|  | 

Stare gry do pobrania

DethKarz

DethKarz
1 vote, 5.00 avg. rating (97% score)

Droga. Zwyczajna droga. Taka, jaką widziałeś setki razy. Przechodząc przez nią. Jadąc nią. Kawałek ziemi, odpowiednio utwardzonej i pokrytej asfaltem. Ale zaraz, zaraz, coś jest nie tak. Tutaj przecież nie ma ziemi – zastąpiła je metalowa konstrukcja. Konstrukcja lekka i wytrzymała. Pobocza też nie ma. Oj, coś zaczyna mi się kręcić w głowie. Ciekawe czy to ma coś wspólnego z moim lękiem wysokości?
Droga. Temat wielu gier. Lepszych i gorszych. Gier spokojnych i brutalnych, ciekawych i nudnych. Czasami nawet bardzo ciekawych.
DethKarz – czy ten zlepek liter coś Wam przypomina? Jeśli nie, to zajrzyjcie do słownika angielsko – polskiego, pod literki „d” i „c”. Już wszystko jasne? Ok., więc jedziemy dalej. Ludzi wrażliwych, nie lubiących przemocy i brutalności także zapraszam do dalszej lektury. Bowiem nie można sugerować się jedynie tytułem/wyglądem gry (spójrzcie tylko na te sympatyczne robale z bazookami z serii Worms). Samochody w tej grze są może zabójcze, ale mam na myśli raczej osiągi. W końcu technika idzie do przodu. Samochody są coraz lepsze, coraz szybsze. Coraz bardziej zabójcze. Ludzie także się do tego dostosowują – coraz bardziej zapędzeni, coraz częściej walczący za wszelką cenę o zwycięstwo. Czy jest szansa, aby się kiedyś to wszystko skończyło, aby można było trochę zwolnić? Jest, ale pojawia się ona dopiero po osiągnięciu całkowitego sukcesu, triumfu. A więc najpierw trzeba walczyć. Ruszaj zatem do boju. Czujesz się samotny? No cóż, twoi sojusznicy mogą Ci trochę pomóc. Ale pamiętaj, że ich celem jest także zwycięstwo za wszelką cenę. Tak więc licz się z tym, że w najważniejszym momencie Cię opuszczą. Licz się z tym, że zostaniesz sam…
Ten przydługawy wstęp jest po to, aby wprowadzić Ciebie w brutalny, prawdziwy świat. świat w którym nie zawsze czarne jest czarnym – niekiedy czarne jest białym. Nie martw się tym, że nie rozumiesz tego co czytasz – bo o to chodzi :-).
Dobrze, zaczynam już normalnieć :-). A więc zacznę od tego, że jakiś czas temu zagrałem w pewną grę. Grę, która nie pozwalała mi się oderwać od ekranu przez długie godziny. Gra nosiła tytuł Rollcage (jak ktoś nie grał, to niech przeczyta sobie recenzję zamieszczoną w naszym serwisie, i niech zagra, ale niech się spieszy, bo nadchodzi druga część tej gry). Wciągnęła mnie tak bardzo, że nie zauważyłem jeszcze jednej wspaniałej gry (o bardzo podobnej tematyce). Tą grą, był DethKarz. Kolejne wyścigi futurystycznych pojazdów. Ten gatunek gier, jest dosyć popularny i lubiany – zarówno przez producentów jak i graczy. Gracze lubią poczucie szybkości, a takie gry zazwyczaj im to dają. Autorzy zaś czerpię ze sprzedaży większe zyski, gdyż nie muszą kupować licencji na wykorzystywanie prawdziwych marek samochodów. Jednym słowem – dla każdego coś miłego.
Pewnie już się domyśliliście, że w DK na próżno by szukać takich samochodów, jakie spotykamy na ulicy (albo oglądamy na Eurosporcie). Tutaj pojazdy przypominają raczej te, którymi poruszają się bohaterowie filmów animowanych i komiksów. Nie dorównują one może rozmachem Batmobilowi (pojazdowi Batmana, jeśli lubicie N4S3, to wiecie o co chodzi), ale i tak prezentują się bardzo okazale. Na początku nie wszystkie są dostępne – jeśli chcielibyśmy mieć wszystkie pojazdy, to długa droga przed nami. W grze jest kilka „stajni” (tak jak np. w Formule 1). Każda z nich produkuje trzy rodzaje samochodów – ale na początku mamy dostęp tylko do tych najgorszych. Każdy z pojazdów posiada szereg parametrów które go cechują. Pierwszym, i bardzo ważnym parametrem jest „difficult”. Parametr ten określa po prostu, jak łatwo prowadzi się dany pojazd – jest on jakby sumą wszystkich pozostałych. Oprócz tego mamy jeszcze kilka standartowych wskaźników, takich jak prędkość maksymalna, przyczepność itp. oraz wytrzymałość wozu i siła ognia. Oczywiście, najłatwiej prowadzi się pojazdy o najmniejszym „difficult” – są to wozy ze stajni Astor. I są najlepsze. Pozwalają jeździć w sposób bardzo elastyczny, nie ograniczając nas do stosowania tylko jednej, z góry określonej taktyki. Nieco trudniej prowadzi się wozy innych stajni. Pojazdy firmowane przez Blitzwagen to prawdziwe kilkutonowe, stalowe olbrzymy. Posiadają okrutnie gruby pancerz, przez co nie musimy się przejmować tym, że przeciwnik zmiecie nas z powierzchni Ziemi (tak! – w tej grze możemy się wyżywać na przeciwnikach 🙂 ). W tym wypadku najlepszą taktyką jest kolejne eliminowanie przeciwników dopóty, dopóki nie pozostaniemy na torze sami. Produkty Hyperona nie wyróżniają się zupełnie niczym – ich wszystkie parametry są równe, więc trudno określić jaką technikę jazdy można zastosować, jeśli wybierzemy samochody tej marki. Z samochodami Anassi nie mamy już takich dylematów – tutaj się liczy tylko prędkość. Dużo gorzej jest z opancerzeniem oraz przyczepnością… No cóż, w końcu nazwa Anassi brzmi włosko, a przecież to w tym kraju powstała firma Ferrari, znana właśnie z szybkich (i drogich) samochodów. Kiedy już zdecydujemy, który samochód nam najbardziej odpowiada, będziemy mieli możliwość, przynajmniej w minimalnym stopniu, jego spersonalizowania (określenie może niezbyt trafne, ale mi się po prostu od nadmiaru portali w głowie przewraca 🙂 – tzn. będziemy mogli wybrać dla niego schemat kolorystyczny… wielka szkoda, że autorzy nie zaimplementowali możliwości dowolnego pomalowania samochodu (jak ja to uwielbiam), ale trzeba przyznać, że obecnie bardzo mało gier pozwala na coś takiego, tak więc DK nie jest wyjątkiem. Ok, samochód jest już wybrany, dopieszczony – możemy już przejść do…, nie, nie do tego o czym niektórzy z Was teraz pomyśleli :-). Przechodzimy do wyboru toru. Możemy poczuć się nieco zdegustowani, kiedy odkryjemy, że ilość tras równi się kwadratowi z dwóch. Ale wystarczy przyjrzeć się trochę dokładniej, a okaże się, iż w rzeczywistości tras jest nieco więcej – 12. Mówiąc bardziej dokładnie – mamy 4 różne „lokacje”, a w każdej z nich usytuowane są 3 tory (3*4=12, jeśli by ktoś się wciąż zastanawiał skąd się wzięła liczba 12 🙂 o różnych długościach – krótki, średni i długi (czyli short, medium i long). Charakterystyczną, rzucającą się od razu w oczy, cechą tras jest brak pobocza. Tak, nie pomyliłem się – zamiast pobocza mamy nicość – jeśli zjedziemy z głównej drogi, to po prostu zaczniemy gwałtownie spadać. Więc wszyscy gracze stosujący taktykę „bez hamulca, na zakręcie odbicie od ściany” będą zawiedzeni. Nieswojo poczują się także miłośnicy „pań lekkich obyczajów”, gdyż brak pobocza oznacza dla nich po prostu brak miejsca pracy (albo przynajmniej powierzchni reklamowej :-). Jednak jeśli nawet wypadniemy z trasy, to nie trzeba się zbytnio przejmować, gdyż chwilę sobie pospadamy ale za moment powrócimy do gry… I tutaj mała dygresja – podczas spadanie nie puszczajcie klawisza przyspieszenia, ale wręcz wciskajcie go mocniej niż zwykle. Czemu? Ano dlatego, że wtedy na tor powrócimy jadąc już z jakąś tam prędkością i nie będziemy musieli startować z miejsca (trochę może gmatwam, ale jak zagracie, to zrozumiecie o co mi chodzi). Aha, dodam jeszcze jedno – czasami opłaca się wylecieć z toru. Nic nie jest bowiem doskonałe, i czasami uda nam się „dolecieć” tam, gdzie nie powinniśmy się znaleźć, np. na odcinek toru znajdujący się kilkanaście metrów niżej i uzyskać lepsze miejsce. Czasami także podczas naszego powrotu na tor, komputer może się pomylić, i ustawić nas nieco przed konkurentami – czyli nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ale to jeszcze nie koniec – dla utrzymania równowagi muszę napisać jeszcze coś w bardziej pesymistycznym tonie Otóż kilka razy, zwłaszcza (a może jedynie) na torach z serii Red Planet (czyli Mars) zdarzało się, że mój bolid spadał, spadał… i lądował na czerwonym gruncie, bez jakiejkolwiek możliwości powrotu na tor – jedynym wyjściem był restart wyścigu. Na szczęści zdarza się to bardzo rzadko (chociaż nie powinno w ogóle). Dobrze, a więc jak właściwie wyglądają trasy? No cóż, trudno to ująć w kilku (nastu) zdaniach, ale spróbuję. Red Planet, to miejsce przeznaczone dla prawdziwych twardzieli. Nie mówię tutaj o problemach natury technicznej, o których mogliście sobie poczytać kilka linijek wyżej. Po prostu w niektórych momentach złożoność i poziom komplikacji torów (przypominam, że w każdej lokacji mamy trzy tory) Red Planet jest w stanie przyprawić o ból głowy nawet mistrzów gier zręcznościowych. Powinno Wam wystarczyć, jeśli powiem, że niektóre zakręty mają po 90 stopni (a może nawet więcej? ). Sceneria jest zgodna z nazwą – czerwone skały, czyli po prostu Mars (krzepi, jeśli ktoś miałby jeszcze jakieś wątpliwości). Metro City to znowuż powrót do klimatów znanych m.in. z Blade Runnera – czyli ogromne i nowoczesne miasto przyszłości. Trasa na pewno nie jest taka trudna jak Red Planet, i pozwala rozwinąć skrzydła szybszym pojazdom (Anassi rulez !) – choć stwierdzenie, że ilość prostych odcinków jest dużo, nie jest prawdą – po prostu zakręty są dobrze wyprofilowane, a sama droga szeroka. The Pole to trasa znajdująca się… no właśnie, na północy czy na południu globu ziemskiego? A może trasa nie znajduje się na tej planecie? No cóż, jedyne co można stwierdzić, to to, że jest zimno, dużo śniegu i lodu (niestety, nie wpływa to zbytnio na przyczepność naszych wozów…). Ostatnim torem jest Grand Keys.
A więc czas zacząć wyścig! Jeszcze tylko wybierzemy jedną z dwóch rodzajów broni i ruszamy (szybka, ale o słabej sile, i powolna, ale za to zadająca duże zniszczenia). A wyścig nie jest prosty – przy takich prędkościach jakie tutaj osiągamy, naprawdę trudno jest zachować właściwy tor jazdy i dotrzeć w porę do punktu kontrolnego. A jakby było tego mało to musimy jeszcze uważać na naszych przeciwników, którzy co chwila próbują nas wyeliminować z gry – a to korzystając ze standardowo zainstalowanych działek, a to wykorzystując znalezione po drodze bonusy – a tych jest całkiem sporo. Należy uważać na zmniejszający się pasek energii – jeśli bowiem zejdzie on do zera, to nasz samochód zrobi BUM. Należy zatem rozglądać się za bonusem w postaci naprawy, lub korzystać z czegoś w rodzaju pit-stopów (mały objazd na którym regenerujmy energię). Samonaprowadzające się rakiety, zwykłe rakiety, miny a także rzeczy przydatne w defensywie – pancerze, niewidzialność (niestety, niewidzialni jesteśmy tylko dla rakiet konkurentów), naprawa a także przyspieszenie. To ostatnie jest niezwykle przydatne, jednak należy używać go z rozwagą i w odpowiednich miejscach, bowiem w innym wypadku może to się skończyć małą wyprawą w kosmos :-). A więc jeździmy, jeździmy i jeździmy… i to się nam wcale nie nudzi! To właśnie, według mnie, cechuje dobre gry. Można ją poznać na wylot, przejść kilka razy, a i tak nie tracimy ochoty do giercowania. Za samą tylko grywalność gra otrzymałaby dziesięć punktów, na dziesięć możliwych. Grywalności z pewnością dorównuje grafika – mimo, że gra ma już ponad rok, wciąż wygląda bardzo dobrze. Kolorowe światła, wybuchy… zresztą nie będę o tym pisał, to trzeba zobaczyć samemu. Do dźwięków także trudno się przyczepić – muzyka doskonale pasuje do klimatu gry, dźwięki także są wysokich lotów. Długo zastanawiałem się, jaką ocenę wystawić tej grze. Dziesiątka odpadała, bo ja dziesiątek nie stawiam. I problem rozwiązany – jedyne co mogę wystawić DethKarz to 9/10. Gra zauroczyła mnie równie mocno, co jakiś czas temu Rollcage. Każdy kto lubi szybką jazdę, na pewno polubi DK. A jeśli ktoś nie lubi poczucia ogromnej prędkości (są tacy?) to po zagraniu w DK polubi :-).

dethkarz

ABOUT THE AUTHOR

Podobne wpisy:

  • Delta Force

    Delta Force

    Peru, Indonezja, Czad, Uzbekistan i Nowa Ziemia. Pustynia, dżungla, lodowe pustkowia. Wszędzie tam gdzie potrzebne są chirurgiczne ciecia, wszędzie gdzie problemu nie zażegnają działa Abramsów, lub rakiety Apaczy – posyłani są oni. Elita najpotężniejszej armii świata. Oddziały Delta. Chcąc zarobić trochę kaski, a nam dać możliwość wcielenia się w członka takiego oddziału, firma Novalogic wysiadła

  • Death Rally

    Death Rally

    Mój pierwszy kontakt z tą grą miał miejsce… cóż, było to w roku 1998 (czyli… w zeszłym wieku! ach jak ten czas leci…) i nie pamiętam szczegółów, jednak wiem, że program pokazał mi po raz pierwszy jeden z moich znajomków (pozdrawiam Piotrka B.) i od razu zachorowałem na jego punkcie (mój znajomy również). Gra urzekła