|  | 

Stare gry za darmo

Dracula: Zmartwychwstanie

Dracula: Zmartwychwstanie
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Do niedawna brakowało PeCetowi naprawdę przerażających gier z hrabią Dracula w roli głównej. Na szczęście na rynku pojawił się Dracula: Zmartwychwstanie i stan rzeczy uległ niewielkiej poprawie. Szkoda tylko, że program francuskiego Wanadoo, choć dobry, do wielkich przebojów nie należy.
Tak naprawdę stanowi on powtórkę z dokonań niezbyt lubianej przez recenzentów firmy Cryo, której zawdzięczamy m.in. serię Atlantis, Pompei, Egipt i Fausta. Dzieła te łączy z omawianą grą nie tylko fakt, że wszystkie są wciągającymi przygodówkami. Wśród ich wspólnych cech zanotowałbym również dość prosty system sterowania. Pole gry obserwujemy z oczu głównego bohatera, poruszamy się zaś „skokami”, przeskakując pomiędzy jednym miejscem a drugim. Od czasu do czasu komputer odgrywa przerywnik filmowy, który posuwa akcję do przodu, a przy okazji dość umiejętnie podnosi napięcie. Co więcej, wszystkie polecenia wykonujemy przy pomocy myszki, co nie sprawia trudności nawet najmniej zaawansowanym graczom. System ten jest dużo bardziej funkcjonalny niż zastosowana w Wehikule czasu (Time Machine) czy Rycerzach króla Artura (King Arthur’s Knights) trójwymiarowa perspektywa a la TPP i choćby z tego powodu zasługuje na szacunek.
Jednak to fabułę, a nie sterowanie, nazywa się od lat kwintesencją każdej przygodówki. Dlatego też właśnie od niej należy zacząć opowieść o Dracula: Zmartwychwstanie. Wydarzenia opisane w grze rozgrywają się w kilka lat po pierwszym spotkaniu Jonathana Harkera z zamieszkującym transylwański zamek wampirem, które to Bram Stocker opisał w swojej słynnej książce. Tym, którzy jej nie czytali, przypomnę, że ów młodzieniec pracował dla londyńskiego handlarza nieruchomościami i pewnego dnia otrzymał zlecenie podpisania umowy z pewnym rumuńskim (a ściślej wołoskim) księciem. Jonathan wyprawił się więc do Transylwanii, gdzie przyjął gościnę klienta. Wkrótce odkrył jednak, że jego gospodarz jest wampirem. Za karę jednak został uwięziony, zaś Dracula mimo wszystko pojechał do Londynu. Tam poznał piękną narzeczoną Harkera, Minę, oraz jej przyjaciółkę Lucy. Ta druga kobieta dość szybko poczuła na swej szyi uścisk twardych zębów księcia i zaczęła zamieniać się w krwiopijcę. Ściągnięty na pomoc lekarz-specjalista od tajemniczych chorób, Abraham Van Helsing, wyczuł klimat i rozpoczął przygotowania do pojedynku z wampirem. Jednocześnie do miasta wrócił Jonathan, któremu udało się prysnąć z Transylwanii. W końcówce książki Dracula został unicestwiony – podobną scenę widzimy na samym początku gry Wanadoo.
Tyle że tu Dracula oczywiście nie ginie. Przekonuje się o tym Mina, która w kilka lat później zaczyna dziwnie się czuć. Powietrze wokół niej gęstnieje, zaś tajemniczy głos wzywa do zamkniętej na cztery spusty londyńskiej posiadłości rumuńskiego księcia. Pewnego dnia jej ex-narzeczony (obecnie mąż), Jonathan Harker, odnajduje list. Mina informuje go, iż była w owej posiadłości, a w zaledwie kilka godzin później wybrała się do Transylwanii. Prosi go też, by nie jechał za nią. Nieposłuszny urzędas pakuje się w pociąg i po kilkudniowej podróży trafia do rumuńskiej części Karpat.
W tym momencie do mózgu głównego bohatera podłączony zostaje komputer i gracz przejmuje kontrolę nad jego poczynaniami. Sytuacja rysuje się zaś bardzo nieciekawie. Mina za kilka godzin stanie się wampirem, tymczasem Harker tkwi w wiosce nieopodal zamku i za nic nie może się dostać w jego (nie)gościnne progi. Okoliczni hultaje, pozostający najpewniej na usługach Draculi, za nic nie chcą dopuścić młodzieńca do posiadłości hrabiego, zaś leciwa karczmarka boi się cokolwiek mówić. Nawet niezbyt trzeźwy pijaczyna przestrzega Jonathana przed wyprawą na zamek! Tylko od inwencji i pomysłowości gracza zależy, czy jego wycieczka zakończy się sukcesem czy też wymuszonym rozwodem.
Zabawa oferowana przez Dracula: Zmartwychwstanie jest nadzwyczaj przyjemna. Wszelkie zagadki są logiczne, a zarazem bardzo proste, skutkiem czego gracz prze do przodu niemalże bez jakichkolwiek przystanków. Jedynie w kilku miejscach trzeba pofantazjować, „pójść po rozum do głowy” bądź przeczesać okolicę w poszukiwaniu jakiegoś pominiętego szczegółu. Niedoświadczonym graczom, przyciągniętym do programu przez wspomniany prosty interface, taki patent z pewnością się spodoba. Jednak miłośnicy przygodówek, mający na swych koncie kilkanaście ukończonych tytułów, poczują się oszukani. Kto wie, może nawet ukończą Draculę w ciągu trzech upojnych wieczorów? To zdecydowanie za mało jak na kosztującą kilkadziesiąt złotych grę, w którą zagrać ponownie właściwie się nie da.
Mieszane uczucia budzi też grafika. Nieprzyjemne przeskakiwanie z miejsca na miejsce jest krokiem wstecz nawet względem mającej dobrych klika lat pierwszej części Atlantis. Na szczęście same lokacje zostały wykonane bardzo ładnie. Księżyc prześwitujący przez usychające drzewa, lekko przybrudzony śnieg otaczający pogrążony w ciemnościach krzyż, cmentarz z rozpadającymi się grobami, czy wreszcie drewniana karczma wyglądają niezwykle realistycznie. Także i nieliczne pojawiające się w grze postacie zasługują na wyrazy uznania. Są szczegółowe i narysowane z lekkością, bez zbędnej dłubaniny charakterystycznej dla gier 3D. Z drugiej strony za katastrofę należy uznać brak jakichkolwiek animacji odtwarzanych w tychże lokacjach. Jeśli widzimy barmankę siedzącą w karczmie za ladą i mieszającą jakąś zupę, to… ona cały czas stoi, trzyma łyżkę w garnku i się nie rusza. Podobnie strumyk płynący przez wioskę wygląda żenująco. Szemrze ślicznie, jednak woda w nim ani drgnie. Psuje to cały efekt wypracowany przez grafików, a także wnosi do zabawy ohydny efekt sztuczności. A przecież we wspomnianej już nie raz pierwszej części Atlantis wszystkie te niedoróbki były bardzo umiejętnie zatuszowane. Nie ruszali się wartownicy, gdyż stali na warcie, nie ruszała się kobieta siedząca na ławce, gdyż spała, podobnie i mężczyzna, który zamyślił się w jednej z uliczek. Jednocześnie niektóre postacie przemieszczały się tam całkiem żwawo – że wspomnę wartownika w pałacowych komnatach! Dlaczego tego wszystkiego nie ma w Dracula: Zmartwychwstanie? Całe szczęście, ze animacje przerywnikowe zaserwowane przez programistów Wanadoo są naprawdę znakomite. Pełne napięcia, ruchu, szalonych jazd kamery i nagłych zbliżeń. Widać, że reżyserował je ktoś, kto ma w małym paluszku wszystkie najnowsze produkcje z Hollywood i wie, jak należy nakręcić scenę, by była maksymalnie efektowna. A takie szczegóły jak żyły na policzkach barmanki czy w oku karczmiennego pijaczka są po prostu majstersztykiem.
Prawa dźwiękowa Dracula: Zmartwychwstanie przypomina dokonania programistów z wspominanego już nie raz Cryo. Wycie wilków, szum liści i wody w potoku, odgłosy udeptywanego śniegu czy pohukiwanie sowy tworzy bardzo sympatyczny nastrój. Zadbano nawet o takie szczegóły jak trzeszczące drzewa! Szkoda więc, że polskich aktorów dobrano nie najlepiej. Co prawda nie mają oni głośnych nazwisk i nie ma tych zabawnych sytuacji, kiedy nagle w świecie fantasy pojawi się Pan Kleks, jednak nie pasują oni do odtwarzanych ról. Harker mówi właściwie bez cienia emocji, spokojnie, rzeczowo, a jak się zdenerwuje, to zaczyna przypominać rozwydrzonego dzieciaka. Micha, pijaczyna z baru o twarzy i posturze ubogiego chłopa posługuje się językiem godnym arystokraty. Okoliczni przestępcy dysponują całkiem sympatycznymi głosami, kłócącymi się z ich pokancerowanymi twarzami. Tłumaczenie ratują bezbłędne napisy, całkiem poprawnie przełożone zdania i poprawna, zrozumiała instrukcja.
Dracula: Zmartwychwstanie spodoba się przede wszystkim mało doświadczonym graczom, zwłaszcza tym, którzy gustują w klimatycznych, średnio strasznych horrorach. Przeciwnicy gier a la Cryo będą oczywiście narzekać na prostotę i drobne niedoróbki. Cóż, proponuję im staż u Warda bądź leciwego Zaka McKrakena, bez solucji ofkorz. Zobaczymy, czy spodoba im się zabawa z naprawdę trudną przygodówką?

dracula-zmartwychwstanie

ABOUT THE AUTHOR

Podobne wpisy:

  • Doom 2

    Doom 2

    A jednak popełniłem błąd! Nie dopilnowałem sprzątaczy. Balowałem z pannami od Tiffany’ego miast gapić się rządowym na ręce. Kuźwa…! Nie wybiłem ich wszystkich! Jak mogłem pozostawić je przy życiu… Jak, kiedy, przecież ciąłem równo, wszystko, co się rusza, co tylko jest w stanie wejść mi w drogę. Przecież goliłem wzorcowo!!! Popełniłem błąd… Musiałem jakieś ścierwa

  • Doom

    Doom

    Czołem chłopcy! Założę się, że posiadacie coś tak bardzo sympatycznego jak dziewczyna. Wiem, wiem, każdy posiada – bez tego nie da się żyć. Niestety, z dziewczynami nie jest tak prosto, jak się wydaje. Na początku jest całkiem przyjemnie, chodzi się do parku, do kina, na kolę i hamburgery, czasem nawet i do teatru, by się