|  | 

Stare gry pobierz

Cutthroats

Cutthroats
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Wiecie, siedzę tak sobie w domu i zastanawiam się co jeszcze ze sobą mogę zrobić. Już nudzi mi się zabijanie i gwałcenie, mordowanie i sprzedawanie, albo palenie i wysadzanie. Co do gwałcenia to może mi się nie znudziło -))) wiec siedzę tak sobie i nagle! Wkładam opaskę na oko, przykręcam protezę nogi i zwołuję swoją załogę na mój piracki statek. Tak statek piracki, ciekawy jestem kto z was jeszcze pamięta tak wielka produkcje jaka była gra „Pirates” firmy Microprose. Nikt do dnia dzisiejszego nie odważył się powtórzyć sukcesu tej gry, nikt oprócz Eidosu i Hot House, którzy to właśnie wydali „Cutthroats„. Zapraszam na statek moje szczurki lądowe, rozpocznijmy przygodę.
Na początku gry nie macie zbyt wielkiego wyboru, ani pola do popisu. Prócz imienia i nazwy okrętu, znacie tylko rok w którym wyruszycie na rozboje. Oczywiście by ułatwić wam życie, każde pięciolecie jest pokrótce scharakteryzowane. Bez względu na wszystko, zawsze zaczynacie z takim samym typem statku, co jest może ciekawym rozwiązaniem, ale po kilku rozpoczęciach tego samego etapu, może się znudzić. I tu zanotujcie sobie minus numer jeden. Nie możecie również ustalić swojej narodowości, więc zapomnijcie o lojalnej służbie dla Anglii, bądź Hiszpanii, służcie po prostu komu chcecie. Krótko mówiąc jesteście największym draniem i łajdakiem, jaki pływa pod piracką banderą. Jedynie od was gorsi mogą być wypasieni gubernatorzy wysp, a jedynym portem gdzie będziecie mile widziani to Tortuga. Dla nie obeznanych w temacie, Tortuga to największa nora i melina, do tego wylęgarnia największych pirackich łotrów na morzu Karaibskim. Grę podzielono na cztery tryby. Pierwszy z nich (chyba najważniejszy) to miasto. Jak na zgrupowanie domów przystało, znajdziecie tu wiele różnych przydatnych miejsc. W porcie wyremontujecie uszkodzone statki, zaopatrzycie się w zapas prochu, działa, muszkiety itd. Możecie dokonać również odsprzedaży w drugą stronę. Tawerna zaoferuje wam przyszłą załogę, wśród bywalców, zgrupujecie ludzi i oficerów. Sklep? To chyba takie miejsce gdzie możecie kupić chrupki i sprzedać tytoń -))) Od czasu do czasu możecie wpaść na pogawędkę ze spasionym gubernatorem, ale uprzedzam tylko wtedy jak jesteście sławni. Inaczej możecie nosem w bramę zastukać. W późniejszych fazach gry, nasz spaślak będzie kopalnia informacji i dostawca kolejnych misji, oczywiście za sowite wynagrodzenie. Jak macie za dużo kasy, to jesteście piratem, możecie ją zakopać -))) Tu podpowiem wam jedną złotą myśl: pamiętajcie, że cokolwiek kupić lub zatrudnicie załogę, musicie to załadować na statek. Do tego celu służy okno „floty”, szkoda później dostać wiadomość, ze coś się zmarnowało. Każde miasto wita was w różny sposób, co uzależnione jest od sławy jaką posiadacie. Ma to również wpływ na ilość chętnych do przyłączenia się na wasz statek i sklepowe ceny. Skoro może być sława, to pamiętajcie też, że przyznawane są też punkty zniesławienia.
Podczas napadu na miasto i rzeźni niewiniątek, nie spodziewajcie się sławy, za to są właśnie wspomniane punkty. Natomiast sława powoduje czasami to, że statki handlowe same oddają się w wasze ręce i nie musicie się wysilać na gonitwy i walkę. Musze jeszcze nadmienić, iż za każdą wizytę w osadzie musicie płacić, a kwota zależna jest od waszej sławy i bandery na okręcie. Hmmm? Macie załogę, jedzonko, zapas broni i amunicji i co teraz? Musicie ustalić kurs. Dokonacie tego w waszej kabinie nad mapą morza Karaibskiego. Oprócz nadania kursu, możecie z tego miejsca wydać polecenia względem bandery na maszcie i rozkazy dla pacjenta na bocianim gnieździe, dotyczące powiadamiania was o zbliżających się okrętach. To właściwie wszystko w tym miejscu, ale jeszcze zwróćcie uwagę na pogodę, byście mogli spokojnie podróżować po morzach i oceanach. Ale dość o tym, bo jest tu jeszcze o czym pisać. Niezła jazda zaczyna się w momencie wypłynięcia na szerokie morze i przełączenia się na tryb pokazujący waszą flotę w powiększeniu. W tym momencie wspomnę, że zarówno ten, jak i tryb walki odzwierciedlają otoczenie, co oznacza, iż możecie podczas walki wpłynąć do jakiegoś portu, gdzie ktoś wam pomoże, albo wykończy. „Cutthroats” oferuje wam bardzo rozbudowaną politykę morską. Niekoniecznie każdy napotkany okręt oznacza nieuniknione starcie. Niektóre poproszą o pomoc żywnościową, a inne na przykład wymienią z wami informacje. Jeszcze inny statek może wam zaproponować wykonanie misji za parę złotych monet. No tak, ale jak się dogadać na pełnym morzu? Służą do tego specjalne flagi. Nie stanowi to oczywiście kodu w pełnej morskiej sygnalizacji, więc się nie pomylicie, bo to tylko siedem znaków. Niebagatelne znaczenie na wasz los ma też bandera pod jaką pływacie. Wyobraźcie sobie sytuację, że płyniecie pod bandera Angielską, a na horyzoncie pojawiają się trzy okręty pod banderą Hiszpanii. Co robić? Od razu wiać? No to jest dobre rozwiązanie w wypadku, gdy dysponujecie gorszą flotyllą, albo zmieniacie szybko flagę na Hiszpańską. I taki fortel może wam czasami tyłek uratować przed zamoczeniem. W tej grze nie jest już jak w starym dobrym „Pirates”, kiedy to małą łodzią, z niewielką załoga zdobywaliście wojenne galeony. Tu musicie się tylko namachać myszą podczas bitwy. Witam w kolejnym ważnym elemencie rozgrywki. Na początku nikt się nie będzie chciał wam oddać w wasze pirackie łapy i nawet najbardziej nieudaczny kupiec rzuci się na was z dziką furią. Taktyka jest naprawdę bardzo rozbudowana.
Wydajcie rozkazy oficerom: w kogo mają strzelać, gdzie i jak często. Macie też możliwość opuszczenia swojego okrętu, wysadzenia go w powietrze, lub zrobienie z niego płonącego taranu. To jednak nie wszystko! Nie chcąc zniszczyć swojej przyszłej zdobyczy możecie wydać rozkaz strzelania tylko z muszkietów. Wasza siła ognia nie zależy tylko od ilości samych dział na pokładzie. Musicie posiadać jeszcze kanonierów. Standard to trzech na działo, by się dobrze strzelało. Jeśli wasz stan kanonierów będzie odpowiednio duży, to okręt przeciwnika po pierwszej waszej salwie pójdzie poszukać zaginionej Atlantydy na dnie. Możecie przeprowadzić abordaż na okręt lekko uszkodzony i do tego celu przyda się wam spora liczba marynarzy. Koniec walki jest prosty, jeden musi umrzeć, bądź się poddać. Najlepszym i najbardziej zyskownym sposobem jest jednak przejęcie statku przeciwnika. Samo pływanie i napadanie na słabeuszy staje się z czasem monotonne. Zróżnicowanie statków co prawda jest wielkie i nie można na to narzekać, ale ile można to robić, może zająć się biznesem? No tak własne wpływy w portach to miła rzecz, ale jak to zrobić ? Łapówka, czy to mądre rozwiązanie ? Niestety, nie każdy gubernator jest łasy na pieniążki, postraszenie tłuściocha również nie zawsze przynosi pożądane efekty. Najlepiej obsadzić takie stanowisko własnym człowiekiem, oddanym i zaufanym. Po pierwsze musicie znaleźć odpowiedniego oficera o wysokim stopniu lojalności. Teraz rozejrzyjcie się za odpowiednią grupą do walki, wyposażcie ją w broń i wyruszcie na podbój miasta. Tu w wyborze kierujcie się bogactwem wybranego i wielkością jego obrony. Lądujecie na plaży, przydzielacie broń oddziałom i zaczyna się impreza. Walka piesza, nie jest to co prawda RTS, ale autorzy wywiązali się w tym miejscu bardzo dobrze. Mapa na której rozgrywa się akcja bitwy, to miasto i przyległe okolice. Raz zdarzy się pokaźny fort, lub mała farma. Widoczek jest naprawdę odjazdowy. Wykonanie graficzne nie pozostawia nic do życzenia. Ale by szybko wygrać bitwę, należy szybko zdobyć pałac gubernatora. W innych przypadkach musicie wyciąć wszystkich obrońców osady. Jeśli tylko macie przewagę liczebną, to wszystkie budynki stoją dla was otworem, a z każdego możecie rabować klejnoty i złoto. Jedno co boli to fakt, że wasi wojownicy mają ograniczone pojemności kieszeni. Kiedy będziecie parli do przodu jako niezwyciężeni, nieraz napotkacie na ludzi unoszących ręce do góry, co z nimi poczniecie to już wasza sprawa. Nie musze chyba przypominać, że pozabijanie niewinnych obniży waszą chwałę. Po dłuższej walce, władze miasta zaproponują warunki kapitulacji. Możecie je przyjąć lub dalej gwałcić i grabić. Prędzej czy później spasiony gubernator podda miasto. Wtedy to już tylko pozostaje pogwałcenie żywych i zrabowanie dóbr. Jak wspominałem wcześniej możecie obsadzić miasto swoim oficerem w roli gubernatora. Dla bardziej lubujących się w zawodzie pirata, istnieje opcja torturowania obalonego gubernatora. Teraz będzie kilka powodów, oprócz już wspominanych, które wpłyną na końcowa ocenę. Drugim powodem, nie dotyczy on co prawda wszystkich jest instalacja gry na dysk. Zajmuje ona 650Mb wolnego miejsca. Kolejnym powodem jest teleportowanie jednostek podczas bitwy lądowej (znikały jednostki i pojawiały się gdzie indziej). Jeszcze innym powodem jest czasami pusty rachunek wystawiany za transakcję, po którym znikają całe oszczędności!? Dla odmiany na plus gry wpływa jej duża złożoność i rozbudowanie co daje możliwość pogiercowania przez wiele tygodni bez znudzenia się. Podsumowując ten produkt, można go polecić wszystkim byłym graczom „Pirates” i tym nowym, którzy się pokuszą by spróbować życia pirata na morzu Karaibskim.

Minimalne wymagania sprzętowe: Procesor Pentium 200MHz, 32 MB Ram, WIN 95/98, CD Rom x 12, akcelerator zgodny z DirectX
Zalecane: Procesor Pentium II 300MHz, 64 MB Ram, reszta bez zmian.

cutthroats

ABOUT THE AUTHOR

Podobne wpisy:

  • Cyfrolandia: Mamo! Cyferki Zginęły

    Cyfrolandia: Mamo! Cyferki Zginęły

    Macie problemy z królową nauk (akurat ;), matematyką? A może Wasze dzieci nie najlepiej radzą sobie z tym przedmiotem? Cóż, znajdzie się na to recepta 🙂 Leżą przede mną dwa CD-ki z programami/grami z serii Cyfrolandia – mają one wspomagać naukę tegoż jakże trudnego (dla około połowy społeczeństwa) przedmiotu. Na pierwszy ogień pójdzie gra zatytułowana

  • Cyberstorm 2: Corporate Wars

    Cyberstorm 2: Corporate Wars

    Czasami otaczający mnie świat zadziwia mnie ogromnie. Ostatnio zaś dręczy moją skromną osóbkę pytanie o to, jaki sens ma przypominanie w dzisiejszych czasach gier, które już w czasie swojej premiery były że tak powiem „shitowate”, zaś teraz po kilku latach nieciekawość bije od nich ze zdwojoną siłą. Jednym słowem zastanawiam się, jaki sens ma dodawanie