaźnik siły strzału, który pozwala na wykonywanie precyzyjniejszych uderzeń. Jednak kiedy chcemy uderzyć „z całej pary” to musimy przytrzymać klawisz strzału ciut dłużej, niż w poprzednich wersjach.
Widok ze sterowca
krążącego nad stadionem
Gra, jako symulator, miała być wyraźnie wolniejsza od wcześniejszych produktów z serii FIFA. Możliwe, że takie było zamierzenie autorów, jednak rzeczywistość jest inna – aby osiągać dobre wyniki (szczególnie w pojedynkach z dobrymi drużynami na najtrudniejszym poziomie) trzeba grać szybko. Bardzo szybko. Obrońcy naszych przeciwników już nie nabierają się tak łatwo na nasze sztuczki. Dużego znaczenie ma gra bez piłki – do stojącego w miejscu napastnika nie dotrze żadne podanie, musi on wyprzedzać obrońców. W tym momencie ujawniają się pierwsze ograniczenia gry – nie możemy w pełni cieszyć się wolnością. W momencie gdy piłka zbliża się do naszego zawodnika, zamiera on w bezruchu i żadna siła nie jest w stanie go ruszyć z miejsca. Nie mam pojęcia dlaczego tak jest, jednak jeśli chcemy osiągać dobre rezultaty, musimy do tego przywyknąć i wyprzedzać obrońców ustawiając się w odpowiednim miejscu, jeszcze zanim nasz napastnik (czyli odbiorca piłki) pojawi się na ekranie (dla niezorientowanych: kamera podąża za piłką, a nie za sterowanym przez nas piłkarzem). Warto poświecić tych kilkanaście znaków na zachwyt nad motion-capture: w FIFA 2001 osiągnął on nieprawdopodobny poziom realizmu i naprawdę trudno już znaleźć jakieś wady czy błędy w ruchach piłkarzy. Można się oczywiście przyczepić, że tych ruchów jest zbyt mało… ale jak to się mówi: „wszystko w swoim czasie”. W tej edycji gry dodano kilka nowych ruchów (np. bardzo efektowne wybicie piłki z własnej połowy za pomocą przewrotki: piłkarz najpierw przyjmuje futbolówkę na klatkę piersiową, a następnie w ekwilibrystyczny sposób wybija ją za siebie), za rok pewnie też dojdą nowe… Jedynie scenki wchodzenia / schodzenia z boiska (tzn. wprowadzanie na plac gry rezerwowych zawodników) są nierealne, brzydkie i nijakie – one też wymagają natychmiastowej poprawy (marzyłbym o jakimś patchu, ale to pewnie nierealne… niech więc przynajmniej za rok będzie lepiej!). Dyscyplina taktyczna naszego zespołu nie jest niestety tak dobra jak w poprzednich wersjach – tyczy się to zwłaszcza formacji defensywnej. Często powstają różnego rodzaju wyłomy oraz dziury, przez które przeciwnicy mogą bezkarnie i łatwo przedostać się pod naszą bramkę. Stanowi to pewien krok w tył w porównaniu z wcześniejszymi wersjami, gdzie naszych piłkarzy cechowała wzorowa sumienność w wykonywaniu ustalonych założeń taktycznych… no ale nie tragizujmy, ja jestem po prostu w tym momencie perfekcjonistą, gdyż mniej wprawny komputerowy piłkarz zapewne nawet nie zauważy tego problemu. Na pewno zauważy jednak wciąż niedoskonałych bramkarzy. Niedoskonałych w swej… doskonałości! Komputerowi golkiperzy z FIFA są po prostu zbyt dobrzy (choć czasami zdarzają im się głupie błędy) – ja wiem, że strzelenie gola z większej odległości to trudna sztuka, ale w real-life (choć po obejrzeniu Matrix-a, można mieć wątpliwości, czy to, co nazywamy real-life, to naprawdę real-life…) czasami nawet po strzałach z 30 metrów futbolówka ląduje w siatce (i to nie takiej foliowej, trzymanej przez jednego z kibiców). W FIFA 2001 jest to praktycznie niemożliwe – jedynie szczęśliwy zbieg okoliczności (np. czasami [bardzo, bardzo rzadko] bramkarz puszcza taką pikę, gdyż zastyga w bezruchu i nawet nie próbuje interweniować – ale to chyba można raczej podciągnąć pod miano bug-a) sprawia, że oddawanie strzałów zza linii pola karnego, jest sprzeczne z logiką – mamy tylko kilka promili szansy na to, że piłka przekroczy linię bramkową… Ciężko jest liczyć nawet na dobitkę, bowiem w znakomitej większości sytuacji bramkarze łapią piłkę (piąstkowanie zdarza mu się praktycznie tylko przy dośrodkowaniach) i nie daje nam szansy na jej wykonanie. Nie sposób także nie dostrzec nieco zmodyfikowanego sposobu wykonywania rzutów wolnych – zamiast literek i kolorów umieszczonych nad zawodnikami, do których możemy zagrać, mamy teraz cyferki – ułatwia to orientację, szczególnie, gdy gramy na kontrolerze innym niż klawiatura (nie każdy pad ma klawisze oznaczone kolorami). Także strzałka, pozwalająca nam na oddanie strzału lub podanie w dowolne miejsce boiska, uległa zmianom – jest teraz grubsza i mniej precyzyjna – ma to chyba symulować prawdziwy rzut wolny, gdzie przymierzając i kopiąc piłkę nie mamy pewności, że wyląduje ona tam, gdzie byśmy tego chcieli. Tak prawdę mówiąc, to najlepiej egzekwowało się wszelkiego rodzaju stałe fragmenty gry w FIFA 99 i poprzednich… ale jak widać autorzy dążą do czegoś innego… niech im już będzie. Piłka nożna, to, jak wiadomo, sport kontaktowy – nie da się tutaj uniknąć nie do końca czystych starć, tak więc sędzia ma zazwyczaj pełne ręce roboty. Tak jak w poprzednich edycjach gry, tak i tutaj możemy ręcznie określić jego surowość (nie chodzi tutaj o temperaturę, lecz o sposób interpretacji niektórych zdarzeń na boisku), lub zdać się na komputer i ustawić ten parametr jako „losowy”. W tym momencie warto wspomnieć, że piłkę przeciwnikowi możemy odebrać na trzy sposoby – najprościej jest ją po prostu wybić z pod nóg rywalowi (klawisz D) – w poprzednich wersjach te metoda przejęcia futbolówki była bardzo skuteczna, w wersji 2001 już nie. Kolejnym sposobem jest wślizg – jego podstawową zaletą jest zasięg – nie musimy być jakoś szczególnie blisko piłkarza, któremu chcemy odebrać piłkę (ja go nazywam „ostatnią szansą” – nieraz jest to ostatnia szansa na odebranie piłki rozpędzonemu napastnikowi rywala…). Jednak wślizgi należy wykonywać ostrożnie – jeśli nie trafimy w piłkę, a w nogi w rywala, to sędzia zapewne wyciągnie kartkę. Ostatnią metodą odbioru jest brutalny faul – nie polecam tego nikomu, gdyż łatwo można zarobić czerwoną kartkę… Nie wiem dlaczego nie ma też możliwości całkowitego wyłączenia tego zagrania – jeśli bowiem gramy z żywym przeciwnikiem, to on często może bezkarnie w ten sposób odbierać nam piłkę (mimo najbardziej surowego sędziego)… Nowością są tzw. asystenci głównego arbitra, czyli sędziowie liniowi. Szkoda tylko, że w przypadku spalonego, nie mamy możliwości obejrzenia powtórki z perspektywy takiego arbitra (w wyklętym przeze mnie WLS była taka możliwość). No i w tym momencie wspomniałem o kamerach… W FIFA 2001 czeka nas rewolucja – podstawowa kamera, TeleCam, pracuje teraz na o wiele większym zbliżeniu. Ma to swoje dobre i złe strony – dobre to przede wszystkim możliwość podziwiania wspaniałej grafiki w całej okazałości oraz możliwość dokładnego obserwowania poczynań piłkarzy naszych i rywala. Główne wady to stosunkowo mały obszar widzialny – to bardzo przeszkadza w planowaniu akcji, jednak zawsze możemy skorzystać z pomocnej dłoni (zaraz, zaraz, ja już chyba zaczynam bredzić… to chyba przez ten płyn Borygo…), radaru, który pokaże nam rozmieszczenie piłkarzy na boisku. Oprócz TeleCam mamy jeszcze kilka innych kamer, znanych z poprzedniej wersji programu. Każdą z nich możemy w pewien sposób spersonalizować, poprzez ustawienie jej wysokości i zbliżenia. Powtórki są bardziej efektowne (gdyż kamery mają większe możliwości zmiany perspektywy – np. przy maksymalnym oddaleniu TowerCam widzimy pół boiska!), lecz są strasznie długie – w FIFA 2001 były one automatycznie przycinane (widzieliśmy tylko końcowy, najciekawszy fragment akcji), tutaj tego nie ma i musimy oglądać całą, nieraz dosyć długą, powtórkę.
Polska do boju !
Bardzo duża siła serii FIFA tkwi w jej fanach i Internecie – na bardzo wielu stronach możemy znaleźć wręcz setki różnego rodzaju dodatków, patchy i programów, udogadniających pracę z grą (jeśli termin „praca” możemy zastosować jako określenie grania, hi, hi). Niektóre z nich są bardzo przydatne (np. istnieje możliwość pobrania pliku, który pozwoli nam korzystać z „tradycyjnej”, znanej z poprzednich wersji, kamery TeleCam) inne mniej (np. zaktualizowana twarz Edgara Davidsa – z okularami). FIFA 2001 w końcu pozwala na grę z ludźmi pochodzącymi z całego świata poprzez światową Sieć – Internet. Miałem okazję uczestniczyć w kilkunastu takich meczach i muszę powiedzieć, że gra z żywym człowiekiem to zupełnie nowe przeżycie. Niestety, nie została ona zorganizowana w sposób idealny. Najbardziej brakuje możliwości rozgrywania czegoś więcej, niż tylko meczu towarzyskiego… no, ale w dwóch graczy trudno grać w turniej czy coś w tym rodzaju (teoretycznie w takim pojedynku może brać udział do 8 graczy [jeśli tylko każda ze stron posiada odpowiednią liczbę kontrolerów – do 4 na komputer], jednak tak czy siak, mogą walczyć ze sobą tylko dwie drużyny). Także wymagania stawiane łączu internetowemu są całkiem spore – wymagany jest modem 56K, co przy marnych 28.800 bps, które wystarczają do gry przez połączenie modemowe, jest sporą wartością. Gra w naszym pięknym kraju zaczyna być płynna dopiero ok. godz. 17 – jak jest wcześniej, to każdy chyba z własnego doświadczenia dobrze wie (są problemy z przeglądaniem stron, a co tu dopiero mówić o graniu w gry przez Sieć). Jak już wspomniałem, oprócz gry przez Internet możemy grać przez modem, a także połączenie szeregowe i sieć lokalną. Jeśli mamy problemy ze znalezieniem odpowiedniego partnera do gry przez globalną Sieć, możemy skorzystać z opcji „Internet Matchup”… Jeśli jednak korzystamy z darmowego numeru dostępowego TP S.A. lub bardziej ogólnie – z sieci Polpak, dostanie się na multiplayerową stronę www może być nie lada problemem.
Strzeli czy nie strzeli ?
Zbliża się moment, w którym powinienem grze wystawić ocenę… Cóż, trudno jest oceniać grę, którą darzy się takim sentymentem. Jednak prawdę mówiąc, oprócz znacznej poprawy grafiki, dużo się od poprzedniej wersji nie zmieniło. Jedni powiedzą – przecież liczy się przede wszystkim grafika! Może i jestem staromodny, bo dla mnie ona jest prawie na samym końcu cech, według których oceniam gry. Po jakimś czasie grania w FIFA 2001 znajdziecie więcej bugów, odkryjecie prawie 100% skuteczny sposób na zdobywanie bramek (ja jednak nie popsuję Wam przyjemności i nic o nim nie powiem), może gra wcale nie przypadnie Wam do gustu i po kilku godzinach grania rzucicie ją w kąt (a jako że mamy okres gwiazdkowy, to dobrych gier nie brakuje i na pewno znajdziecie coś innego dla siebie)? Tego nie mogę przewidzieć. FIFA 2001 to godna kontynuatorka swoich poprzedniczek… jednak tylko kontynuatorka – nic więcej. Owszem, gra się w nią lepiej niż w poprzedniczki, ale mam wrażenie, że to jedynie złudzenie, które powstaje dzięki nowej grafice, nowej muzyce (Moby, Utah Saints, Grand Theft Audio, Curve oraz The Source), nowym komentatorom (eeee… naprawdę napisałem „nowym komentatorom”? – w takim razie przepraszam… nie ma nowych komentatorów, jest za to opcja, która pozwala wyłączyć komentarz i wsłuchiwać się w tumult publiczności i pokrzykiwania piłkarzy)… Jak dla mnie seria FIFA powoli traci swoją magię, która przyciągała na długie godziny przed monitor… Traci w sposób prawie niezauważalny, ale jak mówi przysłowie „ziarnko do ziarnka i zbierze się miarka”. Jeśli za rok nie będzie jakiejś rewolucji, to ta seria zacznie osiągać dno. W każdym razie – cieszmy się tym co mamy, grajmy, grajmy i jeszcze raz grajmy – bowiem FIFA 2001 to najlepsza piłka kopana na PC, dostępna w tym momencie. Ocenka 8/10 z wyraźnym zaznaczeniem, że gra jest lepsza zarówno od FIFA 2000 i EURO 2000 (kolejny dowód na to, żeby nie sugerować się ocenami – EURO dostało 9/10)… jak dla mnie wciąż najlepszą grą z tej serii pozostaje World Cup 98 (a to z kolei dowód, że zawsze są wyjątki od reguły – dostała ona maksymalną ocenę 10/10). Biegnijcie więc jak najszybciej po swoją nową Biblię (ja z góry zakładam, że piłka nożna jest Waszą religią 🙂

P.S. Jeszcze jedno słowo o wymaganiach sprzętowych – przez jakiś czas musiałem (z powodu kłopotów sprzętowych) grać w FIFA 2001 na archaicznym już (a kiedy go kupowałem, to był prawie najszybszy dostępny sprzęt… ach, jak ten czas leci…) P166 / 64 MB RAM / Voodoo 1… I niestety, grać się da tylko jeśli wyłączymy wszystkie detale – a wtedy gra wygląda gorzej do FIFA 97. No cóż…
P.S. 2 Napisze jeszcze kilka słów nt. ceny tej gry, która jest zauważalnie wyższa, niż cena poprzedniej edycji. Dziwi mnie to bardzo, gdyż myśląc logicznie, gra ta powinna być rozdawana za darmo! „Za darmo? Jak to?” – pomyślicie… ano jest taka sprawa – cały czas podczas gry towarzyszą nam reklamy! A to Rexona (for men) w menu, a to Certina obok zegara… Oprócz tego, mnóstwo reklam znajduje się na bandach wokół boiska, a EA Sports nie umieszcza ich tam społecznie. Z jednej strony dodaje to realizmu samej grze, ale z drugiej… Dodam jeszcze, że zauważyłem, że pojawiające się na bandach reklamy, zależą od zespołu gospodarza – jeśli gramy np. Holandią, to ujrzymy reklamy holenderskich stron itp. Z innymi drużynami (także klubowymi) jest analogicznie.

fifa-2001

ABOUT THE AUTHOR

Podobne wpisy:

  • Fifa 99

    Fifa 99

    Czy znacie taką grę, której nowa wersja jest wydawana co rok (ostatnio nawet częściej), nie różni się zbyt wiele od wersji poprzedniej a i tak wszyscy ją kupują? Tak? No jasne, to serie firmy EA Sports – NHL i NBA ale tutaj będzie o FIFIE. FIFA 99 jest, jakby ktoś nie wiedział, piłkarską symulacją zręcznościową.

  • FIFA 98: Road to World Cup

    FIFA 98: Road to World Cup

    Wielkimi krokami zbliżają się mistrzostwa świata 2002 w Korei i Japonii. Na szczęście mamy jeszcze troszkę czasu i możemy sobie przypomnieć, jak to było w roku 98. A działo się wtedy dużo… Pamiętacie to jeszcze? 32 zdeterminowane, pragnące zwycięstwa drużyny, wspaniałe stadiony i zaskakujące zakończenie zmagań. Tak, tak – MŚ 1998 we Francji to było