|  | 

Stare gry za darmo

Dogs of War

Dogs of War
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Dogs of War

Jak wiemy zasoby naturalne Ziemi w niedalekiej przyszłości wyczerpią się. Taka właśnie historia spotka nas według twórców Dogs of War już XXII wieku. Wtedy wsiądziemy w nasze piękne maszyny i polecimy na inne planety szukać wrażeń.
Jedną z pierwszych koloni założono na planecie Primus IV, najmniejszej planecie w tym systemie, ale jednocześnie najbardziej obiecującej. Była to swoista inwestycja pokazowa, na której miano się wzorować w trakcie następnych lokalizacji. Zbudowano piękne kopalnie i już rozpoczęto wydobycie surowców, kiedy okazało się, że nie byliśmy tam sami… Pewnego dnia baza została zaatakowana przez tubylców, którymi okazały się groźne potwory Mantai. Nie dość, że były odporne na większość naszej broni, to na dodatek wykazywały się niezłą inteligencją. Nie trzeb chyba tłumaczyć, że nie miały przyjaznych zamiarów wobec przybyszy. Wszyscy, którzy stanęli im na drodze, zostali szybko zabici lub porwani żywcem do ich legowiska. Tak czy owak nikt nie wychodził ze spotkania z tymi stworami cało. Na nieszczęście Ziemia odmówiła przysłania posiłków.
Przez kilka lat Ziemia nie interesowała się swą tą planetą. Resztki pierwszych kolonizatorów, którzy przeżyli atak potworów, zdołali się zorganizować i jako tako urządzić się na nowo. Niespodziewanie jeden z naukowców odkrył nowy minerał – SL-18, który charakteryzował się znakomitymi właściwościami. Jednym z głównych zastosowań tego materiału były pancerze. Dzięki niemu zarówno pojazdy jak i statki kosmiczne były odporne na większość dostępnych broni. Towar ten został w krótkim czasie prawdziwym hitem eksportowym i pozwolił mieszkańcom tej planety handel z innymi rasami. Mieszkańcy Primusa IV postanowili ogłosić niepodległość koloni, co z oczywistych względów nie uszczęśliwiło Imperatora Ziemi.
Gra, poprzednio znana jako WarMonkey, toczy się w 2161 roku. Wojska Ziemian czekają na orbicie na rozkaz do ataku, a na planecie kolonizatorzy szykują się do godnego powitania gości. Gracz może wcielić się albo w twardego osadnika broniącego niepodległości, albo chcących surowca Ziemian. Dla wszystkich, którzy przejdą wszystkie misje jednej ze stron, autorzy przygotowali niespodziankę. Jest nią możliwość wcielenia się w krwiożercze stwory Mantai.
Przejdźmy jednak do samej gry. W zamiarach miała być to gra strategiczna czasu rzeczywistego, jednak wyszło z tego skrzyżowanie RTS-u, symulatora i Quake. Od razu trzeba wyjaśnić, że ma ona niewiele wspólnego z taką klasyką jak Dune czy Command & Conquer. Nie mamy tu możliwości budowy i rozwoju własnej bazy, ani tym bardziej produkcji własnej armii. Każdą misję musimy przejść konkretnymi jednostki, do których możemy sobie ewentualnie dobrać parę innych. Misję z reguły mają jeden cel rozwalić przeciwnika zanim on to zrobi z Tobą.
Jedną z głównych cech odróżniających Dogs of War od innych gier jest możliwość rozgrywania misji na dwóch płaszczyznach. Pierwszy z nich to widok strategiczny, drugi to widok z trzeciej osoby. Tryb strategiczny ma jedną dużą wadę. Bardzo trudno rozpoznać jednostki, tak więc klikamy na masę niewyraźnych ikonek w poszukiwaniu konkretnej jednostki. Jedynym rozwiązaniem jest zrobienie odpowiednio dużego powiększenia terenu. Wtedy jednak widzimy niewiele więcej poza własnymi jednostkami. Tą różnicą jest możliwość wcielenia się w konkretną jednostkę i bezpośrednie kierowanie jej ruchami. Nie jest to pomysł nowy, ani dobrze wykonany. Często widok jest zasłaniany przez budynki lub inne przeszkody. Pomimo tego ta część gry sprawiła mi najwięcej frajdy. Niema jak pobiegać z wyrzutnia rakiet i rozwalać wszystko co się rusza albo postrzelać sobie z czołgu. Z drugiej jednak strony Quake o wiele bardziej spełnia takie zachcianki, a różne symulatory dają bardziej rzeczywiste odczucia.
W grze występują jeszcze parę dziwnych rzeczy, które psują ogólne wrażenie. Jednym z nich jest niemożność ominięcia intra przed misją. Bywają bardzo drażniące, gdy widzimy je po raz dziesiąty przy trudniejszym misjach. Nie mniej dziwną rzeczą są niebieskie trajektorie lotu pocisków. Widzimy wtedy dokładnie nie tylko kto do nas strzela, ale także mamy możliwość uniknięcia trafienia przesuwając się parę metrów w bok. W taki sposób można bardzo łatwo poradzić sobie np. z nieprzyjacielska artylerią. Wystarczy podjechać w miarę blisko i nie przerywając ruchu strzelać do niej. Bardzo przydatne okazuję się tutaj możliwość zaznaczenie sobie celu, tak że nie trzeba nawet dokładnie celować.
Szczerze powiedziawszy gra nie jest zbyt porywająca. Ma w sobie niewiele oryginalności, a w dodatku mogłaby być lepiej dopracowana. Polecam tylko dla mających nadmiar czasu i gotówki.

dogs-of-war

ABOUT THE AUTHOR

Podobne wpisy:

  • Dracula: Zmartwychwstanie

    Dracula: Zmartwychwstanie

    Do niedawna brakowało PeCetowi naprawdę przerażających gier z hrabią Dracula w roli głównej. Na szczęście na rynku pojawił się Dracula: Zmartwychwstanie i stan rzeczy uległ niewielkiej poprawie. Szkoda tylko, że program francuskiego Wanadoo, choć dobry, do wielkich przebojów nie należy. Tak naprawdę stanowi on powtórkę z dokonań niezbyt lubianej przez recenzentów firmy Cryo, której zawdzięczamy

  • Doom 2

    Doom 2

    A jednak popełniłem błąd! Nie dopilnowałem sprzątaczy. Balowałem z pannami od Tiffany’ego miast gapić się rządowym na ręce. Kuźwa…! Nie wybiłem ich wszystkich! Jak mogłem pozostawić je przy życiu… Jak, kiedy, przecież ciąłem równo, wszystko, co się rusza, co tylko jest w stanie wejść mi w drogę. Przecież goliłem wzorcowo!!! Popełniłem błąd… Musiałem jakieś ścierwa