|  | 

Dobre stare gry

Falcon 4.0

Falcon 4.0
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

11 grudnia mija okrągła, druga rocznica wydania symulatora lotu, będącego bezpośrednim spadkobiercą swojego wielkiego poprzednika – Falcona 3.0. Mowa tu oczywiście o Falconie 4.0. Wielu miłośników symulatorów, do których ja również się zaliczam, dzieli rozwój tego gatunku gier na dwa okresy: przed, i po Falconie 4.0. W 1998 roku gra wywołała wielkie emocje. Po wprowadzeniu jej na rynek na listach dyskusyjnych zawrzało, a sama gra już w chwili wydania, stała się klasyką. Niestety, Microprose, aby zdążyć z wydaniem gry na gwiazdkę, nie skorygował wielu poważnych błędów i niedociągnięć. Szybko okazało się, że nowy produkt jest grą bardzo słabą, niestabilną i praktycznie nie do użytku. Rozpoczęto prace nad patchami usprawniającymi samą grę oraz poprawiającymi zauważone błędy. Owocem tych prac było kilka oficjalnych łat, z których ostatnia nosi numer 1.08us. Taka też wersja jest przedmiotem niniejszej recenzji, chociaż stwierdzenie to nie jest zupełnie prawdziwe, o czym powiem trochę później.
Kupując grę (co jest raczej trudne z uwagi na fakt, że gra nie ma polskiego dystrybutora), w pudełku otrzymujemy kilka pomniejszych książeczek, mapę Korei, oraz najlepszą instrukcję, jaką można znaleźć w gatunku symulacji. Bite 600 stron tekstu, doskonale napisanego i opisującego wszystkie aspekty prowadzenia rozgrywki. Niestety, dla osób nie znających języka angielskiego może być ona nie do przejścia. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie przetłumaczenia podręcznika na język polski, a z doświadczenia wiem, że czasami tłumaczenie instrukcji do symulatorów psuje cały, pozytywny w oryginalnym wydaniu obraz gry. Dla osoby wykonującej tę czynność pierwszy raz, instalowanie Falcona jest zadaniem co najmniej trudnym, z uwagi na fakt, że owszem – sam produkt instaluje się bezproblemowo, ale ilość dostępnych patchy przytłoczy każdego, nawet najtwardszego fana symulacji. We wstępie wspomniałem o patchu 1.08. Jest on początkiem, ale nie końcem instalacji. W tym momencie opowiem trochę o otwartej strukturze gry. Otóż Falcon 4.0 jest produktem unikatowym, pozwalającym na daleko idącą ingerencję w swoją strukturę. Zespoły ludzi pracują nad poprawianiem wszystkiego: od wyglądu kokpitów, poprzez dźwięki, a skończywszy na inteligencji komputera i kodzie programu. Sprawia to, że gra jest ciągle rozwijana i prawdopodobnie jest to najbardziej „patchogenny” oraz rozwojowy produkt w historii gier komputerowych. Warto tylko wspomnieć, że liczba dostępnych patchy i dodatków przekracza z całą pewnością setkę. Trudno się w tym wszystkim połapać, ale dobór odpowiednich dodatków sprawia, że Falcon 4.0 upodobnił się w swojej dzisiejszej formie do symulatorów wojskowych. Po zainstalowaniu wszystkich dodatków, zostajemy posiadaczem gry absolutnie kultowej i ponadczasowej.
Nie będę pisał o świetnie zrobionym intrze i doskonałej nawigacji po programie, bo nie to jest najważniejsze. Gra posiada raczej standardowe tryby rozgrywki lecz dopracowane w najmniejszych szczegółach. Mamy tu szereg szybkich misji- tzw. instant action, opcję treningu, dość potężny edytor służący do konstruowania nowych misji lub całych konfliktów, w których mogą brać udział setki jednostek, oraz najdoskonalszy w historii tryb kampanii, na którym chciałbym się w tej chwili skupić. Przedstawiony w kampanii scenariusz konfliktu oparty jest na wyimaginowanym konflikcie pomiędzy dwoma częściami Korei: północną i południową. Jak można się było domyśleć, po stronie północy, która jest agresorem, stają, w późniejszej części konfliktu, Chiny, natomiast po stronie południa – Stany Zjednoczone. Muszę powiedzieć, iż kampania (jak przystało w produkcie, który do dzisiejszego dnia jest liderem w swoim gatunku) jest całkowicie dynamiczna. Wielkość całego konfliktu jest nieporównywalna z nawet największą grą strategiczną. Po załączeniu wyświetlania wszystkich ikon oddziałów, samolotów, statków i śmigłowców, w każdej chwili na mapie aż roi się od tysięcy ikonek, z których każda przedstawia jakąś jednostkę. Warto także wspomnieć, iż teren, nad którym przyjdzie nam toczyć podniebne boje, jest w całości oparty na oryginalnych mapach Korei, zarówno satelitarnych jak i lotniczych, co daje naprawdę fenomenalne odwzorowanie każdego szczegółu terenu. Niepotrzebna jest nawet wyrafinowana elektronika dostępna w kokpicie, by szybko zorientować się, gdzie aktualnie się znajdujemy. Wystarczy spojrzeć za okno kabiny oraz na mapę dostarczoną z grą, aby mieć pewność co do naszego położenia. Długo by pisać o kampanii, to trzeba po prostu zobaczyć – by zakochać się w niej od razu. Na upartego, może ona służyć jako gra strategiczna, bo, choć w ograniczonym do minimum zakresie, mamy możliwość wydawania komend poszczególnym oddziałom.
Do kampanii wrócę jeszcze pod koniec, w trakcie przedstawiania trybu multiplayer. Teraz skupię się na realizmie. Zaraz po instalacji programu gra prezentuje raczej średni poziom trudności, lecz po instalacji wszystkich utrudnień, załączeniu w opcjach maksymalnego poziomu realizmu – symulator nabiera rumieńców, staje się, jak już wcześniej mówiłem, a teraz skrupulatnie to powtórzę, superrealistycznym produktem, dającym jednocześnie wiele radości z gry. Pewnie zastanawiacie się, jak to możliwe, że przez dwa lata nie powstał żaden inny symulator tak wiernie oddający wszystkie aspekty latania. Za wyjątkiem jednego (mowa tu oczywiście o Flankerze 2.0), producentom gier nie udało się nawet w 50 procentach zbliżyć do Falcona 4.0. Falcon posiada specyficzny klimat, tu nie ma automatycznie naprowadzającej się broni, gdzie wystarczy tylko nacisnąć sześć razy guzik by zniszczyć sześć celów, to zupełnie nie ten typ gry. Tu trzeba wykazać się sprytem, opanowaniem awioniki samolotu, oraz szybkim reagowaniem na zmieniające się warunki pola walki. Prawie wszystkie systemy występujące w prawdziwym F16 znaleźć można w Falconie 4.0. Wiele trybów pracy radaru, zarówno powietrze-powietrze jak i powietrze -ziemia, tryby nawigacyjne, traktowane dotąd po macoszemu przez twórców gier, bogaty wachlarz uzbrojenia, którego użycie wymaga stosowania osobnych trybów – to wszystko sprawia, że chcąc poczuć się pilotem samolotu szturmowego nie pozostaje wam nic innego jak tylko wydać parę dolarów na tę grę.
Do obsługi wszystkich systemów samolotu możemy użyć zarówno skrótów klawiaturowych, jak również myszki. Falcon 4.0 ma najlepiej dopracowany kokpit ze wszystkich symulatorów, a wspomniana wcześniej otwarta struktura daje możliwość tworzenia własnych, unikatowych wystrojów kabin. Prawie każdy przełącznik, których znowu w kabinie jest multum, każdy przycisk może być użyty. Daje to olbrzymie czucie kabiny, czucie samolotu, klimatu i intensywności doznań. Model lotu może ustępuje nieznacznie Flankerowi 2.0, ale są to różnice raczej niewielkie. Samolot żwawo reaguje na stery: podczas nagłych zwrotów gwałtownie wytraca szybkość, przy dużych kątach natarcia w kabinie rozlega się charakterystyczny brzęczek, ostrzegający nas o utracie przez maszynę sterowności, podczas ciasnych skrętów na pilota działają olbrzymie siły… I znowu Microprose stworzyło najwierniejsza, jak dotąd, symulację efektu przeciążeniowej utraty świadomości, tzn. G-lock. Jak przystało na profesjonalny produkt, nie zabrakło w nim możliwości lądowania bez podwozia oraz tankowania w locie, które jest jednym z najtrudniejszych jakie kiedykolwiek zawarto w symulatorach. Trzeba wykazać się nie lada cierpliwością i opanowaniem maszyny by manewr tankowania w powietrzu powiódł się. Nie będę więcej pisał o realizmie, bo to temat rzeka, ale gra jest według mnie niekwestionowanym liderem w tej dziedzinie.
Słów kilka o dźwięku, który jest elementem nadającym produktowi Microprose swoistego charakteru. Jak już pisałem, w kampanii uczestniczą tysiące jednostek, zarówno latających, jak i naziemnych. Wszystkie one rozmawiają ze sobą, przekazują sytuację taktyczną, a na otwartym kanale komunikacyjnym można się tym rozmowom przysłuchiwać prawie w nieskończoność. W zależności od tego, czy chcemy słuchać dokładnie wszystkich rozmów, czy też pragniemy dostawać informacje tylko od naszych skrzydłowych lub grupy bojowej, włączamy różne kanały komunikacyjne, dzięki którym możemy dokonać selekcji płynących do (i od) nas komunikatów. Oprócz tego, do kontroli nad skrzydłowymi służy niezwykle rozbudowany, znowu najlepszy, jaki stworzono dla symulatora, system komunikacyjny, przez co mamy doskonałą kontrolę nad naszymi podwładnymi. Co zaś tyczy się komputerowych przeciwników i naszych towarzyszy broni, to prezentują oni wysoki poziom sztucznej inteligencji. Na najwyższym poziomie niełatwo z nimi wygrać. Każdy najmniejszy błąd i zlekceważenie przeciwnika skończyć się może śmiercią co nie oznacza jednak końca kampanii lecz jedynie pogorszenie w niej sytuacji taktycznej. Małym trybikiem takiej kampanii jest gracz.
Dwa lata to kawał czasu, szczególnie jeżeli chodzi o grafikę. W 1998 roku zachwycała ona swoją innowacyjnością i nie miała praktycznie żadnej konkurencji i ten stan rzeczy nie zmienił się znacząco. Do rywalizacji dołączył jeden konkurent, wspomniany wcześniej Flanker, ale i tak według mnie grafika w Falconie jest ładniejsza i bardziej, można by rzec, wojenna. Wszystko wygląda doskonale i bardzo szczegółowo. Koreę możemy oglądać w kilku dostępnych rozdzielczościach, od 640×480, do najwyższej 1600×1200. Po drodze jest 1024×768 i to właśnie owa rozdzielczość jest używana przez graczy najczęściej. Dla niej to powstało najwięcej, w pełni funkcjonalnych i przedstawiających rzeczywisty wygląd kabiny F16, nowych kokpitów. Szczególne wrażenie robią wybuchy i noc, w trakcie której nie widać wiele oprócz gwiazd na koreańskim niebie. Zastrzeżenia co do grafiki budzić mogą jedynie słabej jakości, jak na dzisiejsze standardy, chmury, ale to jedyny bubel, który i tak nie wpływa znacząco na odbiór grafiki.
Niestety, fenomenalna grafika oraz niezwykle rozbudowana kampania sprawiają, iż trzeba posiadać naprawdę mocny sprzęt. Minimalne wymagania to czyste mrzonki, zabawa zaczyna się dopiero z 96 Mb pamięci RAM, PII450 oraz kartą graficzną z 32 Mb pamięci na pokładzie.
Pierwszy raz tryb multiplayer w symulatorach wprowadzono w Falconie 3.0, a w kolejnej części tylko go rozwinięto. W trybie multiplayer można latać praktycznie wszystko: pojedyncze misje czy kampania – nie ma to najmniejszego znaczenia. Możesz latać z kolegą jako jego skrzydłowy lub nawet z ośmioma znajomymi przeciwko sobie bądź wspomagając się wzajemnie. Internet, sieć lokalna, modem, wszystkie te protokoły są obsługiwane, a sam sposób połączenia jest dokładnie opisany w podręczniku do gry i nie ma z tym żadnych problemów.
W niniejszym tekście wielokrotnie pojawiały się stwierdzenia pochwalne i nawet gdybym chciał powiedzieć kilka cierpkich słów na temat Falcona 4.0 – nie było by to fair w stosunku do produktu, który po prostu nie ma wad. Niewątpliwie jest dużo lepszy niż Flanker 2.0, bardziej rozbudowany i z najnowszym, na dniach dostępnych patchem, bardziej realistyczny niż cokolwiek kiedykolwiek stworzono na komputery domowe. Powoli Falcon 4.0 zbliża się swoim poziomem do symulatorów wojskowych i z całą pewnością, biorąc pod uwagę plany rozwojowe oraz zainteresowanie nimi, Falcon 4.0 jeszcze przynajmniej przez kilka lat pozostanie na topie. Ocena produktu jest niezwykle trudna z uwagi na fakt, że gra jest ciągle rozwijana, a skala kończy się na dziesięciu punkach, więc na stan dzisiejszy nie mogę dać dziesiątki, ale z czystym sumieniem wystawiam notę 9,5. POLECAM! Apel do konkurencji: nie pozwólcie zmarginalizować swojej obecności na rynku symulatorów nowoczesnych samolotów wojskowych!

Plusy
Minusy
  • superrealistyczna
  • w pełni dynamiczna kampania
  • brdzo trudna
  • doskonała grafika i dźwięk
  • doskonały multiplayer
  • aby uzyskać ww. plusy trzeba zainstalować wiele patchy
  • wysokie wymagania sprzętowe
falcon-4-0

ABOUT THE AUTHOR

Podobne wpisy:

  • Fields of Fire

    Fields of Fire

    Witam, witam. W mojej karierze maniaka gier, latałem samolotami, pojazdy przyszłości też nie były mi obce, były wozy bojowe itd. Bo gdyby chciał to wszystko wymienić to by pamiętnik powstał. Dzisiaj dla odmiany przyszło mi wziąć do ręki muszkiet i tomahawk i stanąłem do walki w grze w której połączono elementy gier typu role-playing i

  • Faust

    Faust

    Francuska firma Cryo już od wielu lat raczy nas swoimi grami przygodowymi, przy czym jak rzadko który producent konsekwentnie trzyma się stworzonych przez siebie standardu i atmosfery. Gry Cryo prawie zawsze ocierają się o rangę sztuki – przede wszystkim biorąc pod uwagę grafikę i muzykę. Firma tworzy gry ciekawe fabularnie, niekiedy wręcz intrygujące, ale najczęściej