|  | 

Stare gry dos

Colin McRae Rally 2.0

Colin McRae Rally 2.0
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Mówi się, że każdy, bez względu na wiek, ma w sobie coś z dziecka. Niektórzy z tym się zgadzają, inni nie – to ich, że tak powiem, prywatna sprawa. Jednak patrząc na zachowanie dzieci (szczególnie osobników płci męskiej) namiętnie bawiących się różnego rodzaju „resorakami” i innego typu pojazdami, a także na zachowanie dorosłych ludzi (uwaga jw.) szalejących w swych ryczących potworach (popatrzcie na tego… no, złodzieja chipsów ;-), można dojść do wniosku, że to powiedzenia jest bardzo prawdziwe. Praktycznie każdy czuje jakiś pociąg do samochodów i szybkiej nimi jazdy. Jednak nie każdy ma odpowiednie warunki do takiej jazdy (szybki samochód, pusta droga) – i w tym momencie z pomocą przychodzi komputer. Niestety, miłośnicy gier rajdowych nie mieli ostatnio szczęścia – praktycznie żadna wydana ostatnio rajdówka nie dorastała do pięt, nieco już nieco leciwej, pierwszej edycji Colin McRae Rally. Wielkim rozczarowaniem okazała się kolejna edycja Rally Championship, co do której wiązałem spore nadzieje (z tej serii chyba najlepszą grą jest i pozostanie NQRRC). W tym wypadku pozostawało nam oczekiwać na Colin McRae Rally 2 (co prawda w międzyczasie pojawiło się kilka innych gier rajdowych, jednak żadna nie zasługuje na wspomnienie), którego premiera na PC wciąż była opóźniana. W końcu jednak pudełka z grą trafiły na sklepowe półki. Pierwszą rzeczą rzucającą się w oczy, jest minimalnie zmodyfikowany tytuł gry, brzmi on teraz Colin McRae Rally 2.0 (czyżby to miało oznaczać, że należy spodziewać się patchy do kolejnych wersji – 2.1 , 2.2 – oby nie ;-).

Na początku krótka lustracja pudełka – jest ono skromne i w tej swojej skromności bardzo eleganckie. Niestety, dobre wrażenie psują wymagania sprzętowe. Nie mówię tutaj nawet o sprzęcie wymaganym do płynnej gry (trzeba mieć ze 300 mhz na zegarze), ale o buraku, jakiego nie ustrzegł się dystrybutor – z jednej strony pudełkowa wieść niesie, że gra wymaga karty z 8 MB pamięci, z drugiej zaś na liście obsługiwanych chipów graficznych pojawiają się takie pozycję jak Voodoo i Voodoo Rush (karty oparte na tych procesorach nigdy nie miały więcej niż 6 MB pamięci).
Intro jest raczej przeciętne – w rytm dynamicznej muzyki samochód przemierza kolejne etapy rajdu… niestety, jest to po prostu film z gry, a nie zapis jakiegoś prawdziwego rajdu… Trudno mi jest zweryfikować jakość tego filmu – u mnie wyglądało to tragicznie (wielkie piksele), jednak podejrzewam, że to wina braku odpowiednich kodeków wideo. Dobrze, przejdźmy do menu głównego. Ono także „trzyma klimat pudełka” (prawdę mówiąc, to jest chyba odwrotnie) – całe zatopione jest w zieleniach (muszę przyznać, że ten kolor bardzo mi się spodobał – mam już nawet projekt mojej strony domowej w zielonym :), ma nowoczesny desing i jest przy tym bardzo funkcjonalne oraz ergonomiczne. W tym momencie wypada wspomnieć, że CMR 2.0 to gra w 100 % spolszczona. Nie jestem znawcą naszego języka pokroju Profesora Miodka (pozdrawiam :), ale wydaje mi się, że tłumacze odwalili kawał dobrej roboty i nie przytrafiły im się żadne wpadki. Wszystkie kwestie mówione są także w 100 % po polsku, ale o tym za chwilę…

Grać możemy w dwóch (głównych) trybach – zręcznościowym i rajdowym. W tym miejscu krótkie wyjaśnienie różnicy między tymi trybami. Wariant zręcznościowy, to po prostu esencja słowa „wyścig” – zamknięty tor, kilku facetów w swoich maszynach i określona liczba okrążeń do przejechania. Tutaj nie obowiązuje fair-play, każdy stara się wypchnąć rywali na zewnętrzną stronę łuku (czego efektem jest zazwyczaj bliskie spotkanie z jakimś murkiem lub drzewkiem), wytrącić ich z idealnego toru jazdy. W trybie arcade samochód bardzo opornie reaguje na zmiany nawierzchni – gdyby nie biały kolor śniegu, można by pomyśleć, że w takiej Finlandii rajd odbywa się na asfalcie. Może to jest opinia troszkę przesadzona, gdyż tak naprawdę pewne różnice w prowadzeniu występują, jednak nie wpływają one znacząco na naszą technikę jazdy, tj. jadąc po różnych nawierzchniach tą samą techniką, jesteśmy w stanie uzyskać wynik bardzo zbliżony do tego, jaki osiągnęlibyśmy prowadząc „jak Bóg przykazał”, tj. różnicując technikę dla każdej z nawierzchni. Trasy w trybie zręcznościowym, jak już mówiłem, przyjmują formę zapętlonych torów, których pobocza praktycznie nie istnieją albo mają minimalną powierzchnię, dzięki czemu naprawdę trudno jest wypaść z toru – co najwyżej odbijemy się od jakiejś bandy i utracimy nieco prędkość (nie ma się co martwić o uszkodzenie wozu – w tym trybie nasz pojazd jest niezniszczalny). Tras jest kilka i są one dość urozmaicone – nie są to tory w stylu tych z NASCAR, lecz wydzielone odcinki dróg publicznych (tak przynajmniej to wygląda… choć to określenie bardziej pasuje do tras z części rajdowej), toteż możemy spodziewać się tam różnego rodzaju niespodzianek (w stylu 90 stopniowych zakrętów). Wszystkie te czynniki wpływają bardzo mocno na zwiększenie dynamiki gry i ilości wydzielanej przez nadnercza kierowcy adrenaliny. Ja, jako wielbiciel futurystycznych ścigałek (typu Wipeout, Rollcage), w których trudno o realizm (chociaż kto wie…wszystko zależy od punktu siedzenia – w niektórych z prototypowych samochodów przyszłości nie znajdziemy kierownicy – jej miejsce zajmuje coś na kształt komputerowego joysticka) mówię Wam: jeśli pożądacie akcji i ekstremalnie szybkiej jazdy, tryb zręcznościowy CMR2 jest Wam pisany! Dla porządku dodam, że jeśli zdecydujemy się na jazdę po zamkniętych torach, będziemy mogli wziąć udział zarówno w pojedynczym wyścigu, próbie czasowej (my, pusty tor i czas) oraz w mistrzostwach.

Jednak głównym trybem zabawy jest Rajd, firmowany nazwiskiem szkockiego kierowcy Colina McRae (to tak dla przypomnienia). Jako kierowca rajdowy będziemy mieli okazję powalczyć o mistrzostwo, spróbować zmierzyć się z upływającym czasem (próba czasowa), powalczyć na dowolnie wybranym odcinku (pojedynczy odcinek). Oprócz tego mamy możliwość wzięcia udziału w rajdzie któregoś z krajów lub spróbowania swoich sił w walce jeden na jeden – tryb wyzwania. Ten ostatni tryb należy do najciekawszych w całej grze (oprócz mistrzostw) i napiszę o nim tutaj kilka słów. W grze udział może brać osiem osób, jednak ja, z braku odpowiednich kontrolerów, musiałem się zadowolić współzawodnictwem jedynie z komputerowymi przeciwnikami.
Otóż losowane są pary (8), które potem walczą ze sobą na pokazowym odcinku specjalnym (na początku jest to unikalna w skali gry trasa, położona w Japonii). Dodatkowego smaczku zabawie dodaje fakt, iż samochody, którymi będziemy się ścigać, są losowane przed każdą rundą (tj. wszyscy mają do dyspozycji ten sam wóz, który co rundę się zmienia). Konstrukcja każdego pokazowego odcinka specjalnego jest bardzo ciekawa – podzielony on jest na dwa oddzielne tory, które jednak w pewnym momencie łączą się. W praktyce wygląda to tak, że przejeżdżamy wraz z przeciwnikiem cały tor – w pewnym momencie on ląduje na naszym torze, a my na jego (chyba że będziemy jechać wyjątkowo powoli – wtedy mamy szansę stanąć z nim „reflektor w reflektor”). Dodam jeszcze, że na zakończenie każdego rajdu (tj. ostatniego dnia) będziemy mieli okazję przejechać się na takim odcinku pokazowym (odpowiednim do kraju, w którym rajd się odbywa), jednak (na szczęście 🙂 będziemy jechać tylko raz i własnym samochodem ;-). Sam rajd… o przepraszam, muszę na chwilę przerwać recenzję – w kodowanej stacji Objawienie Minus jest wywiad na żywo…

Witam wszystkich widzów i zapraszam do obejrzenia naszego wywiadu ze sportowym bohaterem tygodnia – Porzeraczem Muskuff.
– Panie Porzeraczu, na początek bardzo chciałbym zadać pytanie związane z pana nazwiskiem…
– O nie, moją historię rodzinną zostawmy jednak w spokoju. Proszę zadawać pytania związane ze sportem albo poszukać innego partnera do rozmowy…
– Dobrze więc, w jaki sposób udało się panu osiągnąć coś, co od dawna było marzeniem polskich kierowców – rajdowe mistrzostwo świata ?
– Muszę powiedzieć, że najważniejszy podczas takich zawodów jest spokój i opanowanie. Jako jeden z nielicznych polskich kierowców nie musiałem martwić się o samochód, mało tego – mogłem wręcz wybrać taki, który mi się najbardziej podoba! Zgłosiło się do mnie sześć firm, każda z nich proponowała mi inny pojazd. Miałem okazję przetestować wszystkie z nich na rajdowych trasach w całej Europie.
– Czy mógłby pan powiedzieć, jakie to były samochody ? Wszyscy wiemy, że ostatecznie do zwycięstwa dojechał pan Fordem Focusem, ale sądzę, że wielu czytelników jest ciekawych, z czego pan zrezygnował.
– Forda Focusa wybrałem, bowiem przeprowadzone przez naszą ekipę testy wykazały, że to samochód najbardziej uniwersalny i najlepiej nadaje się do tak długiego rajdu. Toyota Corolla, Subaru Impreza, Mitsubishi Lancer, Peugot 206 oraz Seat Cordoba, to samochody, które wcześniej testowałem.
– Mimo że w końcowej klasyfikacji uplasował się pan na pierwszej pozycji, to widzieliśmy, że na początku szło panu różnie. Wszyscy pamiętamy wypadek z kangurami podczas Rajdu Australii… miał pan duże szczęście, że wyszedł z tego bez szwanku.
– Tak, to prawda, w tym miejscu należałoby zganić organizatorów – nie tylko za to, że w takiej sytuacji dopuścili do startu samochodów. My nie zostaliśmy nawet poinformowani o tej chorobie szalonych kangurów i nie spodziewaliśmy się niespodzianki w postaci kangura atakującego nasz samochód.
– Pan wyszedł bez szwanku, jednak pana Focus nie wyglądał najlepiej
– Tak, to fakt. Mniejsze usterki, takie jak zbita tylna szyba oraz potłuczone reflektory, powstały już po pierwszym odcinku – nie wiem, czy pan to widział, ale na pierwszym zakręcie zabawiliśmy się w drwali i ścięliśmy kilka mniejszych krzaczków. Niestety, odbiło się to na osiągach naszego wozu. Wypadek z kangurami sprawił, że spadliśmy na ostatnią lokatę. Z naszego samochodu zaczęły odpadać kolejne elementy – najgorzej było z tylnym zderzakiem, odłączył się z jednej strony i tarł o drogę, wydając przy tym niemiłosierne piski, których nie zagłuszał nawet ryk silnika. Na telewizyjnej powtórce było też widać czarny dym wydobywający się z wnętrzności naszego wozu – Jak w takim wypadku na następnym odcinku był pan pierwszy ?
– Po każdych dwóch przejazdach mieliśmy trochę czasu na dokonanie niezbędnych napraw. Mimo że nasza ekipa techniczna starała się jak mogła, nieraz nie starczało czasu na zreperowanie wszystkiego – dla nas najważniejszy był silnik, układ kierowniczy, skrzynia biegów oraz hamulce – niesprawność tych elementów podczas jednego z odcinków była aż nadto widoczna w wynikach.
– Cóż, miał być z nami pański pilot…
– Proszę wybaczyć Krzysztofowi, ale on jest jeszcze bardziej zmęczony niż ja
– … w takim razie pan będzie musiał odpowiedzieć nam na kilka pytań związanych z pilotażem. Stwarza to też okazję zadania podstawowego pytania, którego w obecności pana pilota bym nie zadał: jak układała się z nim współpraca ?
– No cóż, Krzysztof Hołowczyc dołączył do mnie w ostatniej chwili, tj. ok. tydzień przed wyjazdem na pierwszą trasę. Ja bym tutaj nie chciał odgrzebywać sprawy mojego poprzedniego pilota, który miał jechać razem ze mną, ale powiem jednak, że to co zrobił, to zwyczajne chamstwo – reklamując nowy chip graficzny zarobił więcej, niż mógłby dostać jadąc tutaj ze mną, jednak myślałem, że tworzymy jedną drużynę… Współpraca z Krzysztofem układała i, miejmy nadzieję, będzie się układać, bardzo dobrze. To zwycięstwo zawdzięczam przede wszystkim jemu!
– Czy nie przeszkadzał panu nowy głos pilota i inna wymowa niektórych słów ? W końcu w takim rajdowym potworze jest bardzo głośno.
– Mówiąc prawdę, barwa głosu pilota ma znaczenie wręcz marginalne – podczas jazdy korzystamy ze słuchawek i mikrofonów umieszczonych w kaskach a system przenoszenia dźwięku zniekształca głos o tyle, że trudno powiedzieć cokolwiek o jego pierwotnym brzmieniu.
– Krążyły plotki o nowym, rewolucyjnym systemie pilotażowym…
– …Które nie były prawdziwe. Korzystaliśmy z systemu bardzo podobnego do tego, jakiego używa McRae – Krzysztof opisywał w trzech słowach każdy zakręt. Trzy słowa – może się zdawać, że to mało. Jednak w tych trzech słowach było zawarte wszystko co trzeba – odległość do zakrętu, jego kierunek – lewo / prawo, oraz sugerowany bieg, na którym powinniśmy przejechać ten zakręt. Dodatkowo nasz samochód został wyposażony w system znany dotąd tylko z wojskowych samolotów myśliwskich – wszystkie potrzebne dane, w tym także graficzna prezentacja słów Krzysztofa, pojawiały się na przedniej szybie – dzięki temu nie musiałem odrywać oczu od drogi.
– Pomówmy o przyszłości – podobno zgłosili się nowi, jeszcze hojniejsi sponsorzy ?
– Tak to prawda. Powiem nawet, że zaoferowano mi kilka nowych samochodów… nie wiem jeszcze, czy porzucę Forda Focusa na rzecz coś innego. Choć istnieje zasada, która mówi, że nie zmienia się zwycięskiej drużyny
– Jakie samochody panu zaproponowano?
– Cóż, nie czas jeszcze o tym mówić…
– W takim razie dziękuję za wywiad i życzę dalszych sukcesów
– Ja również dziękuję
– Wywiad dla Objawienia Minus przeprowadził Gburiusz Nieuprzejmiasty.

Słuchaliście uważnie ? Wywiad ujawnił wiele tajemnic sukcesu polskiego rajdowca, oraz wiele tajemnic gry Colin McRae Rally 2.0 . Od siebie mogę jeszcze dodać kilka słów na temat grafiki, dźwięku i realizmu jazdy.
Grafika jest po prostu cudowna. Gra posiada najładniejsze i najbardziej realistyczne modele samochodów, jakie mieliśmy do tej pory możliwość oglądać na ekranach domowych PC-tów. Nie dość, że same modele są bardzo dobrej jakości, to jeszcze zostały pokryte fenomenalnej jakości teksturami. Takie połączenie dało efekt niewiele ustępujący temu, co widzimy na ekranie telewizora. Nieco gorzej jest z otoczeniem toru – wszystkie drzewa i kraczki oraz publika są wciąż płaskie jak kartka papieru. Jeśli jednak będziemy unikali bliskiego z nimi kontaktu, nie będzie to zbytnio przeszkadzać. Tory są odpowiednio długie – nie powinniśmy się nudzić, zaśnięcie przed monitorem także jest wykluczone. Dźwięk stoi na równie wysokim poziomie co grafika. Mimo że podczas jazdy trudno rozpoznać, czy pilotuje nam Krzysztof Hołowczyc czy Zdzisiek z pobliskiego monopolowego, to jednak należy oddać hołd zdolnościom pana Krzysztofa – w roli pilota czuje się równie pewnie, jak za kółkiem swojego prywatnego Subaru. Odgłosom silnika nie można nic zarzucić, bardzo efektowne dźwięki można także usłyszeć podczas lądowania (hopki). Realizm to sprawa raczej kontrowersyjna. Ja od razu przyznam się, że podobnie jak większość z Was nie miałem okazji jechać samochodem klasy WRC, więc moja opinia nt. realizmu, jest bardzo subiektywna. Po pierwsze należy zauważyć, że każdy samochód zachowuje się na drodze odmiennie – przed startem w mistrzostwach dobrze jest więc wszystkie wypróbować i wybrać ten, który prowadzi się nam najlepiej. Jako że rajdy odbywają się w różnych krajach, na różnej nawierzchni i przy różnych warunkach atmosferycznych, bardzo przydatna jest możliwość ustawiania (co 2 odcinki) niektórych parametrów naszego wozu. Podstawą są opony, których wybór bardzo znacząco wpływa na sposób naszej jazdy. Co prawda komputer zawsze automatycznie dobiera, najlepsze jego zdaniem ogumienie, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby własnoręcznie dokonać pewnych poprawek. Ważną sprawą jest także twardość zawieszenia – twardsze pozwala rozwijać większe prędkości i zapewnia lepszą przyczepność, jednak tutaj nie ma co marzyć o idealnie płaskich i gładkich asfaltowych odcinkach (za wyjątkiem Francji) – przez większość czasu będziemy jeździć po nieutwardzonych i niezbyt równych drogach – w takich warunkach nieco miększe zawieszenie sprawuje się o niebo lepiej. Kluczowe znaczenie ma także odpowiednie ustawienie skrzyni biegów – na prostych trasach opłaca się mieć dużą prędkość maksymalną, na bardziej pokrętnych odcinkach przydaje się możliwość szybkiego osiągnięcia średniej prędkości. Autorzy gry poszli tutaj na pewien kompromis – nie ma możliwości dokładnego ustawienia skrzyni biegów. Zamiast tego możemy jedynie w sposób orientacyjny ustawić jej przełożenia na krótsze lub dłuższe. Oprócz tego dobrze jest ustawić rozdział mocy, balans hamulców oraz ich siłę, no i oczywiście czułość układu kierowniczego. Dobrze zestawiony mechanizm da nam te kilka sekund przewagi nad przeciwnikami.
Technika jazdy w trybie Rajdu znacząco różni się od tej, która ma zastosowanie w zręcznościowej części gry. Tutaj samochody już nie trzymają się tak dobrze podłoża i większość zakrętów przyjdzie nam pokonywać poślizgiem… W „normalny” sposób można pokonywać tylko najprostsze zakręt (cóż, mi się to podoba :), także wygląda to bardzo efektownie. Każde uderzenie w drzewo czy inny twardy element przyrody uszkadza w pewnym stopniu nasz samochód. Uszkodzenia widać bardzo wyraźnie – powybijane szyby, brak niektórych części samochodu… Nie jest to może tak efektowne jak w Carmageddon 2000 TDR, ale pamiętajmy, że to dwie różne gry… całkowity rozpad naszego rajdowego auta musiałby nieść ze sobą także naszą (jako kierowcy rajdowego) śmierć – czegoś takiego jeszcze nie mieliśmy w grach komputerowych i zapewne jeszcze długo mieć nie będziemy. Wracając do uszkodzeń – wizualnie wszystko jest ok., jednak w moim odczuciu mają one za mały wpływ na prowadzenie wozu. Może i odrobinę wolniej przyspiesza, może nie osiąga prędkości maksymalne, jednak w porównaniu nawet ze stareńkim Network Q Rac Rally Championship ten element w CMR2 kuleje. Zachowanie na różnych nawierzchniach jest raczej poprawne, jedyne co można tutaj zarzucić grze, to zbyt łatwa jazda po grubej warstwie śniegu i niektórych poboczach. Denerwuje także brak możliwości zapisu powtórek.
Czas na podsumowanie. Colin McRae Rally 2.0 to bardzo dobra gra, grywalność osiągnęła tutaj maksimum. Jeśli dodamy do tego możliwość grania w kilka osób na jednej maszynie, opcje gry sieciowej (LAN: IPX oraz TCP/IP, modem, łącze szeregowe), bardzo dobrą grafikę i spory realizm to otrzymamy obraz gry bardzo dobrej, bezdyskusyjnie zasługującej na 9/10 (jeśli jednak chcecie dyskutować – zapraszam na nasze forum).

Komentarz Intrudera :
Trudno było oczekiwać, że gra Colin McRae Rally 2 będzie gorsza od swojej poprzedniczki. Podobnie jak większość stęsknionych graczy byłem pewien, iż część druga będzie doskonała. Po głębszym przemyśleniu dochodzę do wniosku, że się nie pomyliłem. CMR 2 jest grą pod wieloma względami doskonałą, jednakże jak i inne tytuły nie pozbawiona jest pewnych mankamentów.
Na duże brawa zasługuje doskonała fizyka rządząca światem w grze. Dotyczy to zarówno przyczepności w różnych warunkach i na różnej nawierzchni, jak i sposóbu zachowania się poszczególnych samochodów. Trasy zostały znacznie urozmaicone i „uciekawione” względem części pierwszej. Na kolejne brawa zasługuje rozbudowana znacznie strefa serwisowa i wpływ uszkodzeń na reakcje samochodu. Wreszcie hamulce w „colinowym” WRC działają jak w WRC, a nie jak w maluchu. Wiele można by wymieniać. Gra mimo mistrzostwa wykonania ma dwa dość istotne mankamenty. Jak wiemy, CMR2 został całkowicie zlokalizowany czyli mamy do czynienia z wersją całkowicie spolszczoną… i tu zaczynają się schody. Jakkolwiek dystrybutor zasługuje na ogromną pochwałę za danie nam spolszczonego Colina, niestety jego wysiłki wydają się być realizowane w pośpiechu i niedokładnie. Instrukcja zawiera po prostu makabryczną ilość błędów, literówek oraz bliżej nie określonych bezsensownych określeń. Także wykonanie podkładu głosu pilota (w naszej wersji Krzysztof Hołowczyc) nie jest niestety najlepsze – pilot potrafi się spóźniać z komendami, co przy jeździe ok. 160kmh przez las nie jest najlepszą pomocą. Jest to wina (producenta) zbyt późnego ustawienia „triggerów” uruchamiających pliki dźwiękowe z komendami oraz wina (dystrybutora) komend nagranych po polsku – powinny być krótsze, szybsze i zwięźlejsze. Co prawda nie jest z tym tak tragicznie, jak możecie sądzić po tym, co napisałem, ale muszę zaliczyć to do mankamentów. Reasumując gra jest warta polecenia i kupienia. Niewątpliwie jest i długo będzie praktycznie najlepszą pozycją dotyczącą symulacji rajdów samochodowych.

colin-mcrae-rally-2-0

ABOUT THE AUTHOR

Podobne wpisy:

  • Cossacks: European Wars

    Cossacks: European Wars

    Powrót do korzeni Microsoftowe Age Of Empires 2 od niemal dwóch lat niepodzielnie rządzi na rynku „płaskich” RTS-ów. AOE 2 wyznaczyła nowe tendencje, wzory i poziomy jakościowe, jeżeli chodzi o gry strategiczne. Od chwili jej wydania, niewiele powstało produkcji, które mogłyby z nią rywalizować o palmę RTS-owego pierwszeństwa. Ostatnio pojawiły się jednakże dwa tytuły, które,

  • Corsairs

    Corsairs

    „To jest niczym zmartwychwstanie. Sen o długich, nocnych godzinach spędzonych na poszukiwaniu uwięzionej rodziny czy łupieniu konkurencji wcale się nie skończył! Zmieniamy banderę, kamraci. Oto edykt jej królewskiej mości, jesteśmy korsarzami!” kpt. Krwawy Bill. Co prawda to prawda, od facetów z urzędu skarbowego różnić was będą tylko koszulki w paski i dzwonowate spodnie, ale reszta