|  | 

Stare gry online

Battle Isle IV: The Andosia War

Battle Isle IV: The Andosia War
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Coraz rzadziej na przepełnionym RTS-owymi produktami rynku pojawiają się gry reprezentujące starą szkołę. Strategie turowe, bo o nich właśnie jest mowa, coraz rzadziej znajdują drogę do serc developerów na całym świecie. Pamiętacie zapewne słynną, sprzedającą się w milionach egzemplarzy, serię UFO. Niewątpliwie UFO było kamieniem milowym w produkcji gier strategicznych i z całą pewnością do dzisiejszego dnia ma rzesze miłośników na całym świecie. Nie należy równocześnie zapominać o trochę mniej, chociaż równie słynnych, tytułach. W 1991 roku mało znana wówczas firma Blue Byte (rynek gier na komputery klasy PC dopiero co powstawał) wydała grę, która stała się pierwowzorem dla bardzo udanej, sprzedanej w setkach tysięcy egzemplarzy serii. Battle Isle posiadała rewelacyjną, jak na owe czasy, grafikę, doskonałą grywalność i przepiękny świat, w którym dwie armie toczyły ze sobą zażarte boje o każdy skrawek ziemi. Lata 93 – 95 wzbogaciły dorobek Blue Byte o kolejne dwie części gry, będącej wtedy wyznacznikiem dla innych tego typu produkcji. Zgodnie z zasadą „co dwa lata nowy produkt” w 1997 roku Blue Byte zmieniła nieco środowisko, w którym toczyła się gra, tworząc grę niemalże doskonałą. Wydawać by się mogło, że Incubation, noszący podtytuł „Time is running out”, nie jest bezpośrednio związany z serią Battle Isle. Chociaż gra nie była podobna do poprzedniczek, należy ją jednak zaliczać do serii. Fenomenalna, nawet dzisiaj mogąca się podobać grafika i doskonały klimat Incubation sprawiły, że gra do tej pory jest wyjątkowa i każdy szanujący się strateg powinien mieć ją w swoich zbiorach. Dzisiaj na moim biurku wylądowała czwarta, licząc Incubation piąta część Battle Isle o podtytule Andosia War. Jako że praca nad Andosia War potrwała trochę dłużej niż dwa lata, tym samym Blue Byle złamała tradycję. Ale czy równocześnie tradycja doskonałych strategii również odeszła do lamusa?
Chromos, rok 345 nowej ery. Po wielu wojnach, czasem wygranych, czasem przegranych bitwach, od dwudziestu pięciu już lat panował spokój; jednakże idylla nie mogła trwać wiecznie. Nastał moment, w którym po raz kolejny posadami świata zatrząsł nowy konflikt. Children of Harris – sekta, na której czele stoi tajemnicza i charyzmatyczna Najwyższa Kapłanka, pragnie zapanować nad archipelagiem Raldhan. Wydaje się, że wszystko wygląda prosto – jedni źli, drudzy dobrzy – ale w rzeczywistości spawa nie jest taka oczywista. Poprzednie części Battle Isle zasłynęły m.in. niebanalnymi scenariuszami i Andosia War nie jest w tym względzie wyjątkiem. Rzekłbym nawet, że idzie o krok dalej. Fabuła jest iście zawiła, co sprawia, że wciąga ogromnie. Doszło do tego, że przechodzimy kolejne misje nie tylko by wygrać, ale również by zobaczyć, co zdarzy się później. Gdyby jeszcze tak dla każdej ze stron konfliktu misje prowadziły do różnych zakończeń gry, nigdy nie zamieniłbym Battel Isle IV na żadną inną strategię turową. Niestety, akcja jest liniowa, ale i tak za scenariusz i fabułę należy się wielki plus. Wszystkie wydarzenia opowiadane są za pomocą świetnie wykonanych animacji. Doskonała kreska, charakterem nieco przypominająca starą Załogę G (film, nie zin), którą rysowane są poszczególne sceny animacji, świetne dialogi i ten klimat nie do opisania sprawiają, że już od samego początku można się zakochać w Battle Isle IV.
Zostawmy jednak przerywniki i przyjrzyjmy się samej grze. Blue Byte zapowiadała Battle Isle IV jako grę będącą połączeniem strategii turowej z RTS’em i rzeczywiście spełniła zapowiedzi. Muszę jednak powiedzieć, że połączenie to, przynajmniej z mojego punktu widzenia, nie było wskazane. Dlaczego? Nie da się z zasady połączyć ze sobą dwóch wykluczających się wzajemnie typów gier w taki sposób, by stworzyć hybrydę, łączącą zalety obu. Uważam również, że można było pozostawić Battle Isle IV w kanonie li tylko turowym i nie wprowadzać na siłę czegoś, co miało – w założeniu – uatrakcyjnić grę, a w rzeczywistości tylko ją psuje. Gra podzielona jest na tury. Każdy gracz (czy to w trybie signleplayer czy w multiplayer) ma do dyspozycji określony limit czasu. Podobnie jak w pozostałych częściach serii walka jest rozgrywana w turach (każda jednostka posiada punkty ruchu), a dodatkowy, nie występujący wcześniej w serii BI, element ekonomiczny rozgrywany jest w tak charakterystycznym dla RTS’ów czasie rzeczywistym. Niestety, z mechanizmem tym związane są wszystkie, dla niektórych graczy, minusy Battle Isle IV. Po pierwsze, tury komputera nie da się przerwać i zakończyć wcześniej, co sprawia, że rozgrywka niepotrzebnie się przeciąga. Na szczęście nowy patch w pewnym stopniu redukuje tę niedogodność. Drugim problemem jest fakt, że kiedy kończymy wcześniej swoją turę ruchu, pozostały czas nie zostaje wykorzystany. Objawia się to na przykład tym, że budowana przez nas struktura nie zostanie ukończona, chociaż gdybyśmy nie nacisnęli przycisku kończącego turę, budowa z pewnością dobiegłaby końca w bieżącej turze. Można by narzekać na turowo-RTS’owy charakter Battle Isle IV, ale mówiąc szczerze mnie on nie przeszkadza i wyżej wymienione niedoskonałości, przynajmniej dla mnie, nie mają żadnego znaczenia w odbiorze gry. Battle Isle IV jest stworzona dla ludzi, którzy cenią sobie złożoność gry nad szybkość rozgrywki.
Pora szerzej powiedzieć o poszczególnych składnikach rozgrywki. Na pierwszy ogień idzie wątek ekonomiczny. Akcja gry rozgrywa się na archipelagu; stąd nie będzie chyba dla nikogo zaskoczeniem, iż terenem walk będą wyspy. Na jednej z nich będziemy rozwijać ekonomię i budować zaplecze wojenne, na pozostałych zaś walczyć. Ekonomia w Battle Isle IV opiera się na kilku surowcach: rudzie żelaza, wodzie, elektryczności. Co ciekawe i nowatorskie, nie można prowadzić grabieżczej polityki wydobywania surowców. Wszystkie składniki układanki należy utrzymywać we właściwej równowadze. Bywa, że budowa nieprzydatnego w danym etapie misji budynku może okazać się tragicznym posunięciem, wpływającym na niedobór energii i niemożność odpowiedniej pracy pozostałych budynków. Do dyspozycji gracza autorzy oddali 25 różnych budowli, które z biegiem czasu ulegają modernizacji. Do każdego nowego budynku, fabryki, portu musimy doprowadzić rurociąg, łączący budowle z centralnym punktem koloni – Economy HQ, a oprócz tego każdy budynek musi znajdować się w zasięgu wiązki energii. Nie inaczej jest również z jednostkami polowymi, ale o tym za chwilę. Dodać również należy, że budowa bazy jest nieodzownym elementem każdej ofensywy. Bez odpowiedniego zaplecza, nawet stosując wyrafinowaną i przemyślaną taktykę, nie da się pokonać wrogiej armii. Tak jak pisałem, wątek ekonomiczny jest rozgrywany w czasie rzeczywistym, ale wolałbym, gdyby jednak pozostawiono go jako standardową strategię turową z odpowiednią liczbą punktów do rozdysponowania. Niemniej, ekonomia w BI4 jest postawiona, jak zresztą wszystkie elementy gry, na bardzo wysokim poziomie.
Najwyższy czas przyjrzeć się sednie Battle Isle IV – walce. Nie muszę chyba mówić, na jakiej zasadzie prowadzone są bitwy w strategiach turowych. Pierwszym stwierdzeniem, jakie nasunęło mi się po rozegraniu bitwy w Battle Isle, było: „Jakżeż ta gra komputerowa jest podobna do figurkowego Warhammera 40000”. Każdy, kto kiedykolwiek zagrał w figurkowego Warhammera stwierdzi, że ma on nieporównywalny z niczym klimat i żadna gra komputerowa nie może się z nim równać. Tak rzeczywiście było do czasu pojawienia się Battle Isle IV. Żaden RTS nie jest w stanie dać tego, co Battle Isle IV. Przeszło 40 rodzajów posiadających różne zastosowania jednostek, które mogą być upgreadowane oraz w miarę wygrywania kolejnych bitew zdobywają coraz to większe doświadczenie. Każda jednostka posiada kilka wskaźników wpływających na jej wytrzymałość (współczynnik grubości pancerza z różnych stron jednostki), mobilność, siłę ognia, umiejętności działania w danym terenie, itd. Każda posiada również zasięg skutecznego ognia oraz pole widzenia, na które wpływ mają czynniki atmosferyczne, takie jak deszcz, śnieg oraz noc. Wygrana nie jest rzeczą łatwa, gdyż Battle Isle IV stworzono z myślą o naprawdę doświadczonych strategach. Oczywiście, gra posiada również niższe stopnie trudności, ale nawet na nich trzeba wykazać się sprytem, umiejętnością przewidywania ruchów przeciwnika, dyscypliną taktyczną i – co tu ukrywać – trzeba mieć nosa. Ciasne przesmyki są wprost wymarzonym miejscem na zasadzki i stosujący przebiegłą taktykę komputer potrafi to wykorzystać. Potrafi wciągnąć nasze jednostki w walkę, której nie możemy wygrać. Dość powiedzieć, że często w ferworze walki zapomina się o dyscyplinie i wykonuje szybki atak małą liczbą słabo opancerzonych jednostek na – zdawałoby się – mało liczny oddział wroga, a tu nagle ze wszystkich stron zostajemy zaskoczeni ogniem nieprzyjaciela. Takie błędy kończą się w Battle Isle IV rzezią (naszych oczywiście) niewiniątek. Uszkodzone jednostki można naprawiać za pomocą specjalnych pojazdów (ant – mrówki), które równie dobrze nadają się do zaopatrywania jednostek w energię tak potrzebą do działania. Aby mrówka mogła działać, musi być, podobnie jak miało to miejsce w przypadku bazy, zasilana. W tym celu musimy budować swoistego rodzaju sieć energetyczną, która dostarczy potrzebną energię w odpowiedni rejon planszy. Jak widać Andosia War jest grą niezwykle złożoną i prawdziwy strateg na pewno doceni jej zalety.
Już Incubation zachwycał grafiką, a Battle Isle IV (stan na dzisiaj) nie ma sobie równych wśród strategii wszystkich typów i zalicza się również do liderów ogólnie pojętej kategorii gier komputerowych. Grafika jest perfekcyjna pod każdym względem. Wszystkie, bardzo rozległe mapy, na których będziemy toczyć batalie, wyglądają po prostu ślicznie (roślinność, kaniony, bagna zagradzające drogę do wrogich struktur). Jakość wykonania nieba, dynamicznie zmieniających się pór dnia, warunków atmosferycznych (dostajemy raport meteorologiczny z przewidywaną na daną godzinę pogodą), cienie rzucane przez pojazdy i budynki – to wszystko wydaje się być rzeczywiste. To już nie jest gra, to wirtualna rzeczywistość. Warto nadmienić, że dzięki doskonałemu systemowi kontroli nad obrazem mamy w każdym momencie nieograniczone możliwości ruchu kamery i przedstawienia akcji. Dowolny obrót, przybliżenia i oddalenia kamery sprawiają, że możemy dokładnie przyjrzeć się wszystkiemu na mapie: od pojedynczego żołnierza, do rzutu okiem na cały ogromny teren działań. Wszystkie budowle oraz jednostki, zarówno nawodne, lądowe jak i powietrzne, wyrenderowano bardzo szczegółowo, a wykonując maksymalne zbliżenie na pojedynczego żołnierza, możemy już na sto procent stwierdzić, że żadna inna strategia nie dorasta Battle Isle IV pod względem graficznym do pięt. Na czołgach widać nawet logo poszczególnych stron konfliktu. Efekty świetlne dodają bitwom oraz scenerii dodatkowego uroku. Doskonałe efekty towarzyszą strzelaniu z broni energetycznych, z działek czy pocisków rakietowych, słońce odbija się od pancerzy czołgów, ciężkich transporterów i niezwykle realistycznego, ciągle falującego morza (fale co raz roztrzaskują się o brzegi wysp). Wiatr szumi w koronach drzew, wprawiając je w rytmiczny ruch, gwiazdy świecą, księżyc ukazuje swe piękno co noc w innej fazie, ciężkie krople deszczu spływają po „zbroczonej” metalowymi szczątkami zniszczonych pojazdów ziemi. Chociaż gram w Battle Isle IV już od prawie dwóch tygodni, nadal jestem pod wrażeniem grafiki. Dźwięk również nie ma sobie równych i dopełnia obrazu doskonałej pod względem wykonania całości: świetnie oddane odgłosy przyrody, toczonych tu i ówdzie walk, patetyczna muzyka, dynamicznie dostosowująca się do aktualnie obserwowanej na ekranie sytuacji. Wykonanie gry nie ma żadnych wad, jest – cóż tu dużo mówić – doskonałe.
Specjalne serwery udostępnione przez Blue Byte sprawią, że również zsieciowani gracze znajdą wiele radości w Battle Isle IV. Autorzy zapowiadają powstanie ligi, w której zrzeszeni byliby wszyscy gracze, a dodatkowo miłośnicy liczb będą zachwyceni mnóstwem statystyk. Nie zabrakło oczywiście możliwości grania po sieci lokalnej. Niestety, po raz kolejny zaporą dla wielu będzie na pewno sposób prowadzenia rozgrywki. Battle Isle nie jest RTS’em, a co za tym idzie trzeba odpowiednio długo poczekać na swoją fazę ruchu. Jeżeli do tego dodać informację, że grać może ośmiu graczy równocześnie, to niestety Battle Isle IV wyrasta na grę przeznaczoną dla ludzi posiadających stały dostęp do sieci i dużo wolnego czasu.
Blue Byte będący już częścią Ubi Soft stworzył grę prawie doskonałą. Dlaczego prawie? O ile nie można zaprzeczyć faktowi, iż Battle Isle IV: Andosia War posiada najdoskonalszą grafikę, dźwięk oraz fabułę wśród strategii, o tyle można debatować nad zasadnością połączenia RTS’a ze strategią turową. Dla jednych może być to wada nie do wybaczenia, inni zaś nie przyłożą do tego większej wagi. Ja osobiście zaliczam się do tej drugiej grupy, dla której nie liczy się szybka rozgrywka, a raczej dokładne przemyślenie taktyki i strategii. Andosia War wytycza nowe ścieżki w grach strategicznych. Gdyby autorzy dali nam odrobinę większe pole manewru, pozwalając wybrać preferowany sposób rozgrywania misji (czy to w konwencji czysto turowej czy w obecnym kształcie), gra dostałaby najwyższą ocenę. Biorąc jednak pod uwagę, że posiada kilka małych błędów, nie mogę jej ocenić tak wysoko. Dla mnie Battle Isle IV jest grą komputerową, która, jak do tej pory, jest najwierniejszym odpowiednikiem figurkowego Warhammera 40k i basta. Miedzy innymi za to właśnie ją kocham.

Plusy
Minusy
  • wciągająca na długie godziny fabuła
  • rozgrywanie batalii w turach
  • grafika i dźwięk
  • zaawansowana sztuczna inteligencja komputera
  • wiele różnorodnych jednostek
  • sporo misji
  • specjalny serwer dla trybu multiplayer
  • niezbyt udana próba stworzenia hybrydy RTS’a i strategii turowej
battle-isle-iv-the-andosia-war

ABOUT THE AUTHOR

Podobne wpisy:

  • BIO F.R.E.A.K.S

    BIO F.R.E.A.K.S

    Kiedy usłyszałam ten tytuł dokładnie nie wiedziałam, w co będę grać. Nazwa jakby znajoma, ale nie kojarzyłam jej z niczym, prawie z niczym, wiedziałam tylko tyle, że jest to symulator walki. Po odpaleniu CD i zainstalowaniu Bio Freaks (zajmuje – na dysku ok. 130 MB) przeszłam do gry. Menu – jak w tego typu grach

  • Big Race USA

    Big Race USA

    Kolejny wyścig? Współczesna wersja znakomitego „Road Race”, w której to będziemy się ścigać po całym terytorium USA? Niezupełnie. „Pro Pinball: Big Race USA” to klasyczny, trójwymiarowy pinball, kolejna wariacja na temat stalowej kulki i kolorowego stołu. Co ważne, ów przedstawiciel wymierającego gatunku oferowany jest w Polsce za niezwykle przystępną cenę (aktualnie: 15 zł). Z tego