|  | 

Stare gry na pc lata 90

America: No Peace Beyond The Line

America: No Peace Beyond The Line
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Zaledwie parę tygodni temu dużym echem w światku komputerowych strategów odbiła się premiera gry niemieckiej firmy Spellbound – „Desperados: Dead Or Alive”. Choć tytuł ten mocno powielał utarte już schematy, to jednak dzięki swym zaletom i tak zyskał sporą popularność.
Na kolejną pozycję, która wzięła się za maglowanie tematu zdziczałej Ameryki nie trzeba było długo czekać. Chyba nie macie wątpliwości skąd pochodzi owa gra? Oczywiście, z Niemiec…

O ile jednak „Desperados” opierał się na kierowaniu grupką konkretnych bohaterów, na wzór słynnych „Komandosów”, o tyle ludzie z firmy Data Becker postanowili odwzorować swą grę na konwencji typowych przedstawicieli RTS’ów ze szczególnym uwzględnieniem „Age of Empires”. Nie ma co ukrywać, iż fakt naśladownictwa widać tutaj jeszcze dobitniej i wyraźniej, niźli w przypadku Desperatów, co już na samym starcie przekreśla jakiekolwiek szanse gry na uznanie jej za produkt oryginalny. Spójrzmy jednak dokładniej, co do zaoferowania ma nam „America”…
Zwykle pierwszym, bądź też jednym z pierwszych aspektów, jakie opisuje się w recenzji jest fabuła. W tym przypadku jednakże owej fabuły nie sposób się doszukać. Wszystko – ominąwszy jakiekolwiek niuanse psychologiczne opiera się bowiem na najprostszej z możliwych historyjek. Mamy mianowicie XIX wiek; czasy w których prawdopodobieństwo zostania zastrzelonym w biały dzień na samiutkim środku miasta było jeszcze większe niż obecnie;-) Wtedy to właśnie toczyła się walka o przejęcie władzy nad nowymi terenami… Chcieli je i Indianie i Meksykanie. Nie inaczej było też ze spopularyzowanymi przez Antka Banderasa Desperados’ami, jak i wreszcie z tymi, którym przyszło ostatecznie pogodzić całą resztę (przez wycięcie jej w pień, nawiasem mówiąc;) – Jankesami w swych prześlicznych (a fuj:-) niebieskich kurteczkach. Jeżeli jednak chcielibyśmy osobiście zmienić historię i zapisać w historii tryumfy jednej z trzech pozostałych nacji, sprawiając równocześnie nie lubianym przez nas gostkom srogie lanie – nic nie stoi nam na przeszkodzie! Do tego właśnie posłuży nam „America”.
Faktem, który umacnia nas w przekonaniu, iż złożonej fabuły w tej grze zbyt wiele nie uraczymy, jest sposób rozgrywania misji. Otóż każda kolejna przeprowadzana batalia nie ma nic, bądź prawie nic wspólnego z poprzednią. Co bardziej uważnych graczy ma prawo to mocno zasmucić. Inaczej sprawa przedstawia się już na poziomie samej misji: Każde nasze działanie uprzedzone jest wyjaśnieniem, które obojętnie od tego którą nację wybraliśmy – wmawia nam, iż akurat nasze działanie jest tym jedynie ‚dobrym’. Na tym przykładzie najlepiej widać więc prawdziwość starego przysłowia mówiącego, iż „Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”:-)
Już na pierwszy rzut oka można zauważyć, że niemal wszystko – począwszy od zadań i ich rozgrywania, na interfejsie zaś skończywszy jest niemal bliźniaczym odwzorowaniem Age of Empires. Zaczynamy więc od organizacji prowizorycznej początkowo obrony przed najeźdźcami, następnie przechodząc do rozbudowy naszej wioski poprzez tworzenie nowych budynków i fortyfikacji, w końcu rozpoczynając zaś własne najazdy na osady przeciwników. Nie przyglądając się jednakże bliżej elementom, które występują w każdym RTS’ie wspomnę o ciekawostkach (bo innowacjami tego nazwać nie jestem skłonnym), jakie tu uświadczymy. Przede wszystkim nareszcie doczekaliśmy się zweryfikowania poglądu, iż kawalerzysta i koń są jednością. Otóż zabicie przez przeciwnika naszego jeźdźca nie powoduje od razu śmierci dosiadanego przezeń konia, dzięki czemu może on zostać ponownie wykorzystany np. przez piechurów. Niestety mechanizm ten nie działa w odwrotnej sytuacji, więc możliwość przeżycia jeźdźca przy jednoczesnym padnięciu wierzchowca nie jest możliwa:-( (Możemy to oczywiście wytłumaczyć sobie faktem, iż człowiek umarłby z tęsknoty za swoim konikiem, ale nie brzmi to chyba zbyt wiarygodnie;-)
Z drugiej strony zastanawiającym jest fakt, iż częstokroć konne zastępy padają na polu walki ze zdecydowanie większą częstotliwością, niż ich piesi odpowiednicy, co znowu każe nam zastanowić się nad realizmem rozgrywki…
Nasi robotnicy podzieleni są tu ze względu na płeć. Każdy z nich wykonuje więc prace typowe dla swych warunków fizycznych. I tak: kobiety pracują w polu, a także w przypadku Indianek szyją „domy”. Mężczyźni oczywiście zajmują się przede wszystkim prowadzeniem walk. No właśnie. Nie można nie nadmienić, iż niedociągnięcia w odwzorowaniu walki nie kończą się na wspomnianej wcześniej przypadłości do wygrywania starć przez piechurów. Równie dużą rolę uwarunkowującą zwycięstwo jest też niestety liczba oddziałów wojsk, jakie posiadamy. Mając więc armię znacząco mniejszą od swych rywali nawet dwojąc się i trojąc w ustawieniach szyków niewiele jesteśmy w stanie wskórać. I analogicznie – gdy wojsk mamy dużo, a rywale widocznie ustępują nam pod tym wględem, to tylko totalna ignorancja mogłaby doprowadzić do naszej porażki.
Graficznie gra sprawia bardzo dobre wrażenie. Zarówno budynki, przyroda, jak i ogółem otoczenie po którym przyjdzie nam się poruszać są ładne i realistyczne. Równie zresztą realistyczne są także animacje elementów typu chorągiewki, czy ogniska. Choć nieznacznie słabiej na tym tle prezentują się ruchy ludzi i zwierząt, to jednak całokształt prezentuje tak wysoki poziom, iż po raz kolejny przywodzi nam na myśl doskonalą pod każdym względem „Age of Empires”.
Dźwięk zresztą również jest w stanie zaskoczyć, w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu. Szczególnie polecam wsłuchać się w odgłosy wydawane przez zwierzęta, no i oczywiście – ludzi. Każda z ras posługuje się swoim własnym językiem, co w połączeniu ze specyficznymi dla danej nacji odzywkami często wprowadza tu dodatkowy element humoru.
Nie można powiedzieć, że „America” jest grą nieudaną. Ma wprawdzie kilka niedoróbek, ale retuszuje je odpowiadając pokaźną liczbą plusów. Sprawa jest jednak o tyle skomplikowana, iż plusy te w większości zaczerpnięto ze…zresztą sami zgadnijcie skąd;)
Mimo wszystko jednak, jeżeli przeszliście już obydwie części „AoE” zachęcam Was do wypróbowania także i pozycji z Data Becker. Jeśli jednakże dopiero wkraczasz w „te tematy” i myślisz o rozpoczęciu swej przygody ze strategiami właśnie od ‚Ameryki’ – stanowczo i zdecydowanie odradzam.

america-no-peace-beyond-the-line

ABOUT THE AUTHOR

Podobne wpisy:

  • Arcatera

    Arcatera

    czyli, nie wszystko złoto co się świeci… Po tych wszystkich Baldurach i Icewindach zapragnąłem zagrać w jakiegoś innego komputerowego RPG. Okazało się to jednak nie lada problemem. Koniec końców w moje ręce trafiła gra RPG Arcatera „Mroczne Bractwo”, która jest dziełem niemieckich programistów z zespołu Westka Entertainment. Została wydana przez Ubi Soft. Już z początku

  • Armies of Armageddon

    Armies of Armageddon

    Startegiczne gry turowe przeżywają w chwili obecnej kryzys. Na rynku pojawia się niewiele tego typu produkcji. Moda na RTS-y panuje na całego a o starych dobrych turówkach jakby zapominamy. Dzieje się tak, ponieważ nowoczesne gry strategiczne oszałamiają grafiką, powalają efektami świetlnymi i grywalnością. Armies of Armageddon – Wargamers Development Kit W2K, bo tak brzmi pełny