|  | 

Stare gry pobierz

CUECLUB

CUECLUB
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Od bardzo dawna nie wyprodukowano na peceta żadnego zacnego symulatora bilardu, symulatora, który byłby w stanie wciągnąć nie tylko zapaleńców tej arcyciekawej zresztą gry, ale i przeciętnych graczy. Autorzy dotychczas starali się zaimplementować jak najlepszą grafikę, oczywiście trójwymiarową, zapominając niestety jednocześnie o grywalności. Projektanci z Bulldog Interactive postanowili zmienić ten schemat i stworzyli naprawdę świeżą i ciekawą grę ‚bilardową’. Co jest w CueClub takiego nowatorskiego? Zacznijmy od początku.     Czego tak naprawdę brakowało mi zawsze w symulatorach gry w bilard, poczynając od nieśmiertelnego Jimmy White’s Whirlwind Snooker? Akcji. Zmiany. Zalążka fabuły. Te wszystkie trzy elementy ma CueClub – fabuła jest wprawdzie mocno prymitywna (‚chodzi facet od baru do baru, jak wygra w barze słabszym, to dostaje wstęp do lepszego baru i tak dalej’), ale mi to wystarcza w stu procentach, szczególnie, że w każdym z salonów bilardowych mamy do wyboru wiele atrakcji. Cała rozmowa w salonie przypomina internetowy chat, niestety nasi rozmówcy nie są zbytnio inteligentni i raczej głupawo reagują na nasze zaczepki – mówiąc wprost, nie udało mi się nie wydobyć z nich ani jednej sensownej odpowiedzi… W salonach (czy też chat-roomach) mamy jednak sporo możliwości niezależnych od samej rozmowy z graczami. Przede wszystkim możemy wyzwać jednego z bywalców salonu na pojedynek, pamiętając jednak, iż zagra z nami tylko człowiek o podobnej reputacji do naszej. Poziom reputacji mierzony jest dosyć prosto – mamy skalę od 0 do 5 punktów, wygrywający zabiera jeden punkt przegrywającemu. Takie rozwiązanie sprawia, iż istnieje spore ryzyko utraty reputacji, co w moim przypadku kilkukrotnie niemal nie skończyło się odgryzieniem kabelka od myszki ze złości. Na szczęście w każdym z salonów istnieje inny, bezpieczniejszy sposób zarobienia punktów reputacji – tym sposobem jest gra w turniejach. Turniej toczy się systemem pucharowym, przed nami cztery pojedynki, z czego ostatni gra się do dwóch zwycięstw. Nagroda za wygranie turnieju jest spora – trzy punkty do reputacji, za drugie miejsce otrzymujemy jeden punkt. Gdy wreszcie, czy to grając w turniejach czy w bezpośrednich pojedynkach w salach, uda nam się zebrać pięć punktów reputacji, przychodzi pora na pojedynek z szefem salonu, oczywiście na zasadach ‚przegrywający oddaje punkt wygrywającemu’… Pojedynek ten jest najbardziej stresującym elementem gry, szczególnie, że z reguły szef salonu nie zgadza się na granie do jednego zwycięstwa, tylko zmusza nas do zagrania pięciu partii… A tu już nie ma miejsca na ślepe szczęście – trzeba być naprawdę dobrym, żeby uzyskać wstęp do następnego salonu.

Poza powyższym wątkiem pseudofabularnym CueClub oferuje nam również kilka innych rozrywek – na przykład bardzo wciągający speedball, polegający na wbiciu dziewięciu bil w jak najkrótszym czasie. Niżej podpisany na razie ma czas 43 sekundy, ale po sprawdzeniu wyników na oficjalnej stronie Bulldoga przestał się cieszyć tymże osiągnięciem (pierwsze miejsce – 16 sekund). Poza speedballem, w którego można grać w kółko dobrych kilka godzin, mamy odstresowywacz w postaci ‚wolnego stołu’, po którym bez pomocy kija możemy miotać bilami, ale i ustawiać jakieś ciekawe układy do strzałów trikowych.

A jak to wszystko wygląda na ekranie? Cóż – wygląda po prostu przepięknie. Grafika jest na szczęście w dwóch wymiarach, co pozwoliło na zaimplementowanie w CueClub niewiarygodnych szczegółów graficznych przy jednoczesnym utrzymaniu niziutkich wymagań sprzętowych. Z rzeczy, które mnie zachwyciły wymienię tylko bile odbijające się w sobie nawzajem oraz dym snujący się nad stołem bilardowym – naprawdę doskonale czuć atmosferę klubu bilardowego. Oczywiście zróżnicowanie salonów zaowocowało zróżnicowaniem grafiki w tychże salonach – za każdym razem mamy inne sukno naciągnięte na stół, jak również inny zestaw bil (choć akurat to drugie do końca mnie nie przekonuje, jako że gra bardzo traci na czytelności). Istotną nagrodą po ‚ukończeniu’ danego salonu jest fakt, iż do kolekcji dostajemy dodatkowy kij bilardowy (a muszę przyznać, że są między kijami naprawdę spore różnice, przejawiające się nie tylko w grafice, ale i w sposobie gry).

Sama fizyka gry jest bez zarzutu, można zrobić z bilami prawie wszystko – wszelkie rotacje są doskonale oddane, często zdarza się, że bila po mocnym trafieniu zaczyna wirować w miejscu wokół własnej osi… Nigdy nie widziałem tego efektu w grze komputerowej. Niestety grafika dwuwymiarowa sprawia, iż niemożliwe jest takie podbicie bili, aby ta oderwała się od powierzchni stołu – troszkę szkoda, że tego efektu nie zaimplementowano… Oczywiście w CueClub możemy grać we wszystkie odmiany bilardu, jakie wymyśliła ludzkość (poza karambolem, ale może to i lepiej – chyba najbardziej frustrująca gra, w jaką grałem…)

Polski dystrybutor (Topware), jeden z prekursorów spolszczeń gier komputerowych, zlokalizował również i CueClub. O ile do poziomu tłumaczenia poprzednich produkcji Topware można mieć poważne zastrzeżenia (Spellcross, Jagged Alliance 2), tak w CueClub nie znalazłem żadnych błędów (poza jednym – ‚rąb’ zamiast ‚romb’), tak więc generalnie uważam spolszczenie za poprawne. Głupawe wypowiedzi graczy w chat-roomach nie mają nic wspólnego z poziomem tłumaczenia – po prostu ten element jest ubogi i zaimplementowany chyba tylko i wyłącznie ‚dla szpanu’.

Ogólnie gra jest doskonałą zabawą dla wszystkich amatorów bilardu, szczególnie, że możemy grać w wiele odmian tej gry – od rozmaitych rodzajów poola, przez błyskawiczną ‚dziewiątkę’ aż po dostojnego i spokojnego snookera. W zasadzie jedyną wadą CueClub jest brak obsługi trybu multiplayer po Internecie – co dziwi mnie bardzo, zwłaszcza, że istnieją ‚udawane’ chat-roomy’ i prawdziwy już, internetowy ranking najlepszych graczy… Cóż, miejmy nadzieję, że funkcja ta zostanie zaimplementowana w nadchodzących patchach.

cueclub

ABOUT THE AUTHOR

Podobne wpisy:

  • Cyfrolandia: Mamo! Cyferki Zginęły

    Cyfrolandia: Mamo! Cyferki Zginęły

    Macie problemy z królową nauk (akurat ;), matematyką? A może Wasze dzieci nie najlepiej radzą sobie z tym przedmiotem? Cóż, znajdzie się na to recepta 🙂 Leżą przede mną dwa CD-ki z programami/grami z serii Cyfrolandia – mają one wspomagać naukę tegoż jakże trudnego (dla około połowy społeczeństwa) przedmiotu. Na pierwszy ogień pójdzie gra zatytułowana

  • Cyberstorm 2: Corporate Wars

    Cyberstorm 2: Corporate Wars

    Czasami otaczający mnie świat zadziwia mnie ogromnie. Ostatnio zaś dręczy moją skromną osóbkę pytanie o to, jaki sens ma przypominanie w dzisiejszych czasach gier, które już w czasie swojej premiery były że tak powiem „shitowate”, zaś teraz po kilku latach nieciekawość bije od nich ze zdwojoną siłą. Jednym słowem zastanawiam się, jaki sens ma dodawanie