|  | 

Stare gry do pobrania

Deep Fighter

Deep Fighter
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Już nie raz stawałeś do walki – walczyłeś w powietrzu, na lądzie i morzu. Można powiedzieć, że w te klocki jesteś naprawdę dobry i należy Ci się szacunek. Zapomnij o tym. Od dziś jesteś szarym, niewyróżniającym się z tłumu żółtodziobym kadetem. Nie, nie masz do swojej dyspozycji ani czołgu, ani samolotu, nie wspominając o kosmicznym wahadłowcu. Od dziś będziesz zasiadał za sterami małej, jednoosobowej łodzi podwodnej – zdany tylko na siebie w mrocznej głębi oceanu…

Deep Fighter to gra mieszcząca się na dwóch dyskach CD (mała dygresja – a co z DVD? Co prawda jeszcze nie wszyscy posiadają czytniki zdolne do odczytywania płyt zapisanych w tym standardzie, ale wypuszczenie na rynek dwóch wersji programu nie byłoby chyba problemem…) – pierwszy służy głównie do instalacji, zaś podczas grania będziemy eksploatować ten drugi. Przed pełnym zanurzeniem musimy wybrać tryb graficzny – dostępne są rozdzielczości od 640×480 do 1024×768 w 16-stu i 32-óch bitach koloru. Grze brak klasycznego intra, bowiem rolę wprowadzenia gracza w klimat gry przejęła krótka scenka oparta na silniku graficznym programu. W tym właśnie miejscu trzeba się po raz pierwszy na dłużej zatrzymać – generowana przez komputer grafika jest, co tu dużo ukrywać, po prostu prześliczna. Dotychczas „podwodne” gry (np. Subcultures) dość nieudolnie symulowały mokre środowisko – woda przypominała w nich czarną otchłań kosmosu. Twórcy DF poradzili sobie z tym problemem wręcz doskonale – woda jest przejrzysta i ma piękny, jasnoniebieski kolor (co wyklucza Bałtyk jako miejsce akcji). To nie koniec atrakcji – wystarczy na moment wynurzyć się z głębin i zaczerpnąć „łyk” świeżego powietrza a następnie znów pogrążyć się w królestwie ryb, a zobaczymy piękne, powietrzne bąbelki (w mniejszych ilościach towarzyszą nam one przez cały okres podwodnej przygody). Światło słoneczne ma to do siebie, iż nie odbija się całkowicie od powierzchni wody, czego efektem są pojawiające się gdzieniegdzie jego snopy. Co do światła – warto zauważyć, iż w grze występuje podział na dzień, i, co nas bardziej interesuje, noc – wtedy woda staje się nieprzejrzysta a nasza widoczność ograniczona jest do kilku metrów. Nie tylko woda wygląda wspaniale. Niczego nie można zarzucić przedstawicielom przyrody nieożywionej, których na dnie oceanu przecież nie brakuje. Na skały zostały nałożone wręcz fotorealistyczne tekstury, tak więc bardziej nerwowe osoby mogą się nieco przestraszyć widząc na ekranie szybko zbliżającą się podwodną górę – w tym aspekcie grafice do realizmu naprawdę niewiele brakuje. Przed momentem użyłem określenia „królestwo ryb” – oczywiście, podczas przemierzania kolejnych obszarów natkniemy się na różnego rodzaju zwierzątka, w tym także ryby. Niestety, mimo dobrego wykonania technicznego (wszystkie rybki są prześliczne), nie wszystko z rybkami jest w porządku – twórcy mogli wykazać troszkę więcej inwencji, bowiem liczba gatunków podmorskich stworzeń występujących w DF jest ciut za mała.
Peany na cześć grafiki czas zakończyć, bowiem oprawa wizualna to nie jedyna cecha decydująca o atrakcyjności programu. Ze wstępu można już było wywnioskować, iż naszą karierę podwodnego wojownika zaczynamy od pierwszego etapu tj. kadeta. Niestety, jak już wspomniałem gra pozbawiona jest intra w klasycznym tego słowa znaczeniu i, niejako przy okazji, brakuje też fabuły. Nasze informacje ograniczają się do tego, że jako kadet musimy słuchać rozkazów innych… Gra składa się z zestawu niepowiązanych ze sobą logicznie misji. Naszą główną kwaterą jest podwodna konstrukcja określana jako miasto, choć gabarytami przypominająca raczej małą wioskę. To właśnie w mieście znajdziemy salę wykładową, gdzie dowódca (Admirał Lynn) będzie przygotowywał nas i innych kadetów do kolejnych misji – choć nie jest to regułą, bowiem o niektórych zadaniach dowiemy się bezpośrednio podczas podwodnego patrolu (statki wyposażono w videofony). Wracając do sali wykładowej – mimo wszystko, często będziemy tam spotykali się w celu briefingu (Lynn będzie nam przedstawiał założenia misji, cele i przydatne porady) oraz debriefingu (najczęściej debriefing jest miły i wiąże się z awansem lub przyznaniem jakiejś nagrody). Wszystko to przedstawione jest w formie pełnoekranowych filmów o dość dobrej jakości, jednak… cóż, gra „aktorów” (mam duże wątpliwości, czy są to profesjonaliści) jest wręcz koszmarna – np. admirał zawsze ma jakiś taki głupi wyraz twarzy, przypominający śmiech – mimo, że nieraz sytuacja wymaga raczej płaczu. Nie lepiej grają aktorzy wcielający się w kadetów oraz innych członków dowództwa. Wspomniałem, że technicznie wszystko wygląda ok. – jednak to też stwierdzenie trochę na wyrost, bowiem przy 32-bitowej palecie barw nie dało się oglądać na moim komputerze żadnych sekwencji filmowych (klatkowały), a kursor myszy podczas operowania w menusach na moje działania reagował z wyraźnym opóźnieniem. Miasto to także nasz dok – tu będziemy mogli zregenerować uszkodzony pancerz i uzupełnić zasoby amunicji oraz przesiąść się do innego pojazdu w praktycznie dowolnym momencie gry.
Na początku naszej kariery dostępny będzie tylko jeden podwodny pojazd oznaczony symbolem GP1 Avenger. Jest to standardowej wielkości maszyna, mogąca na swój pokład zabrać różnorakie uzbrojenie – standardem jest Pulse Gun (działko impulsowe) oraz Stun Dart (strzałki obezwładniające). Pulse Gun to podstawowa broń każdego pojazdu – szybka (przygotowanie do ponownego wystrzału trwa bardzo krótko, przez co możliwe jest prowadzenie ognia ciągłego) i o niewyczerpywalnej „amunicji”… i to praktycznie wszystko co można o niej dobrego powiedzieć – bardzo dużą jej wadą jest mała moc – aby zniszczyć najsłabszy nawet pojazd wroga potrzeba przynajmniej kilkunastu celnych strzałów z tego oręża. Drugi typ standardowo zainstalowanego uzbrojenia, czyli strzałki obezwładniające, to broń bardzo specyficzna – służy do obezwładniania żywych istot, przez co jest przydatna np. przy transporcie zwierząt. Oczywiście podczas wypełniania kolejnych zadań będzie nam przydzielana dodatkowa, najczęściej o wiele potężniejsza broń. Wraz z naszym awansem możemy też liczyć na bardziej zaawansowane technologicznie pojazdy – szybsze, zwrotniejsze i wyposażone w lepszy pancerz. Sterowanie naszym pojazdem jest dość proste – za ruch w danym kierunku odpowiadają klawisze ze strzałkami, myszka zaś służy do wykonywania obrotów. Oprócz tego za pomocą klawiatury możemy sterować zanurzeniem naszej maszyny a także dokonywać zmiany aktualnie aktywnej broni i urządzenia. Klawisze są w pełni konfigurowalne, brakuje tylko jednego – możliwości odwrócenia, czy raczej powrotu do normalnego ustawienia, standardowo odwróconej myszki (tzn. ruch w dół mychą powoduje ruch w górę naszego pojazdu). Miłośnicy pełnego realizmu na pewno tez przyczepią się do łatwości sterowania – nasz pojazd płynie jak po sznurku i nie poddaje się działaniu fal ani prądów morskich.
Ocean wygląda wspaniale, jednak nie radzę zbytnio wpatrywać się w jego piękne oblicze, a więcej czasu poświęcać na baczne obserwowanie tej drugiej, gorszej jego strony. Większość stworzeń jest wobec nas tolerancyjna, jednak nawet wśród nich zdarzają się zakały – zmutowane (???) rybki, większe od naszego statku, to tylko jeden z wielu przykładów. I to może nie najlepszy, bowiem tak duży cel łatwo namierzyć i spacyfikować – dużo groźniejszymi przeciwnikami są mniejsze, acz równie agresywne stworzonka. W pierwszych etapach gry bardzo będą się nam naprzykrzały przerośnięte kraby obdarzone przez matkę naturę… działkiem impulsowym (tutaj już autorzy troszkę przesadzili).
Zlecane nam zadania są bardzo różnorodne. Co prawda nasza stacja posiada wrogów (i to nie tylko tych naturalnych), jednak jako kadeci wysyłani będziemy raczej na bardziej pokojowe misje typu: przewieź coś do jakiegoś punktu, uratuj kogoś itp. itd. Wraz ze wzrostem stażu, walki będzie coraz więcej a misje coraz trudniejsze, jednak wciąż bardzo urozmaicone – nie raz zadanie będzie zaczynało się jak pokojowe (np. ratowanie rozbitków) a w czasie jego trwania dojdzie do walki (np. ktoś zapoluje na głowy tychże biedaków). Świat gry jest całkiem rozległy (po jakimś czasie odkryjemy nowe obszary), więc niezbędna jest mapa. Nasz pojazd jest wyposażony w radar (stale widoczny podczas gry), jednak jego użyteczność jest znikoma – bardzo często będziemy sięgać więc po wspomnianą już mapę, która niestety nie została wykonana najlepiej tj. można ją podziwiać tylko w trybie pełnoekranowym, co uniemożliwia nawigowanie i sterowanie pojazdem jednocześnie. Inną sprawą jest nasze umiejscowienie – przez większość czasu będziemy tkwili w kokpicie naszej miniaturowej łodzi podwodnej (bez możliwości zmiany kamery/ widoku), jednak podczas korzystania z niektórych urządzeń (oprócz broni, nasz pojazd wyposażony jest w masę przydatnych zabawek – hak, flary, analizator obiektów) np. haka magnetycznego, kamera „wyjedzie” na zewnątrz (można to zobaczyć na screenach) – nie mamy możliwości jej zmiany (poza np. zostawieniem ładunku) co bardzo utrudnia grę, bowiem nawiązanie równorzędnej walki, kierując naszą łodzią z takiej perspektywy jest praktycznie niemożliwe.
Gra jest bardzo liniowa – niewykonanie zadania najczęściej kończy się wyświetleniem napisu „Game Over”. Do przebiegu poszczególnych misji też można mieć nieco zastrzeżeń – w jednej z nich zadaniem kadetów było przetransportowanie wolnostojących i w pełni automatycznych działek, a następnie ich zainstalowanie. Niestety, mimo kilku prób ta sztuka jakoś nie chciała mi się udać… pomogło wyjście z gry i powtórzenie dokładnie tych samych czynności raz jeszcze – wtedy zadziałało. Podobnie było w misji ratunkowej – trzeba było uwolnić przygnieciony ogromnymi głazami pojazd – tak szczęśliwie się złożyło, że już po jednym moim strzale głaz odtoczył się i zatrzymał kilkanaście metrów od rozbitej maszyny. Niestety, gra tego nie zauważyła i łódź została uznana za uratowaną dopiero wtedy, gdy doszczętnie zniszczyłem leżący dobrych 20 metrów od miejsca wypadku wspomniany już głaz.
Pewne zastrzeżenia można mieć do instrukcji – na pozór porusza ona wszystkie kwestie związane z grą, jednak już po kilku minutach zabawy spostrzeżemy, że nie wszystko zostało tam opisane. Posiadaczom mniejszych twardych dysków przed zainstalowaniem gry radzę dokonać gruntownych porządków – aby móc cieszyć się grą w DF potrzeba ok. 550 MB wolnej przestrzeni dyskowej.
Lubicie wyjazdy nad morze? Ja nie. Jednak Deep Fightera lubię, podziwiam i szanuję. To naprawdę bardzo porządna gra, wciągająca (siedziałem nad nią do 3 w nocy!) i mogąca pochwalić się naprawdę wspaniałą grafiką. Ocena – 8/10- byłoby oczko wyżej, gdyby nie niedopracowana instrukcja, problemy z grą w 32 bitowej palecie barw i drobne bugi, pojawiające się podczas niektórych misji.

deep-fighter

ABOUT THE AUTHOR

Podobne wpisy:

  • Delta Force

    Delta Force

    Peru, Indonezja, Czad, Uzbekistan i Nowa Ziemia. Pustynia, dżungla, lodowe pustkowia. Wszędzie tam gdzie potrzebne są chirurgiczne ciecia, wszędzie gdzie problemu nie zażegnają działa Abramsów, lub rakiety Apaczy – posyłani są oni. Elita najpotężniejszej armii świata. Oddziały Delta. Chcąc zarobić trochę kaski, a nam dać możliwość wcielenia się w członka takiego oddziału, firma Novalogic wysiadła

  • DethKarz

    DethKarz

    Droga. Zwyczajna droga. Taka, jaką widziałeś setki razy. Przechodząc przez nią. Jadąc nią. Kawałek ziemi, odpowiednio utwardzonej i pokrytej asfaltem. Ale zaraz, zaraz, coś jest nie tak. Tutaj przecież nie ma ziemi – zastąpiła je metalowa konstrukcja. Konstrukcja lekka i wytrzymała. Pobocza też nie ma. Oj, coś zaczyna mi się kręcić w głowie. Ciekawe czy