|  | 

Stare gry do pobrania

Daikatana

Daikatana
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Słowem wstępu…
Doom, Heretic czy Hexen – te tytuły nie powinny być obce miłośnikom gier akcji typu FPP. Jednakże z twórcą tych gier – Johnem Romero – może być trochę trudniej, gdyż jakiś czas temu odszedł z ID Software i założył własną firmę, Ion Storm, której celem było stworzenie, jak to zwykle bywa, „gry przełomowej”: połączenia FFP i RPG’a. Jednak lata mijały, a pan Romero nie śpieszył się z jej wydaniem. W końcu, po dwóch, a może i nawet trzech latach, przyszedł czas na legendarną Daikatanę.

Jak to się zaczęło…
Do gry wprowadza nas dość długie i przegadane intro, zero akcji. Dowiadujemy się z niego, że nasz bohater nazywa się Hiro Miyamoto i że to on właśnie ma odnaleźć legendarną daikatanę – miecz, który posłużył w dawnych czasach do zgładzenia złego Shoguna, po czym zaginął w nieznanych okolicznościach, by, jak łatwo przewidzieć, znaleźć się w niewłaściwych rękach. A że posiada magiczną moc, która potrafi przenosić w czasie, to już zupełnie inna bajka… Z intra dowiadujemy się również, że żadna z postaci biorących udział w Daikatanie nie nabyła jakże cennej umiejętności ruszania ustami, niezmiernie przecież w naszych czasach potrzebnej 😉

Co to w końcu jest ?
Napisałem we wstępie, że Daikatana to połączenie FPP i RPG’a. Nie, nie przesłyszeliście się: RPG’a. Twórcy gry, chcąc wprowadzić coś nowego do gier akcji, postanowili dodać statystyki: siły, zręczności i kilku innych. Myśleli pewnie, że dodanie tych atrybutów spowoduje przełom w dziedzinie FPP. Mam ciągle nieodparte wrażenie, że Daikatana jest czymś jeszcze więcej, a mianowicie grą arcadową, gdyż będziemy się musieli sporo napocić przy wykonywaniu kaskaderskich czynów. Skoro zaszedłem już tak daleko, to przydało by się wspomnieć o sposobie nagrywania się, który następuje po znalezieniu gem save. To rozwiązanie pasuje Daikatanie jak świni siodło.

Kto, co i gdzie…
Podczas pracy nad przeciwnikami, twórcy chyba za bardzo popuścili wodze fantazji. Nie dość, że przyjdzie nam stoczyć przysłowiowy bój z totalnymi idiotami, to na dodatek ich wygląd doprowadza do bólu spojówek. Postacie są bardzo kanciaste i mają mało klatek animacji. W pierwszym epizodzie, który rozgrywa się w Japonii, będziemy męczyć się z metalowymi komarami, żabkami i krokodylami, które wydają bardzo denerwujące dźwięki. Co to ma być? Jeśli tak ma wyglądać przyszłość, to ja dziękuję. Również sam wygląd tego poziomu pozostawia wiele do życzenia. Od drugiego epizodu, czyli starożytnej Grecji, zaczyna się robić trochę normalniej. Tutaj gra dostała jakby więcej kolorów i te potwory jakieś takie bardziej dla ludzi: szkielety, tarantule, gryfy itp. Przyjdzie nam zwiedzać świątynie, katakumby, labirynty i inne, równie wymyślne, pomieszczenia. Układ poziomu bardzo podobny jest do tego z Hexena. Kolejna podróż w czasie zaprowadzi nas do średniowiecznej Norwegii, krainy Thorgala, pokrytej wiecznym śniegiem. Jednak, ku mojemu zaskoczeniu, osada wikingów, którą miałem (nie)przyjemność napotkać, zbudowana była z cegieł. Może pomyliłem epoki? Nie, to autorom coś się pomieszało podczas kreowania tego psychodelirycznego świata, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością i jest jednym wielkim wymysłem fantazji. Później już tylko krok dzieli nas od końca i pojedynku z siłami zła w apokaliptycznym San Francisco 😉

Z czym do ludzi…
Już standardem jest, że każda gra, która chce osiągnąć coś w dziedzinie FPP, musi posiadać duży i ciekawy asortyment przedmiotów, służących do zadawania bólu bądź zabijania. Pod względem ich ilości Daikatana nie próżnuje, gdyż przyjdzie nam dzierżyć 30 rodzajów broni m.in. Shotguna, granatnik, kuszę, czarodziejskie laski rodem z Hexena i wiele wiele innych. Niestety w tym wypadku ilość nie idzie w parze z jakością, gdyż zabicie jakiegokolwiek stwora/potwora z jednej z tych broni nie sprawiło mi żadnej przyjemności (jedynie ulgę dla obolałych uszu).

(Nie)Pomocna dłoń…
W czasie gry nasza świta wzbogaci się o dwóch nowych bohaterów: Superfly Johnson i Mikiko Ibihara, których zadaniem powinno być osłanianie naszych pleców. Napisałem „powinno być”, gdyż niestety tak nie jest. Ci dwaj pakują się co chwila w jakieś kłopoty, tak więc po 5 minutach będziecie mieli ich kompletnie dość. Co z tego, że można wydawać im komendy typu: przynieś, podaj, pozamiataj, skoro i tak potrafią zabić się w najmniej oczekiwanym momencie (np. wpaść do lawy, czy zginąć z powodu przytrzaśnięcia przez drzwi). Niestety nic na to nie można poradzić, jedynie usiąść i płakać, gdyż ich śmierć równa się zakończeniu gry 🙁

(3 w 1) grafika dĽwięk i muzyka…
Daikatana, wyposażona w silnik Quaka 2, przy hitach z ostatnich lat (Kingpin, Soldier of Fortune czy Half-Life), wypada miernie pod względem graficznym. Przypomnę tylko, że te gry również korzystają z engina Q2. Co do dźwięku i muzyki, to nie są one może najgorsze, ale przy tak niskim Game Play’u, to aż się wszystkiego odechciewa.

Podsumowuj+/-c…
Daikatana jest przykładem na to, jak gry mogą się zestarzeć zanim ujrzą światło dzienne. I niech to będzie przestrogą dla innych gier. Gdyby wyszła tuż po Q2, miałaby jakieś szanse stać się przebojem, a tak… I chociaż rok bieżący jeszcze się nie zakończył, Daikatana może spokojnie walczyć o pierwsze miejsce w kategorii niewypał roku. Oj słabiutko, panie Romero, słabiutko… Może Daikatana 2 będzie lepsza 😉

daikatana

ABOUT THE AUTHOR

Podobne wpisy:

  • Delta Force

    Delta Force

    Peru, Indonezja, Czad, Uzbekistan i Nowa Ziemia. Pustynia, dżungla, lodowe pustkowia. Wszędzie tam gdzie potrzebne są chirurgiczne ciecia, wszędzie gdzie problemu nie zażegnają działa Abramsów, lub rakiety Apaczy – posyłani są oni. Elita najpotężniejszej armii świata. Oddziały Delta. Chcąc zarobić trochę kaski, a nam dać możliwość wcielenia się w członka takiego oddziału, firma Novalogic wysiadła

  • DethKarz

    DethKarz

    Droga. Zwyczajna droga. Taka, jaką widziałeś setki razy. Przechodząc przez nią. Jadąc nią. Kawałek ziemi, odpowiednio utwardzonej i pokrytej asfaltem. Ale zaraz, zaraz, coś jest nie tak. Tutaj przecież nie ma ziemi – zastąpiła je metalowa konstrukcja. Konstrukcja lekka i wytrzymała. Pobocza też nie ma. Oj, coś zaczyna mi się kręcić w głowie. Ciekawe czy