|  | 

Stare gry pobierz

Cyfrolandia: Mamo! Cyferki Zginęły

Cyfrolandia: Mamo! Cyferki Zginęły
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Macie problemy z królową nauk (akurat ;), matematyką? A może Wasze dzieci nie najlepiej radzą sobie z tym przedmiotem? Cóż, znajdzie się na to recepta 🙂 Leżą przede mną dwa CD-ki z programami/grami z serii Cyfrolandia – mają one wspomagać naukę tegoż jakże trudnego (dla około połowy społeczeństwa) przedmiotu. Na pierwszy ogień pójdzie gra zatytułowana Cyfrolandia: Mamo! Cyferki Zginęły. Początki mojej zabawy z grą były trudne – nie chciała się zainstalować, wywalała jakieś dziwne błędy… mam jednak cichą nadzieję, że to tylko wina mojej zakręconej konfiguracji systemowej;) i u innych nic takiego nie będzie miało miejsca . Aby nie przeciągać – po restarcie było już wszystko OK i gra bez żadnego problemu „zainstalowała się” (instalacja sprowadza się do utworzenia w menu Start skrótów do programu fizycznie umieszczonego na płycie CD – aplikacja nie pożre Wam więc ani jednego MB na dysku). Zanim przejdę do opisu programu, podzielę się z Wami moimi przemyśleniami. Otóż dystrybutor sprawia zazwyczaj wrażenie szacownej i poważnej instytucji… ale co mam powiedzieć, jeśli tenże dystrybutor nie wie pod jaką nazwą wypuścił dany produkt na rynek? Zazwyczaj przed odpaleniem jakiegokolwiek programu lub gry udaję się na stronę producenta/ dystrybutora w celu sprawdzenie, czy aby nie pojawiły się jakieś poprawki lub patche do testowanej aplikacji. Nie inaczej było tym razem… jednak jakie moje było zdziwienie, gdy na stronie tejże firmy ujrzałem pozycję Cyfrolandia – Mamo, zgubiłem cyferki!… oczywiście, to ten sam program o którym tutaj piszę – po prostu dystrybutor gubi się w swoim własnym bałaganie i nie jest w stanie ujednolicić tytułu. Ehh.
Cała historia rozpoczyna się od ucieczki cyferek z domu Jasia. Jasio, niesforny uczeń, nigdy nie przepadał za matematyką i, co za tym idzie, nie lubił cyferek. Te długo nie wytrzymały takiego traktowania – pewnego dnia obraziły się na swojego „pana” i postanowiły oddalić się z wspólnego domu. „Mądry Polak po szkodzie” – tutaj to przysłowie sprawdza się doskonale. Choć Jasio nie darzył cyferek zbyt dużą sympatią, to kiedy te znikły on poczuł się nieswojo – zaczęło mu ich brakować. Tym razem nie będziemy musieli ratować świata – wystarczy, że sprowadzimy cyferki z powrotem do Jasia.
Na okładce instrukcji można znaleźć napis „3D”. Ciekawe cóż on miał oznaczać? Na pewno nie to, że gra jest trójwymiarowa. Owszem, postacie zostały wymodelowane w trzech wymiarach, jednak podczas gry będziemy mieli styczność tylko z ich płaską, wyrenderowaną formą. Czyżby kolejny „sprytny” chwyt marketingowy?
Przed rozpoczęciem prawdziwej gry musimy wybrać postać, w którą się wcielimy i wpisać swoje imię (można też wybrać jedno z dwóch predefiniowanych). Wybór postaci nie jest duży – możemy się wcielić w Jasia albo w Małgosię, czyli nad wyraz standardowych przedstawicieli bajek Niezależnie od tego, jakiego wyboru dokonamy, w dalszych przygodach będzie nam towarzyszył Profesorek – miłośnik znienawidzonej przez Jasia matematyki. To właśnie Mały Profesor wyznaczał nam będzie kolejne zadania, pomagał i naprowadzał na prawidłowe odpowiedzi. Wracając do głównego menu – intrygujące może też się wydać kilka przycisków służących do wyboru poziomu gry – na screenach umieszczonych w pomocy, zamiast nazw typu „poziom X” pojawiają się przedziały wiekowe, jednak w samej grze nie uświadczymy takiego oznaczenia. Przyciski te służą, jak już zapewne niektórzy (ja mam nadzieję, że większość 😉 z Was się domyślili do zmiany poziomu trudności – na najłatwiejszym problemów z liczeniem nie powinien mieć nikt, najtrudniejszy zaś przeznaczony jest dla tęgich głów szkolnych super-matematyków 😉
Gra odbywać się będzie na terenie miasta, pełnego różnego rodzaju budynków i krętych ulic. Przymknę tutaj trochę oko na chronologię i napiszę o bardzo niedoskonałej i, jak to się nieładnie określa, skopanej (co w takim razie możemy powiedzieć o serii FIFA? Przecież cała piłka nożna opiera się na kopaniu 😉 części gry, którą jest „wychodzenie” z poszczególnych budynków „na miasto” – w celu kontynuacji gry i przejścia do następnego zadania. Otóż oby wykonać tak prozaiczną czynność należy przejść przez bardzo ruchliwą ulicę. Co skrupulatniejszy gracz od razu dostrzeże bardzo dziwną rzecz – przecież podczas drogi do budynku nie trzeba było pokonywać żadnej arterii komunikacyjnej! Idąc dalej – nasz Profesorek przewozi nas na latającej książce – dlaczego by więc nie pokonać uciążliwej drogi korytarzem powietrznym?
Nawet pomijając te nielogiczności, zabawa w przechodzenie przez ulicę prezentuje się nadzwyczaj marnie – przypomina mi to nieco archaiczną grę Frogger i jej klony, jednak tamte produkty były bardzo grywalne i ciekawe. Tutaj nie odczujemy żadnej przyjemności z pokonania takiej trasy – jest to banalnie proste (po prostu trzeba w odpowiednim momencie pokonać sprintem całą szerokość ulicy) i wykonane wręcz koszmarnie – np. możemy zostać potrąceni przez samochód który już nas minął, tj. my znajdujemy się za nim. Wątpliwa jest też wartość dydaktyczna tego elementu gry – ulice, szczególnie te najbardziej ruchliwe, należy przecież pokonywać po pasach.
Dobrze, przejdźmy jednak do głównego dania, czyli konkurencji ukrywających się w poszczególnych budowlach. Traf chciał, że ja na samym początku udałem się do głównej, górującej nad innymi, budowli – Miejskiego zegara. Zadanie, które tam napotkałem… no cóż, było dość dziwne. Mówiąc w wielkim skrócie – miałem obejrzeć film, przedstawiający jeden dzień z życia Profesorka, a następnie przyporządkować do odpowiedniej godziny czynności wykonywane przez tego małego geniusza. Dodatkowym utrudnieniem była konieczność ustawienia, wyświetlanej na cyfrowym zegarze godziny, na zegarze tarczowym. I to wszystko – wydawało by się, że proste, ale… Ustawienie godziny za zegarze tarczowym nie powinno być chyba trudne nawet dla przedszkolaka – jeśli jednak ma on z tym jakieś trudności, to tu jest doskonała okazja, aby je pokonać i stać się mistrzem szybkiego ustawiania wskazówek na właściwym miejscu. O wiele trudniejsze okazuje się dopasowanie wykonywanej przez Profesorka czynności do danej godziny. Prezentuje się to tak – naszym oczom ukazują się dwie animowane i całkiem spore ikonki, przedstawiające czynności – my musimy wybrać odpowiednią (tj. wykonywaną o tejże porze przez naszego przyjaciela) i przeciągnąć je na specjalny obszar. Niestety, ikonki te są niezbyt czytelne, przez co cała zabawa traci urok :(. Jeśli dodam, że aby zdobyć jeden punkt trzeba taką czynność (tj. wybieranie ikonek) powtórzyć trzy razy – to chyba nie jest dziwne, że człowiek może się zirytować, szczególnie, gdy nie potrafi przejść pierwszego etapu gry dla przedszkolaków (ale tutaj się „pochwalę” – taka wpadka zdarzyła mi się tylko za pierwszym razem, później było już tylko lepiej 😉
Oczywiście, zabawa z zegarem to nie jedyne nasze zadanie. W celu odzyskania naszych cyferek będziemy musieli odwiedzić jeszcze Piekarnię, gdzie przećwiczymy tabliczkę mnożenia, zawitamy także do Sklepu z Cukierkami – tutaj będziemy mieli okazję podszkolić się w dodawaniu oraz odejmowaniu. Stragan z owocami pomoże nam zaznajomić się z pieniędzmi – szkoda jednak, że w roli głównej nie występują polskie złotówki a jakieś tam dolary :(. Na straganie, jak to na straganie – kupujemy i płacimy. Musimy uiścić opłatę za zakupione owoce – trzeba skorzystać z pieniędzy o rozmaitych nominałach… zabawa jest banalnie prosta, bowiem nie musimy martwić się zbytnio o zliczanie całkowitego kosztu naszych zakupów – wystarczy bowiem umiejętnie zerkać na licznik pokazujący ile pieniędzy już wyłożyliśmy na ladę… Ostatnim celem jest Sklep z Zabawkami – tutaj będziemy musieli wykazać się znajomością podstaw geometrii.
Przed oraz po każdym zadaniu mamy możliwość wydrukowania swoistych pomocy naukowych (choć nie tylko pomocy), powiązanych z wykonywanym aktualnie zadaniem – np. w przypadku Sklepu z Cukierkami będą to specjalne karty, mające pomóc w nauce dodawania i odejmowania. Bardzo ponętna wydaje się możliwość wydrukowania banknotów i monet (!) podczas wizyty na Straganie z Owocami – niestety, żaden z mieszczących się w moim pobliżu sklepów, nie akceptował tej waluty :(. Równie ciekawie prezentują się możliwości wydruku z Miejskiego Zegara i Sklepu z Zabawkami. W pierwszym przypadku będziemy mogli ułożyć i wydrukować nasz własny plan dnia, w drugim – pokolorować i/ lub wydrukować kolorowankę.
Wysoko należy ocenić dołączoną do programu instrukcję. Jest ona estetyczna (kolorowa, wydrukowana na dobrej jakości papierze) a zarazem treściwa. Szkoda tylko, że nie można w niej znaleźć informacji o grupie docelowej, tj. dla dzieci w jakim wieku przeznaczona jest gra. Tak na moje oko, gra będzie nadawała się ona dla wszystkich przedszkolaków i uczniów uczęszczających do klas 1-3 szkoły podstawowej – ale to tylko moje przypuszczenia.
Ciężko mi cokolwiek powiedzieć o grafice, a szczególnie ją ocenić. Produkt jest specyficzny, bowiem jest to gra edukacyjna, więc nie o grafikę tutaj chodzi, nie ona jest najważniejsza. Z drugiej zaś strony – trzeba czymś przyciągnąć dzieciaki do zabawo-nauki, więc grafika odgrywa też pewną, całkiem poważną rolę. Część wizualna tej produkcji jest bardzo statyczna – nie ma tu praktycznie momentów (nie licząc tego nieszczęsnego przechodzenia przez ulicę), kiedy to przyjdzie nam bezpośrednio kierować naszym bohaterem – najczęściej nasza aktywność ograniczy się do wybierania różnego rodzaju opcji i przeciągania/ klikania obiektów za pomocą mychy (nie zapominajmy też o tym, że nasza główka ciągle pracuje, wykonując różnego rodzaju rachunki).. Nieruchome elementy obrazu prezentują się ładnie, jednak rażą angielskie napisy (np. School na szkolnej bramie), które nie powinny się pojawić w grze przeznaczonej dla tak młodego odbiorcy. No, chyba, że chcemy upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i od razu nauczyć naszych milusińskich angielskiego – ale taka metoda nie jest chyba zbyt dobra. Nie należy zapominać o filmikach, których w grze nie brakuje – pojawiają się one praktycznie przy okazji każdej z konkurencji. Niestety, tu nic dobrego też nie mogę powiedzieć – bohaterowie w nich występujący poruszają się sztywno i sztucznie, a same historyki pełne są niedorzeczności – np. zobaczymy Profesorka kładącego się spać w swoim dziennym ubraniu…
Bardzo dobrze prezentują się wszelkiego rodzaju „speeche” czyli kwestie wypowiadane przez bohaterów gry – są wyraźne i po prostu dobrze brzmią. Nieco zastrzeżeń można mieć do muzyki, która prezentuje się nadzwyczaj słabo – porównać ją można do dźwięków z gier wydanych w latach 96-97… W XXI wieku coś takiego nie przystoi!
Niestety, moim skromnym zdaniem Cyfrolandia: Mamo! Cyferki Zginęły to gra kiepska. Wartości dydaktyczne jakie niesie są raczej nikłe, a nie sądzę, że przy takim wyborze gier jaki mamy dziś na rynku, dzieci chciałyby bawić się w, co tu ukrywać, nudne i jak na dzisiejsze czasy nieatrakcyjne, liczenie. Smuci też ilość postawionych przed nami zadań – jest ich skandalicznie mało. Więc będzie tylko szósteczka – 6/10

cyfrolandia-mamo-cyferki-zginely

ABOUT THE AUTHOR

Podobne wpisy:

  • Cyberstorm 2: Corporate Wars

    Cyberstorm 2: Corporate Wars

    Czasami otaczający mnie świat zadziwia mnie ogromnie. Ostatnio zaś dręczy moją skromną osóbkę pytanie o to, jaki sens ma przypominanie w dzisiejszych czasach gier, które już w czasie swojej premiery były że tak powiem „shitowate”, zaś teraz po kilku latach nieciekawość bije od nich ze zdwojoną siłą. Jednym słowem zastanawiam się, jaki sens ma dodawanie

  • Cutthroats

    Cutthroats

    Wiecie, siedzę tak sobie w domu i zastanawiam się co jeszcze ze sobą mogę zrobić. Już nudzi mi się zabijanie i gwałcenie, mordowanie i sprzedawanie, albo palenie i wysadzanie. Co do gwałcenia to może mi się nie znudziło -))) wiec siedzę tak sobie i nagle! Wkładam opaskę na oko, przykręcam protezę nogi i zwołuję swoją